Szaleni i cyniczni

Szaleni i cyniczni

To widać jak na dłoni: PiS uwodzi Polaków pieniędzmi i wizją. Robią to, co powinna była zrobić Platforma, a nie zrobiła. To nie tylko pomoc dla rodzin i wsparcie dla najmniej zarabiających. Równie ważna jest wizja. Tej wizji Platforma zupełnie nie miała. Choćby milion samochodów na elektryczność za 10 lat. Realne, nierealne – jest wizja. To pobudzanie wyobraźni. I trochę Mickiewiczowskie „Mierz siły na zamiary”. Obiecują mieszkania dla mało zarabiających – za mieszkania ludzie są skłonni oddać część swojej wolności. Jest oczywiście możliwe, że rozpieprzą budżet. Winę będą zwalać na poprzedników. Zaczynam myśleć, że jednak to może potrwać dłużej, niż będę w stanie wytrzymać. Są szaleni i cyniczni, są obrzydliwi, ale na szczęście nie będą mogli do końca zrzucić „demokratycznych kajdan” Europy, więc muszą iść na kompromisy. Ze swoją perfidną przebiegłością mogą jednak rządzić na tyle długo, by wielu Polakom zabagnić świadomość. Ta próba wyhodowania nowego człowieka na swoje podobieństwo śmierdzi faszyzmem, ale nie musi być faszyzmem.

Mój synek dostał na komunię od rodziny play station. Wpadnie zaraz w nałóg gier, a my oszalejemy. Ale jak nie dostrzegać, że jest to też magia i przyszłość świata? Napisałem o tym na blogu, a mój przyjaciel z Toronto, nauczyciel, który pół życia spędza z dziećmi, skomentował mój wpis. Uważam, że celnie. Nie zrobię tego lepiej, więc go cytuję: „Wychowaliśmy całe zastępy znudzonych debili, dla których sensem życia jest zadyma, dokopanie komuś lub zaistnienie na chwilę na ekranie albo wśród tłumu. To pokolenie gier komputerowych pełnych przemocy i kretyńskich filmów o wojnie, w których – w przypadku Amerykanów – niemal w 100% bohaterzy wygrywają. Wykreowaliśmy wielki obszar sztucznego świata, w którym zanika uczucie i wrażliwość, a zamiast tego jest sprawność małpy i zadowolenie z szybkości manipulowania joystickiem. Ci, którzy umierają w tym sztucznym świecie, są jak szmaciane lalki, figurki godne jeno pogardliwego rechotu, że nie okazali się dość sprawni, aby zabić szybciej lub umknąć. To podejście, ten obraz przemocy, przekłada się na tłum, na widowisko. Jeśli przyjdzie większa wojna, będą ją traktować jak kontynuację świetnej zabawy z gier komputerowych”.

To dłubanie PiS przy zbiorowej świadomości budzi największe przerażenie. Spory procent Polaków już ma w głowach sieczkę. Jak się będzie ich spiskowo pobudzać, mogą zupełnie odjechać, co dla PiS stanie się katastrofą.

Idę na sobotni ryneczek w Międzylesiu. Ma on swój koloryt, chociaż baby już mniej babskie, a chłopy mniej chłopskie niż kiedyś. Jakaś klientka rozmawia ze straganiarzem, bardzo zaperzona, że ten Soros, węgierski Żyd, miliarder, gdzie się pojawi, to kraj bankrutuje. Dlatego w Polsce jest tak źle. I leci ta antysemicka śpiewka, jak to Żydzi rządzą i nie ma na nich siły. Straganiarz jej wtóruje: „Leppera to zlikwidowali, a ich to się nie udaje”. Zaczepiają kobietę obok, od serów. Ta nie tylko się zgadza, ale jeszcze dodaje, jak to Unia Europejska nas wykańcza i wykorzystuje. W puencie wszyscy biadolą, jak jest strasznie i będzie gorzej, bo Polacy nie potrafią, bo są mało zaradni, a Żydzi mądrzy i sprytni, Zachód na nas żeruje. Ani słowa, że w końcu rządzą teraz nasi. Dla nich PiS to też nie do końca nasi, chociaż pewnie na nich głosowali, ale oni są zbyt umiarkowani. To jest ta polska głupota, która wygrała wybory. Ich niepokój i cierpienie ma głębinowe źródła, więc zawsze znajdą sobie powód, by biadolić, narzekać i węszyć katastrofy.

Na szczęście są ludzie inaczej myślący. Na tym samym targu zaczepia mnie starszy pan od staroci. Nie ma ich wiele, wzrusza mnie, jak ma biednie na tym kocyku. Czasami oglądał mnie w telewizji. I zgadza się ze mną. Są w Polsce dwa zupełnie odmienne narody. W kiosku z gazetami też to widzę, krzyczą o tym okładki tygodników, tytuły dzienników. Wszędzie kipią wzajemne niechęci i złe emocje.

Moja koleżanka ze studiów, która mieszka w małym holenderskim miasteczku, pisze mi: „Zajmuję się syryjskim uchodźcą, pomagam mu w nauce języka. Czytam z nim po holendersku i uczę słownictwa rolniczego. Chcę mu pomóc wznowić studia, ma 25 lat i sądzę, że za rok będzie mówił wystarczająco dobrze, by kontynuować tu naukę. Wyobraź sobie, że on przeszedł pieszo całe Bałkany i resztę Europy, żeby wreszcie dotrzeć do Wageningen”.

Pytam, jak odbiera Polskę, gdy tu przyjeżdża. Pisze: „W Polsce jest o wiele więcej niż w Holandii mentalności »każdy sobie rzepkę skrobie«, za to o wiele mniej współpracy między ludźmi. I mniej życzliwości dla drugiego człowieka. Jest też podejrzliwość, a ostatnio też więcej chamstwa, choćby w języku”.

Dodam: w Polsce jest refluks prawicowy nawet bez uchodźców, na samą myśl o obcych. Jakbyśmy samych siebie tak lubili, a przecież tak nie jest.

Wydanie: 26/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy