Jednostka zagubiona w państwie

Jednostka zagubiona w państwie

Jak kapitalizm kapitalizmem każdy przedsiębiorca wie, że lepsze są kontrakty zawarte z państwem niż z drugim prywatnym przedsiębiorstwem. Lepsze w kilku znaczeniach: państwo nie bankrutuje i nie znika tak często, jak to się zdarza firmom prywatnym. Państwo nie jest nastawione na zysk, nie ma więc z tym wiążącej się skłonności do oszukiwania. Nie ucieka też do raju podatkowego, a jeśli chce takiego raju, to go u siebie tworzy.
W ciągu dwudziestu lat gospodarki rynkowej Polacy dowiedzieli się już wystarczająco dużo o prywatnym biznesie, żeby nie polegać na nim z ufnością wówczas, gdy założony cel mogą osiągnąć dzięki umowie z państwem. Wystarczyło jednak parę miesięcy propagandy, żeby zapomnieli o oczywistości i stali się zadowoleni z powierzenia swojego żywotnego interesu, a mianowicie emerytur, firmom prywatnym, a nie państwu. Czy są zadowoleni, czy tylko nieobowiązująco się opowiedzieli po stronie emerytur prywatnych (OFE), tego z badań całkiem jasno wywnioskować nie można.
Tak czy owak rząd, który chce, aby państwo wzięło większą odpowiedzialność za emerytury i zmniejszyło obywatelom ryzyko związane z częściową (i szalenie kosztowną) prywatyzacją emerytur (OFE), stracił nieco na popularności.
Trzeba się zgodzić z Jerzym Baczyńskim, który w „Polityce” pisze, że pod względem teoretycznym spór wokół emerytur (OFE czy ZUS) jest „jednym z najciekawszych sporów ideowych dekady, a może 20-lecia”. Kilku ekonomistów, m.in. Andrzej Bratkowski, Piotr Kuczyński – rozwinęło świetną argumentację, którą się podziwia niezależnie od zainteresowania tematem. Dochodzi do dookreślenia zasad, na jakich oparty został obecny ustrój społeczno-gospodarczy. Partia lewicowa w tym sporze jest nieobecna, konsekwentnie nie wyściubiając nosa poza kwestie taktyki.
Staram się wczuć w sposób myślenia ludzi, których Leszek Balcerowicz przekonał, że prawdziwe pieniądze oni mają uskładane w prywatnych OFE, a te pieniądze, które emeryci otrzymują każdego miesiąca z ZUS, są nieprawdziwe. Prawdopodobnie oni rozumują w taki oto sposób: opłaca mi się należeć do OFE, bo prywatne emerytury może będą wyższe, a jeśli będą niższe, to nie ulega wątpliwości, że przyszły rząd w trosce o samego siebie, o sondaże i wybory, podniesie nam emerytury do „godziwego” poziomu. Temu rozumowaniu nie można nic zarzucić prócz tego, że nie można się z nim publicznie afiszować. W tym punkcie kapitalistyczny przedsiębiorca, o którym wspomniałem na początku, i najzwyklejsi wyborcy są całkowicie zgodni: jako kontrahent państwo budzi większe zaufanie niż firma prywatna. Z tego consensusu wyłamują się podobno wyborcy Platformy Obywatelskiej. Zdaniem posła Neumanna, „rząd może przeprowadzić zmiany w OFE tylko przy akceptacji społecznej. W przeciwnym razie wyborcy odwrócą się od Platformy”. Widocznie wyborcy PO odznaczają się żyłką do hazardu i wolą ryzykować z OFE, niż czuć się bezpiecznie z ZUS, instytucją było nie było peerelowską. Rząd starając się o akceptację społeczną, nie może rozwinąć pełnej argumentacji, ponieważ ogranicza go jego własna filozofia. Jakaż to filozofia? Sławna z urody, a ostatnio także ze szczerości posłanka PO Joanna Mucha mówi: „Nasza filozofia zakłada raczej rozmontowywanie centralizmu państwowego na rzecz indywidualnego wyboru jednostki. W takim kierunku idzie reforma służby zdrowia, w takim powinny też iść emerytury” („Gazeta Wyborcza”, 1 lutego). A więc dążymy do sprywatyzowania wszystkiego, aby każdy pojedynczy człowiek stał się panem swojego losu. Dziś taka filozofia jest nazywana darwinizmem społecznym, ale w początkach swojej historii przybierała postać idealizmu moralnego. Gdy błyskotliwy ekonomista Bastiat polemizował z wielkim poetą Lamartinem przeciw subsydiowaniu teatrów (było to półtora wieku temu), to odwoływał się do wszystkich ideałów, jakie wówczas wyznawano. Najwyższym był ideał indywidualnej odpowiedzialności. Jednostka dochodzi do pełni człowieczeństwa, gdy ponosi wszystkie konsekwencje swoich czynów. Tak jak dziecko nie nauczy się chodzić, jeśli na początku nie będzie się przewracać, ani ostrożnie obchodzić z ogniem, jeśli się nie oparzy, tak człowiek nie nabędzie rozumu ani nie uwewnętrzni zasad moralnych, jeśli państwo złe skutki jego czynów przerzuci na kogo innego, na społeczeństwo, zostawiając przy nim tylko skutki korzystne. Sam stwórca świata pokazał, jaki powinien być porządek społeczny; gdyby nie głód, ludziom do głowy by nie przyszło, żeby pracować; nic tak nie ogranicza pijaństwa jak marskość wątroby itp. Do sankcji naturalnych państwo powinno dodać sankcje prawne, tak by jednostka nie uniknęła konsekwencji złych czynów, które nie mają przeszkód naturalnych. Za wszystko, co jej jest potrzebne, powinna sama płacić. W przeciwnym razie nie będzie nawet wiedziała, co jest jej rzeczywiście potrzebne. To niesprawiedliwe od wszystkich brać pieniądze, żeby niektórzy mieli rozrywkę w teatrze. Najpierw subsydiujemy teatry, potem może wyroby fabryczne, a na koniec – co za absurd – może zechcą subsydiować rolnictwo i górnictwo! Bastiatowi wydawało się, że dokonuje redukcji ad absurdum. Zasada indywidualnej odpowiedzialności łączyła się z ideałem moralnego i intelektualnego doskonalenia się człowieka, czego nie da się osiągnąć w państwie opiekuńczym, oddzielającym jednostkę od skutków jej czynów. (W późniejszym okresie Bastiat zrównoważył odpowiedzialność zasadą solidarności. Była to operacja raczej werbalna).
Zasada indywidualnej odpowiedzialności zawsze zachowa swoją ważność, a społeczeństwo skolektywizowane moralnie jest koszmarem. Kłopot mamy z tym, że indywidualizm neoliberalizmu został oderwany od moralnej idei doskonalenia się człowieka i obecnie bez poczucia dysonansu współdziała z procesami barbaryzacji i zdziecinnienia, maskując się niekiedy obłudną czcią dla „tradycyjnych wartości”. W dziedzinie gospodarczej jest tylko anachroniczny, w dziedzinie kultury, obyczaju, moralności jest szkodliwy. Dlatego nazwa „darwinizmu społecznego”, w intencji obraźliwa, w rzeczywistości nie razi. Odwrót od państwa opiekuńczego jest niemożliwy, pozostaje ono dla ludzi jedyną formą „panowania nad swoim losem”.
Powrót POPiS-u. Słyszę z wielu stron: Platforma Obywatelska już ma z kim przegrać. Jej przegrana będzie tylko połowiczna. Teraz ma w rządzie, a raczej obok rządu satelitę, po wyborach będzie musiała podzielić się władzą. Według moich wróżbitów, istnieje już koalicyjny premier, jak można się domyślić nawet bez wróżbitów, poseł Jarosław Gowin. Wrogość między PO i PiS ma charakter personalny i za pomocą personalnych manipulacji można ją unieważnić. Poseł Gowin organizacyjnie i karierowo należy do PO, a mentalnie do PiS. Ani Kaczyński dla PO, ani Tusk dla PiS-u nie są do przyjęcia w roli premiera. Dla dobra sprawy będą musieli przynajmniej na jakiś czas usunąć się w półcień.
Ataki kaczystów z obu PiS-ów na Donalda Tuska wcale mu nie zaszkodziły, przeciwnie, wydobyły z niego zalety pierwszej klasy, jakich przedtem nie było widać. Jego wystąpienie w Sejmie pokazało twardego, panującego nad sytuacją polityka; co do inteligencji, nikt mu jej i przedtem nie odmawiał. Premiera Tuska zwalcza się zabiegami mającymi osłabić jego prestiż. Jawni wrogowie nie mogą mu w ten sposób zaszkodzić, ale robią to jego koledzy z PO. Główny chwyt polega na powtarzaniu, że został upokorzony przez Rosjan, że MAK „wymierzył mu policzek”, że premier Putin go osłabił, chcąc w ten sposób osłabić Polskę; te i tym podobne głupstwa słyszy się nieustannie.
Naturalny, zdroworozsądkowy sposób myślenia Putina jest nieprzenikniony dla polskich dziwaków trzymających władzę i opozycję. Premier Rosji postanowił poprawić stosunki z Polską i do głowy zapewne mu nie przyszło, żeby w jakikolwiek sposób osłabiać premiera Tuska. Byłoby to postępowanie nonsensowne. Również MAK nie prowadził z polskim premierem żadnej gry. Prowadzą ją natomiast konkurenci z jego własnej partii.
Dość prawdopodobne pogłoski o nowym POPiS-ie powinni wziąć pod uwagę liderzy SLD (nie wiem, czy liczba mnoga ma uzasadnienie). Powinno ich to uwolnić od trudu zastanawiania się, z kim zawrzeć koalicję rządową po wyborach.

Wydanie: 6/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy