Troska i kłamstwo

Troska i kłamstwo

Coraz wyraźniej widać, że prezes jest wybitny. Ale tylko w destrukcji. Jakiś czas temu podejrzewano go, że ma jakąś wizję, teraz widać, że jego wizja to pełne przejęcie władzy i karmienie narodu patriotyczną papką. To patriotyczne gaworzenie sączy się już ze wszystkich mediów publicznych – natrętne, śmiertelnie nudne, prymitywne. Jak się włączy przypadkiem jakąś publiczną stację, to po kilku zdaniach, po kilku obrazach, poznaje się że rządowa. Wiele o Kaczyńskim mówi marność ludzi, którzy go otaczają. Moim ulubieńcem jest Marek Suski, sygnalista Kaczyńskiego usytuowany obok premiera. Co powie, to głupstwo i wygląda też odpowiednio – cudowny wyraz bezmyślenia na obliczu. Sam premier Morawiecki wydawał się o wiele lepszy niż Szydło, ale zawiódł nadzieje. Porusza się jak słoń w składzie porcelany, ciągle coś mu spada i się tłucze.

Jak zwykle mocuję się z własnym sumieniem, nie chce mi się iść, nie znoszę tłoku, ale sumienie mówi: idź. Na Marszu Wolności było jednak wesoło i energetycznie, wszystko w blasku słońca, pod lustrem bezchmurnego nieba. Wpadam na sąsiadów z dziećmi. Na chwilę do kawiarni, potem dołączamy do pochodu. Spotykamy panią, która uczy ceramiki nasze dzieci, jak szalona w zespole gra na bębenku. U bram kościoła św. Krzyża, ubrana na czarno grupka z transparentem, który głosi, że jesteśmy okupowani przez Brukselę. Wszystko oczywiście pod znakiem krzyża. Tak polski Kościół wspiera siły mroku. I wypłukuje się z tego, co moralne i mądre, traci resztki intelektualistów, którzy przy nim trwali. Nie dochodzę z pochodem do placu Zamkowego i wracam do samochodu. Idę placem Piłsudskiego, po raz pierwszy widzę na żywo pomnik smoleński w kontekście otoczenia. I wbrew powszechnej opinii uważam, że jest udany. W swojej doskonałej czerni, jest jakby obiektem z innej planety, ale nie jest ciałem obcym na tym placu, w dobrej małej skali rozmawia z biurowcem Fostera, z hotelem Europejskim i z Grobem Nieznanego Żołnierza. Oceniam estetykę, a nie to, jak go stawiano i cały ten obłęd smoleński.

Pisałem niedawno o stacjach benzynowych Orlen, które dostały nakaz, by na stoiskach z prasą eksponować pisma narodowe. Podobnie jest na poczcie. Widzę na półce takie pozycje dla dzieci jak: „Kolorowanka patriotyczna”, „Kolorowanka moja ojczyzna”, „Dzieje naszej ojczyzny”, też do kolorowania. Obok opowieści patriotyczne „Faustynka oraz Ignaś”. W środku tych kolorowanek: krzyże, Jan Paweł II, ołtarz, rycerz, ksiądz. Innych książeczek dla dzieci brak.

Odejście Petru z Nowoczesnej ma oczywiście charakter narcystyczny. I potwierdza powszechne przekonanie, że opozycja jest beznadziejna. Nowoczesna miała być inna niż pozostałe partie, a okazało się, że jest tak samo chora na waśnie wewnętrzne. To polskie wielkie, obrzmiałe i obolałe JA jest tu powszechną przypadłością. Tym bardziej to smutne, że odbywa się nad przepaścią, w którą wtrąca nas PiS. Myślę, że to koniec tej partii, niestety. Zdumiewające jest odrodzenie się w sondażach SLD. Najmniejsza w tym jego zasługa, to się bierze z rozpaczy wyborców. A lewica jako całość oczywiście skłócona i niedogadana.

Jeśli to wszystko skończy się dobrze i PiS straci władzę, będzie można powiedzieć, że dzięki tej karykaturze dyktatury odbyliśmy wielką lekcję demokracji . Kto wcześniej wiedział, czym jest Trybunał Konstytucyjny i dlaczego jest taki ważny? Trójpodział władzy też był zagadką. Przy okazji uczulamy się teraz na los niepełnosprawnych i ich rodziców. Tu nadal Polska jest półbarbarzyńska. Jaki uderzający kontrast między prawicową troską o każde życie na progu istnienia – też to ułomne i okaleczone – a brakiem wrażliwości na to, co będzie z nim potem. Czyli troska jest tu kłamstwem.

Umarł Pan Tomek. Bywał u nas, porządkował ogród, przycinał gałęzie, strzygł trawnik. W mojej bibliotece układał alfabetycznie tomiki poezji z dedykacjami zmarłych poetów. Był prostym człowiekiem, który czytał skomplikowane książki, pił za dużo i był alkoholikiem. Politycznie zgadzaliśmy się w pełni, miał celne i mocne diagnozy, które mówił głosem ochrypłym, z lekkim nalotem gwary warszawskiej. Tragiczne dzieciństwo. Matka umarła mu, gdy był dzieckiem, na tego samego raka jelit, na którego on odszedł. Taki prezent dostałem od mamy, mówił. Można by dodać jeszcze kilka słów o nim, nie więcej. I co najważniejsze – był i już go nigdy nie będzie. Niektóre śmierci dotykają nas bardziej niż inne, nawet jeśli nie byliśmy z kimś blisko.

Wydanie: 21/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy