Greta ratuje świat

Greta ratuje świat

Jakkolwiek smutno, paradoksalnie, idiotycznie i naiwnie by to brzmiało – doprawdy trudno się dziwić, że szczyt klimatyczny w Katowicach nie stał się w Polsce wydarzeniem dominującym w przekazach, ogniskującym debaty, wywołującym deklaracje włączenia się w światowe otrzeźwienie i namysł nad dramatycznymi konsekwencjami globalnego ocieplenia dla przyszłości planety. Polska nie jest w ogonie reagowania na tę katastrofę, ona dryfuje już daleko za tym ogonem i na dodatek radośnie pluszcze i chichocze, jakby była samotną wyspą i oceanem naraz. Ale nie jest ani jedną, ani drugim. Andrzej „Cały Czas Się Uczę” Duda z niezmąconą niefrasobliwością wygłaszał przed wielotysięcznym gremium najbardziej świadomych polityków świata swoje węglowe farmazony, z twitterową samoświadomością przybijał piątkę z Terminatorem Schwarzeneggerem, który jako były gubernator Kalifornii wprowadzał radykalne środki zaradcze przeciw polityce węglowo-ropowej, nie tylko napędzając swojego hammera prądem lub wodorem.

Polski pawilon ozdobiony był węglem, pierogi dla uczestników serwowano z mięsem (problem przemysłowej produkcji mięsa jest dziś kwestią być albo nie być dla planety z powodu pochłanianej energii, zużycia wody, emisji gazów cieplarnianych – metan wytwarzany jest dodatkowo przez hodowane zwierzęta). Gdyby to nie działo się naprawdę, byłoby nie do wymyślenia. W trakcie szczytu, na którym zebrani starali się znaleźć środki zaradcze hamujące zmiany, co będzie m.in. polegać na poszukiwaniach i wdrożeniach nowych sposobów pozyskiwania energii (w miejsce pochodzącej z paliw kopalnych), polski minister deklaruje, że działające obecnie w naszym kraju wiatraki zostaną zezłomowane. Gdyby głupota była karalna, polskie zakłady penitencjarne zapełniliby członkowie rządu z prezydentem na czele. Poczucie bezkarności i skrajna nieodpowiedzialność umysłowa rządzących po prostu porażają. Współczesna demokracja nie ma jednak mechanizmów, które zabezpieczałyby nas przed ludźmi bawiącymi się zapałkami przy dystrybutorze z paliwem. Oni po prostu lubią zapałki, a przecież są dorośli.

I dlatego w zderzeniu z takimi osobliwymi postaciami wydarzeniem było pojawienie się 15-letniej Szwedki Grety Thunberg, która od sierpnia w każdy piątek opuszcza zajęcia w szkole i wędruje pod szwedzki parlament z przesłaniem w sprawie ochrony klimatu. Jej wystąpienie w Katowicach już dziś można nazwać historycznym, obawiając się tylko, żeby jej wizyta i przemowa nie miały takiego charakteru w przyszłości, w kasandrycznym wymiarze. Greta mówiła m.in.: „Nie szukajmy nadziei, szukajmy działania. Wtedy i tylko wtedy nadzieja przyjdzie. Proszę ludzi z całego świata, żeby zrozumieli, że politycy nas zawiedli. Nie możemy dłużej grać według tych samych reguł. Reguły muszą zostać zmienione. Jeśli kilkoro dzieci może trafić na okładki gazet całego świata tylko dlatego, że nie poszły do szkoły, to wyobraźcie sobie, co moglibyśmy razem osiągnąć. Nasza planeta jest poświęcana, żeby bogaci ludzie w krajach takich jak mój mogli żyć w luksusie”.

Greta nie ma wątpliwości, że politycy, którzy od 25 lat debatują podczas kolejnych konferencji, totalnie zawiedli. Kiedy co piątek siada pod parlamentem, rozwija transparenty: „Szkolny strajk dla klimatu” i „Robię to, ponieważ wy, dorośli, spieprzyliście moją przyszłość”. Zaczyna zdobywać rozgłos i poparcie zarówno wśród uczących się dzieciaków, jak i dorosłych. Nie lata samolotem, nie je mięsa, segreguje odpady, ale równocześnie jest świadoma, że takie działania już nie wystarczą – konieczne są zmiany systemowe i strukturalne w skali globu. Niestety, odpowiedzialni za nie są politycy w większości wybierani w demokratycznych wyborach. Greta nie ma złudzeń: „Wyborów nie wygrywa się, mówiąc o klimacie”.

Katowickie wystąpienie Grety Thunberg przejdzie do historii walki z katastrofą klimatyczną, tak samo jak zaprzepaszczona w widowiskowo karykaturalny sposób polska prezydencja. Trudno wymagać, żeby na oddziale pedofilów dało się usłyszeć sensowny głos przeciw krzywdzeniu dzieci. Węglowa kapliczka również znalazła swoje miejsce w polskim pawilonie na COP24.

Z oficjalnej strony szczytu dowiemy się, że był to kolejny sukces Polski. „Dziś mogę głośno powiedzieć: w pakiecie katowickim w zrównoważony, uczciwy sposób uwzględnione zostały interesy wszystkich stron – mówił prezydent COP24 Michał Kurtyka. – Ale co ważniejsze, jego wpływ na świat będzie pozytywny. Dzięki niemu uczynimy wielki krok w kierunku realizacji ambicji zapisanych w porozumieniu paryskim. Ambicji, które sprawią, że nasze dzieci spojrzą kiedyś wstecz na nasze dziedzictwo i uznają, że ich rodzice podjęli właściwe decyzje w ważnym, dziejowym momencie”. Komentarz Greenpeace’u odbiega od tej tonacji: „Trudno mówić o sukcesie, ale udało się uniknąć spektakularnej porażki – niestety, nie dzięki polskiej prezydencji. Delegacje wynegocjowały zasady realizacji porozumienia paryskiego (tzw. rulebook), lecz zrezygnowały ze znaczącego zwiększenia wysiłków w walce z kryzysem klimatycznym. (…) W ostatniej chwili sytuację uratował sekretarz generalny ONZ António Guterres, który pod koniec szczytu po raz trzeci pojawił się w Katowicach i nieoficjalnie przejął stery oraz inicjatywę w negocjacjach. Negocjacje klimatyczne posunęły się przez te dwa tygodnie w Katowicach do przodu, ale był to ruch ociężały, mało ambitny i na dodatek opóźniany przez polityków takich państw jak Polska. Trudno zrozumieć, jak można pozostać tak głuchym zarówno na głos nauki, jak i społeczeństwa. Podczas gdy młodzi ludzie strajkują w szkołach, coraz więcej obywateli i obywatelek wychodzi na ulice, a organizacje społeczne bezustannie przypominają o potrzebie odejścia od paliw kopalnych, nasi politycy siedzą w swoim grajdołku i uparcie trzymają się swoich archaicznych węglowych wizji, które dawno powinny zostać pogrzebane”, powiedział Bohdan Pękacki, dyrektor Greenpeace Polska.

Greta Thunberg jest gwiazdką na niebie. Dobrze za nią podążać.

Wydanie: 52/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy