Polskie lekcje nieodrobione

Polskie lekcje nieodrobione

Kiedy w Europie rozkwitała reformacja, w Polsce zwyciężała kontrreformacja. Kiedy europejskie oświecenie podkopywało feudalizm i panowanie Kościoła, Polskę omijały nowe trendy intelektualne i świeże idee polityczne. Kiedy rewolucja francuska tworzyła zręby nowego ładu europejskiego i budowała nowoczesne mieszczaństwo, w Polsce dominował wciąż pleban, szlachecki zaścianek i upodlony chłop pańszczyźniany. Kiedy w XIX w. różnego rodzaju rewolucje kruszyły skostniałe struktury i tworzyły nowe klasy społeczne, na ziemiach polskich dochodziło tylko do przegranych i niezmieniających niczego powstań narodowych.
Okres PRL, choć zlikwidowano wtedy analfabetyzm, zapoczątkowano industrializację, zurbanizowano kraj, zapewniono opiekę zdrowotną, wykształcono miliony ludzi i budowano mieszkania, w sferze obyczajowej był tak samo konserwatywny jak jego prawicowi krytycy. Rewolucja obyczajowa, która zachodziła w latach 60. w Europie Zachodniej, również ominęła Polskę. Radykalna ekologia, prawa kobiet, wyzwolenie seksualne, odrzucenie konserwatywnego tabu, prawa mniejszości seksualnych, zaprzestanie penalizacji innych używek niż alkohol – to były wciąż hasła w Polsce obce i zakazane. Do dziś zresztą budzą strach i zgorszenie nie tylko dużej części społeczeństwa, lecz także organów państwa. Polscy talibowie mają się dobrze i chętnie atakują wszelką inność, która nie pasuje do definicji „normalności” lansowanej przez lokalną konserwę.
Ralf Dahrendorf, wybitny socjolog niemiecki, pisząc o rozwoju praw obywatelskich w Europie, przyporządkował je konkretnym okresom. Wiek XVIII to zdobycie przez Europejczyków praw cywilnych, wiek XIX to symboliczny okres, kiedy w Europie pod wpływem ruchu robotniczego zaczyna się przyznawać prawa polityczne (prawo wyborcze, prawo do zrzeszania się w związki zawodowe). W końcu wiek XX to zdobycie i ustanowienie praw socjalnych pozwalających godnie żyć szerokim masom europejskich pracowników. Do tej wyliczanki należy dodać prawa mniejszości kulturowych, seksualnych, prawo jednostki do autonomii, własnego stylu życia i tożsamości, zdobyte w Europie w drugiej połowie XX w. przez nowe ruchy społeczne.
W Polsce zarówno prawa socjalne, jak i prawa do wolności obyczajowych wciąż są poza zasięgiem większości obywateli. Dlatego nie można w pełni korzystać z praw politycznych. Paradoks polega na tym, że ci, którzy mają możliwości i pozycję społeczną, nie mówią o wielu sprawach, ponieważ nie mają w tym żadnego interesu. Ci z kolei, którzy mają realne powody, by upominać się o podstawowe prawa, nie są w stanie sprawić, aby ktoś ich usłyszał i potraktował serio.
Kiedy w debatach europejskich pojawiają się pytania, jak przenieść zdobyte w minionych wiekach prawa cywilne, polityczne i socjalne z obszaru państw narodowych na poziom globalny i ponadnarodowy, w Polsce wciąż zagrożone są podstawowe swobody obywatelskie. Z tej perspektywy widać, że choć jesteśmy w UE, nie pasujemy do niej nie tylko ze względu na zapóźnienia gospodarcze, lecz także ze względu na feudalną mentalność i depczącą prawa obywatelskie praktykę społeczną. Brak obywatelskiego nadzoru nad organami przymusu państwa, w pełni dyspozycyjna prokuratura, skomercjalizowane i goniące za sensacjami media, zastraszone i wyalienowane społeczeństwo – to nie są standardy demokracji obywatelskiej.
Kiedy reformacja ścinała głowy biskupów, rewolucje obalały europejskich monarchów, a rewolta 1968 r. podpalała policyjne komisariaty i niszczyła pełną hipokryzji konserwatywną moralność, u nas zawsze dominowała idea „świętego spokoju”. Trudno jednak iść do przodu i modernizować społeczeństwo bez odrobienia zaległych lekcji.
Chcesz mieć pokój i dobrobyt, szykuj się do społecznej walki – ta zasada powinna coraz częściej przebijać się do świadomości ludzi w Polsce. A idea szeroko rozumianych praw obywatelskich musi być fundamentem, na którym będzie się odbudowywał ruch lewicowy.
Jak pisze klasyk francuskiej socjologii Alain Touraine w najnowszej książce „Po kryzysie”, „Chodzi tu o odwołanie się do uniwersalnych praw przysługujących każdemu człowiekowi: prawa do istnienia, do wolności i do uszanowania tej wolności przez innych, do przynależności społecznych i kulturowych zagrożonych przez nieludzki świat zysku. Na wszystkich drogach wiodących przez nasze kraje, na wszystkich ulicach naszych miast słyszymy wciąż to samo: »Chcę szacunku. Mam dość upokorzeń«”. To nie obywatele mają bać się władzy, lecz niesprawiedliwe państwo ma się bać społecznego gniewu.

Wydanie: 11/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy