Marzenie pod choinkę

Dziwnie się czuję na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, bo wydaje mi się, że znowu żyję w kraju, w którym nic się nie stało i nic złego się nie dzieje.
Bruksela uznawana jest za sukces, chociaż wszystko wskazuje na to, że wybraliśmy „albo śmierć”, ponieważ trzymając się kurczowo ustaleń z Nicei, nie szukaliśmy żadnego kompromisu.
W kraju Mariusz Łapiński zobaczył winnych wszędzie, tylko nie wokół siebie, i dopiero kiedy napadł na własny rząd, został usunięty z klubu partii, której nie był członkiem.
Jerzy Jaskiernia, od którego wywodów na temat losów ustawy o grach losowych i zasobów intelektualnych przewodniczącego Leppera bardziej okrągłe jest tylko koło, opowiada, że nigdy nie czuł się tak dobrze jak właśnie teraz.
Premier Miller zastanawia się nad tym, co zrobić ze sobą we własnej partii, przez którą kręgosłup go bardziej boli niż po upadku z 600 metrów.
Do tego dochodzi pan wiceminister sprawiedliwości, Karol Napierski, który z trybuny sejmowej na cały kraj kabluje na świadka, który zeznał, kto może być mordercą rzecznika ursuskiej „Solidarności”, w wyniku czego świadek otrzymuję ochronę policji, czyli my za bezdurno, jako podatnicy, wydajemy dodatkowe pieniądze, a pan wiceminister mówi, że w tym, co zrobił, nie widzi nic złego.
Do tego dochodzą Adam Michnik, który nie słuchał tego, co nagrywał, i teraz ma prawo być zdziwioną kaczką, i Lew Rywin, który gdyby zaczął zeznawać, jak to było naprawdę, to dopiero poszedłby siedzieć. I kto mi teraz, z tych, co przeczytali ten felieton, powie, że ja nie mam Wesołych Świąt.
Ale coraz bardziej marzą mi się pod choinkę politycy, którzy i poza Wigilią mówiliby ludzkim głosem.

Wydanie: 52/2003-1/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy