Powtarzam – idzie zagrożenie neototalitarne

Gdy opozycja polityczna zaczyna wyprawiać różne, często mało przyzwoite figle, słyszymy głupie w istocie zdanie, że „takie jest prawo opozycji”. Nie ma takiego prawa, a obowiązek osób, którym społeczeństwo, czyli wyborcy, powierza funkcje parlamentarne, polega na dbaniu przede wszystkim o dobro wspólne, o dobro Rzeczypospolitej. Ta prawda nie jest szanowana, szczególnie teraz, gdy do władzy doszły siły lewicowe, takie jak na całym świecie, tyle że obciążone przeszłością niezbyt dawną, ale przecież spora część ludzi opozycji też ma w życiu epizod komunistyczny i ciągnie za sobą bardzo złe opinie co do przyzwoitości postępowania. Nazwisk nie będę wymieniał. Kto ciekaw, niech popyta, gdzie należy, to się wszystkiego bez trudu dowie. Powiem ogólnie, że sporo obecnych superliberałów było do niedawna supermarksistami, a wielu innych nie miało zahamowań w gnojeniu osób krytycznie wobec tzw. komuny nastawionych. Jako zawsze bezpartyjny, w dawnej epoce niejednego doznałem i niejedno musiałem przecierpieć, stąd moja wiedza o przeszłości wielu ludzi.
Nie ma więc w Polsce wyraźnego przekonania, że pozostawanie w opozycji politycznej nie zwalnia nikogo z naczelnego obowiązku dbania o dobro państwa. Ta zasada nie ogranicza prawa do krytyki poczynań rządzących w danym momencie sił politycznych, ale to wcale nie znaczy, iż wolno ludziom opozycji rozwalać państwo. A tak się teraz niestety dzieje. Kto słuchał wczoraj debaty sejmowej o budżecie państwa, wie, o czym mówię. Spora część – może nawet większość – wypowiedzi nie miała charakteru życzliwej krytyki zauważonych błędów, wszak tylko w projekcie budżetu. Z trybuny leciały jedno za drugim potępienia i oskarżenia propozycji firmowanych nazwiskami profesorów Raczki i Hausnera. Na trybunie pojawiali się nie tylko ludzie przygotowani do pracy parlamentarnej – bo tych mamy w Sejmie RP raczej mało. Wynik pracy wielkiego grona fachowców finansowych krytykowali ludzie, co do których nie ma pewności, że rozumieją, co mówią, zaś ich akty oskarżycielskie zostały przygotowane przez tak licznych w Polsce „ludzi do wynajęcia”. Jest to groźne grono podpowiadaczy, ale i całe partie – jak widzieliśmy to na przykładzie odrzucenia jakże potrzebnej krajowi ustawy o winietach drogowych mających dać pieniądze na autostrady – całe partie, powtarzam, są do wynajęcia za kilka posad rządowych. Przypominam, że na dwie godziny przed głosowaniem w sprawie winiet pojawiły się w koalicji takie właśnie żądania, posad i ustaw, a gdy nie zostały spełnione, ustawa padła. Typowy przykład nędznego uprawiania polityki za korzyści.
Pomysł na działalność polityczną znacznej części obecnej opozycji jest prosty i nieukrywany. Należy możliwie szybko rozwalić to – obecnie pozostające we władzy lewicy – państwo polskie i na jego gruzach osadzić swoje własne struktury władzy. Można powiedzieć, że tak dzieje się we wszystkich krajach świeżej demokracji, gdzie nie jest porządnie ugruntowane przekonanie o nadrzędności dobra państwowego, publicznego, nad wszelką polityczną prywatą. Zgoda, ale nawet jeśli tak jest, tym bardziej należy piętnować wszystkie działania opozycji politycznej mające na celu rozwalanie istniejących i działających struktur, by przy wykorzystaniu istniejącego rozgoryczenia społeczeństwa zdobyć władzę i zacząć rządzić po swojemu. W obecnej Polsce jest to szczególnie groźne, gdyż czai się u wrót naszego kraju radosna myśl wybawienia państwa z wszelkich kłopotów przez zaprowadzenie rządów opartych na neototalitarnej koncepcji sprawowania władzy. Piszę, nie po raz pierwszy, to ostrzeżenie, gdyż mnie ta przyszłość już tak bardzo nie dotyczy. Dożyłem wieku krematoryjnego, a na dodatek toczy się przeciwko mnie tajny proces polityczny z zagrożeniem dwóch lat więzienia. Ale całe moje długie życie upłynęło w zatroskaniu o dobro kraju, toteż patrzę z niepokojem na popularność neototalitarnych koncepcji sprawowania władzy, których to zamierzeń przywódcy polityczni partii o takim programie wcale nie ukrywają. Niedawno został przecież ogłoszony jawny manifest neototalitarny, zalecający oddanie całej władzy w ręce małej grupy elity władzy i pieniądza. Za tym idą propozycje najsurowszych kar, z karą śmierci włącznie, a dojdą do tego zapewne i obozy reedukacyjne na wzór dobrze nam, starszym ludziom, znany, gdyż pamiętamy – jakby to było wczoraj, choć zdarzyło się dawniej – osławioną Berezę i metody reedukacyjne tam stosowane, jeszcze na długo przed hitlerowskimi próbowane.
Moje przerażenie taką perspektywą nie bierze się z powietrza, lecz z obserwacji niektórych wyników i preferencji wyborczych. Spora część naszego społeczeństwa – oszołomiona ciężkimi warunkami życia i jawną niestety nieudolnością rządzenia kolejnych ekip politycznych – jest coraz bardziej gotowa popierać wszelkie radykalne koncepcje sprawowania władzy. Cyniczni gracze wykorzystują te nastroje i sadowią się na razie w samorządach czy nawet w Senacie, by gdy nadejdzie stosowna chwila, nałożyć swoim przeciwnikom kajdanki i ustawić na nowo szubienice, a gdy to nie przejdzie z uwagi na reakcję międzynarodową, założyć wykańczalnie ludzi o przeciwnych nowym władcom Polski przekonaniach.
Forpoczty tej neototalitarnej siły już zdobyły władzę w kilku miastach, co jest szczególnie widoczne w Łodzi i w Warszawie. Tej nowej prawicowej koncepcji sprawowania władzy opartej na starych, wypróbowanych w XX w. wzorach towarzyszy niestety systematyczny rozpad struktur zarządzania. Widać to coraz wyraźniej w Warszawie, a i Łódź doświadcza szkodliwych działań. Powtórzę jeszcze raz: trwoży mnie poparcie, jakiego społeczeństwo zgnębione kosztami tzw. transformacji ustrojowej, jakże bardzo niekorzystnej dla milionów ludzi w Polsce, udziela siłom neototalitarnym, bez świadomości zagrożenia, jakie za tym idzie, lecz w złudnej nadziei na szybką poprawę losu. Z fatalnych skutków tej transformacji tak szybko się nie wygrzebiemy, co tym bardziej zwiększa szanse wyborcze sił neototalitarnych.
15 października 2003 r.

Wydanie: 43/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy