Nocne koszmary

Nocne koszmary

Jeden z posłów Platformy wyjawił ostatnio w wywiadzie, że trapią go nocne koszmary. Śni mu się mianowicie, że spełnia się „czarny scenariusz dla Polski”: po jesiennych wyborach Platforma wchodzi w koalicję z SLD. Koszmar to okropny, wszak Platforma to „ostatnia nadzieja białych ludzi”. Pal sześć Platformę, ale tu przecież idzie o Polskę! No i o przyszłość białego człowieka. Tę troskę – i to w wymiarze globalnym – podziela też poseł PiS, który na wieść o zwycięstwie Obamy w wyborach prezydenckich wieszczył „koniec ery białego człowieka”. Jak widać, jest jakieś istotne spoiwo przynajmniej części Platformy i PiS. Toteż błogi sen o POPiS powinien równoważyć te nocne koszmary.
Może nasz poseł jeszcze jakoś przeżyje tych kilka miesięcy do wyborów parlamentarnych? Byle koszmarne sny przeplatały się z tymi błogimi. Na razie jest, jak jest. Nie jest źle. Poparcie dla Platformy nadal jest wysokie. Widać biali ludzie wciąż nie tracą nadziei. Ta nadzieja musi być silna. Silniejsza niż wściekłość za bałagan na kolei. Silniejsza niż lęk o przyszłość emerytur. Silniejsza niż obawa o stan finansów publicznych (zresztą ilu białych ludzi wie, co to takiego „finanse publiczne”?). Tej nadziei nie są w stanie osłabić brak reformy wymiaru sprawiedliwości, zapaść nauki i dziesiątki jeszcze innych spraw, które prawdziwa reprezentacja białych ludzi obiecywała im po wyborach w 2007 r.
Cóż. Lepiej jechać pociągiem, na który nie sposób się spóźnić, bo jego odjazd opóźni się i tak bardziej niż najbardziej spóźnialski pasażer, jechać choćby na korytarzu, niż być zatrzymanym punktualnie o 6 rano i odjechać policyjną suką do aresztu wydobywczego.
Lepiej, gdy – pamiętając wyczyny ministra Ziobry – z obecnego ministra sprawiedliwości można się co najwyżej pośmiać, gdy jako kwestor Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, na oczach setek tysięcy telewidzów, przyjmuje obrączkę od jakiejś paniusi, która szczerze wyjaśnia, że właśnie w swej hojności daruje obrączkę, ale nie swoją, tylko znalezioną. Pewnie, że lepiej, gdy minister sprawiedliwości nie zna instytucji biura rzeczy znalezionych (są nawet internetowe), niż gdy nie zna zasady domniemania niewinności. Rządy PO na tle rządów PiS wypadają bardzo korzystnie.
Wydaje się, że posłowie Platformy mogą wciąż spać spokojnie. Jeśli dla niektórych z nich jedynym nocnym koszmarem jest możliwość koalicji z SLD, to – obiektywnie rzecz biorąc – są szczęśliwymi ludźmi.
Dziwię się jednak, że żadnemu z nich snu nie zakłóca wizja, że w nowej kadencji zaczyna brakować pieniędzy na emerytury, nawet dla białych ludzi. Żadnemu z nich snu nie zakłóca stan naszych sił zbrojnych, z całą brutalnością ujawniony w katastrofie smoleńskiej. Nie trapi po nocach niechęć białych ludzi do polityki i do klasy politycznej, a w konsekwencji zniechęcenie do publicznej aktywności, czego dowodem jest katastrofalna frekwencja w ostatnich wyborach do rad dzielnic, a w niektórych obwodach – nawet brak kandydatów. Spokojnie spać pozwala im stan naszej nauki (przypominam: najlepszy z polskich uniwersytetów znajduje się dopiero w czwartej setce na światowej liście rankingowej) i brak pomysłu, jak wyrwać naukę z zapaści. Wątpliwą pociechą może być jedynie to, że stan nauki nie odbiega od stanu sił zbrojnych czy od stanu wymiaru sprawiedliwości.
Kondycja państwa jest fatalna. Na każdym odcinku pokazuje ono swoją słabość. Jego struktury są niewydolne. Nawet łajdactw z czasów IV RP nie jest w stanie rozliczyć. Nie chodzi tu nawet o to, by ileś tam osób postawić przed sądem czy Trybunałem Stanu. Jak dla mnie, to można by nawet dla nich ogłosić abolicję. Ale te wypaczenia z czasów IV RP były możliwe przez braki w prawie, umożliwiające bezkarne działania służb, słabość prawną ochrony praw i wolności obywatelskich, słabe umocowanie kontroli nad służbami ze strony niezawisłych sądów, a nawet komisji sejmowej, brak zabezpieczeń przed upartyjnieniem służb i prokuratury. Te słabości miały zdiagnozować sejmowe komisje śledcze. Następnym etapem miało być ulepszanie prawa i instytucji państwa. Kończy się kadencja, a komisje wciąż jeszcze dalekie są od postawienia diagnozy. Kiedy wdrożona będzie terapia? To jakoś nie spędza snu z powiek posłów partii rządzącej. A szkoda.
To, że gospodarka jako tako się trzyma, to dzięki tysiącom przedsiębiorców, którzy mimo nieprzyjaznej im administracji i dziesiątek biurokratycznych barier robią swoje. Dorobek Komisji Przyjazne Państwo, która miała te biurokratyczne bariery i nonsensy wskazać, pozostaje niewidoczny.
Jest jednak szansa, że wszystko to zejdzie na dalszy plan. MAK ogłosił swój raport. Wszystkie siły polityczne są gotowe zjednoczyć się w jego krytyce. Jak można zrozumieć z pierwszych ujawnionych reakcji, mamy pretensje do Rosjan o to, że nie chcą wziąć na siebie części winy za katastrofę smoleńską. Różnica między poszczególnymi partiami będzie się teraz wyrażać procentem winy, jaki Rosjanie powinni na siebie wziąć. PiS oczywiście gotowe jest przypisać im jeśli nie 100% winy, to tylko dlatego, że jakimś procentem, w miarę możności niemałym, chce obarczyć rząd i premiera Tuska. Obawiam się, że w tej sytuacji tylko 100% do podziału to stanowczo za mało dla PiS. PiS zadowoliłby chyba tylko taki raport, który 100% przypisze ruskim, a drugie 100% Tuskowi. Rząd zadowoliłby się chyba mniejszym procentem rosyjskiej odpowiedzialności. Jak rozumiem, chodzi o to, że Rosjanie mogli wyraźnie zabronić naszym pilotom lądować, a nie tylko podawać suche komunikaty, że nie ma warunków do lądowania. Nie wiedzieli, że nasi podejmą nieracjonalną, samobójczą decyzję? Lekkomyślnie podejrzewali, że nasi piloci są rozumni i dobrze wyszkoleni? Mogli przecież przewidzieć, że nie są. Poza tym wiemy, że siedzący pilotom na karku dowódca sił powietrznych był w stanie „wskazującym”, natomiast raport nic nie mówi o tym, ile promili miał ruski generał, z którym kontrolerzy lotu prawdopodobnie się kontaktowali. A nuż miał więcej niż nasz generał? To faktycznie istotne i tego będziemy za wszelką cenę dociekać. Nawet za cenę pogorszenia stosunków z Rosją, które dopiero co zaczęły się nieznacznie poprawiać.
Rząd nie może w tej licytacji patriotyzmu wypaść gorzej niż PiS. „Nie będzie ruski pluł nam w twarz!”. Szykuje się więc awantura na linii Warszawa-Moskwa i oczywiście awantura wewnętrzna: PiS kontra rząd. Politycy i dziennikarze aż do wyborów nie muszą się już niczym innym zajmować. Temat smoleński zdominuje polską politykę.
Prawdziwie koszmarny sen staje się rzeczywistością.

Wydanie: 3/2011

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy