Kto się boi Ćwiąkalskiego

Kto się boi Ćwiąkalskiego

Pokaż mi wrogów, a powiem Ci, ile jesteś wart. Ta maksyma jak ulał pasuje do prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego, nowego ministra sprawiedliwości. Człowieka najzacieklej atakowanego przez PiS. Dla pretorianów PiS z „Dziennika” i „Rzeczpospolitej” jest oczywiste, że premier Tusk musi go odwołać. Tak oczywiste, że nie pytają, czy go odwoła, tylko kiedy? Przebierając nóżkami do wyeliminowania Ćwiąkalskiego, pokazują, jak bardzo ten krakowski profesor ich uwiera i jak bardzo jest niebezpieczny dla kadrowej kamaryli zbudowanej przez Ziobrę. Wiedzą, kogo i dlaczego chcą ochronić. I bardzo się śpieszą, atakując ministra sprawiedliwości non stop i przypisując mu wszystkie grzechy tego świata. Mają powody do pośpiechu, bo każdy dzień urzędowania Ćwiąkalskiego pokazuje kolejny kawałek prawdy o rządach Ziobry i jego zauszników.
Jakżesz musi boleć PiS-owskich zagończyków, że mimo tak wielkich starań i grzebania w życiorysie nic na prof. Ćwiąkalskiego nie mają. A uporczywe zarzucanie mu, że jako adwokat bronił przestępców, ma równie wielki sens jak zarzucanie lekarzowi, że operował gwałciciela.
Ale nie do takich nonsensów nas PiS-owszczycy przyzwyczaili. Grają ciągle ten sam repertuar, bo innego nie znają. Czas nie jest ich sprzymierzeńcem. Im dłużej opinia publiczna będzie mogła słuchać i porównywać wypowiedzi Ćwiąkalskiego i Ziobry, tym lepiej zobaczymy, jak marny, niedouczony i prymitywny w swoich działaniach był Ziobro. Jak mało wspólnego z prawem i praworządnością miały działania wielu ludzi, którzy awansowali za jego czasów w prokuraturze.
Różnica między ministrami sprawiedliwości z PO i PiS jest porażająca. Z jednej strony, prawnik z dorobkiem naukowym i praktyką, kompetentny erudyta, a z drugiej – niedouczony, nieprecyzyjny, zapatrzony w siebie ambitny polityk. To prawdziwa przepaść. Taka jak między słabym magistrem a wybitnym profesorem. PiS nie może znieść tego upokorzenia i będzie robiło wszystko, by tak niebezpiecznego przeciwnika wyeliminować. Popada w tym wszystkim w śmieszność. Bo na przykład stawia zarzuty Ćwiąkalskiemu o czystki w prokuraturze. Śmieszny zarzut po tym tornado kadrowym, jakie prokuratura przeszła za czasów Ziobry.
PiS liczyło pewnie na to, że ten ich polityczny desant okopie się na stołkach aż do emerytury. Że ich nominaci, powszechnie krytykowani za brak kwalifikacji i gorliwą dyspozycyjność, są nie do ruszenia. Bo byli dobrzy w przygotowywaniu materiałów na propagandowe konferencje Ziobry. Bo byli gotowi każdego zamknąć i to na dowolny czas. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, kim są ci najbardziej zaufani ludzie PiS, to niech poczyta, kogo tak zaciekle ta partia broni. Wierzę, że ta obrona będzie nieskuteczna. Że mamy prawo do pełnej wiedzy na temat wykorzystywania prokuratury za rządów PiS. Bo tylko pełna wiedza o kulisach rządów Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry może być skutecznym lekarstwem na to, by kolejni ziobropodobni nie potraktowali instytucji prawa jak zabawki, z którą mogą robić, co zechcą.
A gdy będą dowody winy, to musi być i kara. Taka jak PiS lubi. Wysoka i odstraszająca naśladowców.

Wydanie: 2/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy