Autobus z maruderami

Autobus z maruderami

Święta nie są zbyt szczęśliwym okresem dla AWS. Zaczęło się to już przed Bożym Narodzeniem, gdy politycy tej partii obiecali swoim sympatykom, że odtąd będą już ze sobą dobrze i blisko współpracować. Media obiegła fotografia grupy liderów Akcji, serdecznie ściskających sobie dłonie. Na tych uściskach się zresztą skończyło, bo zawieszenie broni nie dotrwało nawet do Wielkanocy. A większość z bohaterów tamtej fotografii nie spotkała się już przy tradycyjnym jajeczku. Zamiast uścisków mieliśmy wielotygodniowy festiwal pomówień, epitetów i oskarżeń.
Równie smutne, co i zastanawiające jest przy tym to, że nawet duchowy klimat Wielkiego Tygodnia nie wpłynął na postawy polityków prawicy. Nie zmusił ich do bardziej pogłębionej refleksji nad sobą. Nie skłonił do rachunku sumienia. Nawet ci, którzy podkreślają, że są politykami chrześcijańskimi i lubią się powoływać na autorytet Kościoła i nauki papieża, nie zawiesili swoich kłótni. Widocznie uznali, że spokojne święta gwarantuje im dopiero wyrzucenie z siebie całego jadu.
Jak widać, nawet na krótko nie zmieniły się te paskudne obyczaje. Mało tego, do wcześniejszego podziału na swoich i obcych doszedł jeszcze jeden konflikt. Teraz większość polityków AWS jest już ze sobą tak skłócona, że z największą agresją i zaciętością atakuje byłych przyjaciół politycznych.
Ta agresja jest nie tylko domeną polityków. W zatrważającym tempie rozszerza się obszar bezinteresownej wrogości wobec każdego, kto staje na drodze. Dotyczy to większości grup społecznych i przybiera coraz bardziej brutalne formy.
Ksiądz Jankowski z parafii św. Brygidy w Gdańsku czas Wielkanocy wykorzystał do popularyzacji swej osoby. Od lat uważa, że najlepszą okazją ku temu są prowokacje z wystrojem Grobu Pańskiego lub szopki betlejemskiej. Prawie zawsze są tam akcenty antysemickie. I pewno, jak zawsze, włos mu z głowy nie spadnie.
Dla Mariana Krzaklewskiego okres przedświąteczny był równie pracowity, jak wcześniejsze. Mozolnie, ale skutecznie walczy o obronę swojej pozycji w AWS. Po przegranych wyborach prezydenckich udało mu się już wypchnąć większość oponentów poza partię. Widać, że prędzej zostanie sam w AWS, niżby miał sam odejść. Coraz bliżej jest mu do sytuacji, w jakiej był PZPR na swoim ostatnim zjeździe. Może Marian Krzaklewski też będzie musiał powiedzieć: “Sztandar AWS – wyprowadzić”?
Ale zanim to nastąpi, będziemy obserwować popisy Janusza Pałubickiego – najbardziej ekscentrycznego ministra na świecie. Chyba już nigdzie nie ma takiego ministra, który bezkarnie podważałby wyroki sądowe. Dla Pałubickiego Janusz Tomaszewski, mimo wyroku sądu pierwszej instancji, i tak pozostanie agentem. Co może w takiej sytuacji zrobić były wicepremier? Pewno spróbuje powalczyć o kierownictwo Ruchu Społecznego AWS i NSZZ “Solidarność”.
I tak oto, na naszych oczach, niespójny, naprędce poskładany cztery lata temu na wybory zlepek partii, który przyjął nazwę Akcja Wyborcza Solidarność, dożywa swoich dni. Beztroska improwizacja przyniosła fatalne skutki. Używając języka sportowego, można powiedzieć, że peleton kolarski dojeżdża do mety. Dla AWS nie jest to jednak meta z napisem “zwycięzca”. Partia Mariana Krzaklewskiego i Jerzego Buzka, wraz z innymi maruderami, jedzie w autobusie z napisem “koniec wyścigu”.

Wydanie: 16/2001

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy