Jak sobie pomóc, czyli przewodniczek dla opornych

Jak sobie pomóc, czyli przewodniczek dla opornych

Nie ma to jak dorzucić do pandemii wojnę. Taka parka na przednówku na pewno zawojuje świat. Zawsze może jeszcze się pojawić Pan Tornado z grzywką postawioną na sztorc i elektrycznym wąsikiem. Spod ziemi mogą wyjść prawe nogi zakopanych niegdyś trucheł, a z nieba spaść szkło. Bo chyba już jesteśmy gotowi na wszystko? Człowiek roztrzęsiony jak ciastko z galaretką w upalny dzień w barze przy autostradzie nie będzie zbyt pomocny na wojnie. Czas więc wdrożyć samopomoc. Samopomoc jest najtańsza, a przy tym najczulsza. Chętnie się podzielę kilkoma radami z przewodnika dla opornych: kiedy nie mogę zasnąć – włączam darmowego audiobooka z YouTube’a. Audioopieka jest przecież popularna w światowym muzealnictwie (tylko czekać, aż audioguide’y zaczną nam szeptać wyznania miłosne, prowadząc nas do swoich ukochanych obrazów). W wyszukiwarkę wpisuję mało finezyjne hasło „audiobook za darmo” i trafiam na zestaw dziwnych książek do słuchania. Uruchamiam zawsze tę samą: „Ojca chrzestnego”. Kto 40 lat temu przypuszczał, że to „Ojciec chrzestny” będzie moją ulubioną kołysanką? Na pamięć znam kwestie podawane m.in. przez Janusza Gajosa, Tomasza Kota i Kamillę Baar. Powtarzam je sobie, zasypiając: „Otarł jedwabną chustką spocone jowiszowe czoło”, „To znaczy, że do twojego ojca strzelali gangsterzy?”, „To, co jej dało tyle przyjemności, było już ukryte pod czarnym, skromnym materiałem” itd. Jeśli ktoś woli odpłynąć, obserwując kojące slajdy, może uruchomić kolekcję 1540 obrazów Claude’a Moneta online („Claude Monet: A collection of 1540 paintings”). I z miejsca paść twarzą w poduszkę. Nic tak nie koi nerwów jak pastelowe krajobrazy z neutralnym piano w tle. Trwa to w nieskończoność. Wiadomo, Monet, który ładnie wygląda i u notariusza, i w saloniku cioteczki, uległ już takiej inflacji, że jego pastelowe plamki wywołują mdłości. Ale oglądając reprodukcje, możemy od czasu do czasu natknąć się na obrazy, których nie widzieliśmy w żadnej poczekalni ani przychodni (nawet u notariusza). Gdy jednak z Moneta coś będzie w stanie nas wybudzić, należy się dobić darmowymi filmami ASMR. To te szeptane filmiki, na których youtuber wywołuje (wydaje?) takie dźwięki jak szuranie, szum, delikatne stukanie, dmuchanie, szelest itd. Albo wciela się w rolę szepczącego lekarza, który „bada” odbiorcę, „gładząc” jego twarz albo świecąc mu w oczy przyjemnym światełkiem. Podobno dobroczynne (uspokajające) działanie ASMR zostało dowiedzione naukowo. Niektórzy widzowie opowiadają, że „swędzi po nich mózg”. Halo, proszę się nie rozłączać! Ja też nie chcę, żeby mnie mózg swędział, chory ten marketing. Jeśli to metafora, bardziej tu pasuje łaskotanie albo mrowienie. Ale umówmy się – mrowienie można poczuć także po pięćdziesiątce czystej. Słuchanie szeptu jest po pewnym czasie męczące. I to nie dlatego, że coś nas, za przeproszeniem, swędzi. To raczej jakaś drażniąca niewygoda, niby niewielka, ale doprowadzająca do szału, jak kapiąca kropla, Sartre’owskie mdłości albo stanie w kościele, kiedy ma się 10 lat i nową grę na peceta na biurku. Podobno sprawdzonym sposobem na prasowanie nerwów są puzzle albo kolorowanki. Nie wierzę, że można od tego nie popaść w depresję. Wystarczy sobie siebie wyobrazić przy puzzlach – człowiek od razu jakby szybciej się starzeje. Tak, puzzle i kolorowanki to zły urok, nie idźmy w tę stronę. Już lepiej pomalować ścianę, w miejscu, gdzie po spacerze ląduje pies i opadając na ziemię, zawsze ociera się futrem o kolor (niegdyś) niebieski. Ten uroczy fragmencik ściany od lat wygląda, jakby cudem uszedł z pożaru. A głaskanie psa jest (dla nas) dobre, poza tym to jego niezbywalne prawo: patrzcie, pręży się pod dotykiem jak wściekły bobas, wystawia szeroki, parujący jęzor, który przypomina szynkę. Na końcu wypada powiedzieć prawdę: jest covid, przednówek i wojna. Żaden Monet nas nie oszuka i niczego tu nie załatwi. Ale moja sąsiadka robi dobre ciasto, ale kolega przysłał mi ciekawą książkę, ale na dworzec ludzie wciąż oddają część zakupów, ale koleżanka zapytała mnie, jak się czuję, ale wyszło ostatnio dużo dobrych książek z wierszami, ale moja mama przyniosła mi tulipany, ale żyjemy – na swój sposób, ale to też jest życie. Share this:FacebookXTwitterTelegramWhatsAppEmailPrint

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety