Naprzód, lewico – Polska czeka na zmiany!

Naprzód, lewico – Polska czeka na zmiany!

Dalsza walka z wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi, realnymi i urojonymi prowadzona przez Jarosława Kaczyńskiego konsekwentnie spycha PiS do roli dawnej LPR. Mimo ożywienia się populistycznych i autorytarnych „ziobrystów” straszak PiS przestaje działać, a ekipa Kaczyńskiego coraz częściej wywołuje śmiech, niż budzi strach. Bo czy nadęta mina Ziobry i niechęć Kaczyńskiego do całego świata mogą budzić grozę? We mnie coraz bardziej wywołują litość, która pojawia się, kiedy widzę ludzi zagubionych, nieszczęśliwych i wymagających poważnej interwencji dobrego psychologa. Tym samym najbardziej życiodajne paliwo dla PO w postaci groźby rządów PiS zaczyna się gwałtownie kurczyć. W takich warunkach premier Tusk wmawia ludziom, że on nie jest już politykiem, tylko budowlańcem, a PO nie jest partią polityczną, lecz tylko towarzystwem budowlanym lub firmą deweloperską. Niedługo okaże się, że rząd nie jest rządem, lecz trybuną wyrażania pragnień obywateli, a ministrowie to przedstawiciele ludu w Warszawie. Mówią o budowie mostów, dróg i chyba szpitali. Choć o tych ostatnich najczęściej słychać tylko w kontekście ich zadłużenia oraz pomysłów na ich prywatyzację.
A jeśli chodzi o budowanie, to w ostatnich latach Polska – również dzięki radzie nadzorczej firmy budowlanej PO – znana była przede wszystkim z budowy kościołów i pomników papieża. Ostatnio zresztą zasłynęliśmy budową nie najwyższego wieżowca, lecz największego pomnika Chrystusa Króla. Jak się okazuje, jednak mamy pewne narodowe specjalizacje, w których żadni Niemcy, Francuzi czy Szwajcarzy nie są w stanie z nami konkurować. W dzisiejszych czasach nie liczy się – jak widać na przykładzie Polski – nowa myśl technologiczna, lecz siła duchowa. To nie my mamy ulegać kosmopolitycznej europeizacji, tylko Europa powinna być poddana polonizacji i za jednym zamachem chrystianizacji. Tak od 20 lat twierdzą prawicowe mózgi w kraju nad Wisłą. I właśnie chyba zbliża się ten moment, kiedy należy i można przerwać ten umysłowy bełkot. W ostatnich dniach we Wrocławiu mieszkańcy ulic Jaracza, Damrota, Daszyńskiego i Prusa prosili kandydatów na radnych z list SLD o pomoc, gdyż pod ich oknami na terenach ogródków działkowych kuria biskupia chce postawić kościół. Protest mieszkańców trwa już od kilku lat, kuria nie ustępuje, ale chyba jednak zmienia się społeczna atmosfera i narasta opór wobec arogancji funkcjonariuszy Kościoła. Kończy się zgoda na samowolkę Kościoła i klerykalnej prawicy.
Nie chodzi jednak o zastępowanie fundamentalizmu religijnego kompletną komercjalizacją życia społecznego, jak chciałaby PO. Patrząc na wyborcze ulotki kandydatów PO i powtarzające się w nich slogany o przedsiębiorczości, banały o regułach rynkowych i postulaty wspierania biznesu, dostaję gęsiej skórki. Czy kandydaci na radnych PO wierzą w to, że wszyscy ludzie mogą być w społeczeństwie biznesmenami? To jakiś nowy model ładu społecznego nieznany nigdzie na świecie. Prawa pracownicze są w nim niepotrzebne, ponieważ nie ma w nim miejsca dla robotników, pracowników i zwykłych ludzi. W wizji PO społeczeństwo polskie staje się społeczeństwem bezklasowym. A mówiąc dokładnie, społeczeństwem jednej klasy – przedsiębiorczej klasy średniej, wchodzącej w kolejny etap budowy jedynego i słusznego systemu wiecznej szczęśliwości: polskiego kapitalizmu.
Aby lud posiadał odpowiednią świadomość i nadal chciał słuchać swych nieomylnych przywódców, którzy w dzień i w nocy kreślą plany nowych galerii handlowych, biurowców i dbają o to, żeby żadna ulica nie była pozbawiona swego banku, trzeba odpowiedniej edukacji i czujności klasowej. Badania socjologiczne, a przede wszystkim praktyka społeczna pokazują, że kto jak kto, ale przedstawiciele biznesu są najbardziej świadomi własnych interesów. Ale wróg się czai i trzeba prewencyjnie wyprzedzać lewacką propagandę. Od czego są prywatne szkoły biznesu? Jak podaje wrocławski dodatek do „Gazety Wyborczej”, Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu zorganizowała konkurs, w którym „dolnośląscy uczniowie debatowali na temat upowszechnienia w Polsce własności prywatnej. Użyte przez nich argumenty oceniali ekonomiczni eksperci”. Była to część większego, ogólnopolskiego projektu pt. „Przekonujemy się do prywatyzacji”. Robotnicy wielu polskich zakładów już dawno przekonali się do prywatyzacji tak bardzo, że aby móc ją dalej zgłębiać, zostali bezrobotnymi. No cóż, jedyne konkursy, jakie się organizuje w Polsce dla młodzieży, dotyczą albo życia papieża i udowadniania, dlaczego papież największym Polakiem był, albo udowadniania, dlaczego prywatyzacja i kapitalizm są w dechę. Niestety, te same schematy rządzą polskimi mediami, tzw. debatą publiczną i oficjalną polityką.
To są wystarczające powody do przerwania tego błędnego koła i dopuszczenia lewicy do głosu. Wybory samorządowe są bardzo ważne, gdyż ich wynik będzie tworzył atmosferę polityczno-kulturową Polski przez najbliższe lata. Będzie też punktem wyjścia do starcia politycznego w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Dlatego wszyscy, którzy nie wiedzą, czy opłaca się wyjść z domu w ponurą, jesienną niedzielę 21 listopada, niech pomyślą, czy nadal chcą żyć w cieniu kościołów lub banków. Czy może jednak chcą odetchnąć trochę świeższym powietrzem. Tych wszystkich, którym znudziła się rola klęczących wyznawców, biernych konsumentów czy też pozbawionych praw pracowników, zachęcam do oddania głosów na kandydatów lewicy.

Wydanie: 46/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy