Tasiemiec

Tasiemiec

Wolne media wyciągają Danielowi Obajtkowi, pisowskiemu szefowi Orlenu, kolejne nieruchomości jak tasiemca: pałace, pałacyki, apartamenty, działki. A to dopiero początek zabiegu. Straszny widok. PiS mówi, że owo wyciąganie z Obajtka „tasiemca” to oczywiście spisek, że stoją za tym jakieś obce, wrogie siły.

Komisja Macierewicza przypomina zardzewiałą łódź podwodną; znika w odmętach czasu, by nagle wystawić peryskop. Teraz jest konflikt w komisji, czy zakupić w Rosji żywą brzozę i przewieźć ją do Stanów, by tam przeprowadzić eksperyment symulujący rozbicie się samolotu pod Smoleńskiem. A ja jestem za tym, by słynną brzozę, już zgrubiałą, przenieść z korzeniami i zasadzić w muzeum największych polskich absurdów. Niewykluczone, że w jej gałęziach objawi się Matka Boska.

Czytam „À propos niczego”, autobiografię Woody’ego Allena, jakby wbrew poprawności politycznej. Bo przecież nawet aktorzy odmawiają grania w jego filmach. Miał molestować córkę Dylan. Na dodatek ożenił się ze swoją inną córką, przybraną, koreańską, Soon Yi. Książka chwilami bardzo zabawna. Bliski mi jest Allen w odczuwaniu absurdu istnienia. Dużo pisze o filmach, jak je kręcił; książka pełna dygresji, słychać niemal jego charakterystyczny głos, pokręcona, inteligentna, błyskotliwa, ale wszystko zdaje się po to, by napisać dwa rozdziały, osobiste i ekshibicjonistyczne, gdzie tłumaczy się i dowodzi, że nie molestował córki. Pisze o związku z Mią Farrow, który stał się nieszczęściem jego życia. Dowodzi, jak szalona jest aktorka, opresyjna wobec dzieci, jak prała im mózgi. Stanowczo zaprzecza, że molestował. I robi to przekonująco, a chwilami poruszająco. Wierzę mu. I nie wierzę. Niestety, Dylan po wielu latach, już jako 30-latka, wraca do tego. Powstał o tym dramacie serial, który potwierdza zarzuty, ale pomija fakt, że trójka dzieci adoptowanych przez Farrow zmarła. I faktem jest, że Allen poddał się badaniu wykrywaczem kłamstwa, a Farrow nie chciała. On przeszedł tę próbę. Taki neurotyk nie miałby szansy na oszukanie wariografu. Najbardziej szczery wydaje mi się Allen, gdy pisze o sobie z wisielczym humorem. „W końcu przychodzę na świat. Świat, w którym nigdy nie będę się czuł dobrze, którego nigdy nie zrozumiem”. Trochę dalej zaś: „A jednak w jakiś sposób zdołałem zostać nerwicowcem, bojaźliwym, emocjonalnym wrakiem, wiszącym kurczowo na włosku opanowania, mizantropicznym, klaustrofobicznym, odizolowanym, rozgoryczonym, nieskazitelnie pesymistycznym”. Zawsze ma problem, by wejść do pomieszczenia, gdzie są ludzie, czuje niepokój. Nigdy nie ogląda swoich filmów, gdy je skończy. Jest wielkim hipochondrykiem, pisze: „Co do mnie, to lubię chodzić po lekarzach, sprawdzać ciśnienie tętnicze, pozować do zdjęć rentgenowskich i dowiadywać się, że nic mi nie jest. (…) Latami moi bliscy mówili mi, że jestem chronicznie niezadowolony, i to prawda, że zawsze wolałem być tam, gdzie mnie akurat nie ma”. Jak go nie lubić? A jednak jak to dobrze, że dożyliśmy czasów, gdy ujawnia się molestowanie seksualne i jest #MeToo. Możliwe są natomiast straszne błędy tu, gdzie trzeba wierzyć na słowo. Strach pomyśleć, że to wszystko było do niedawna pod kołdrą. Dzieci nie miały nic do gadania. Podobnie jak kobiety. W poprzednich wiekach miliony kobiet, służących czy niewolnic, były poddane w pełni męskiej woli. Skala wykroczeń musi przyprawiać o zawrót głowy. W Polsce uchylono zaledwie brzeg kołdry na kościelnym łóżku i proszę, co się pokazało. A gdy chodzi o Allena, jestem w konfuzji.

Do kina Stacja Falenica na dobry film, „Obiecująca. Młoda. Kobieta”. Jest ideologiczny, w duchu #MeToo. Mężczyźni w tej opowieści to drapieżniki seksualne. Wydaje się, że zasłużyli na taki obraz. Bardzo lubię aktorkę Carey Mulligan, grała w „The Crown”. Za reżyserię i scenariusz odpowiada Emerald Fennell, zdolna aktorka i reżyserka. Lubię budynek tego kina, ma niezwykły klimat, mieści się w dawnej, małej stacji kolejowej, obok peronu; drży, gdy przejeżdża pociąg.

Na kolacji u znajomych. Ona jest Irlandką. Ekspresyjnie opowiada o Irlandii, jak zmienił się ten kraj w ciągu zaledwie 20 lat. Był wtedy mentalnie bardziej zacofany niż Polska. Nastąpiła dramatyczna kompromitacja Kościoła. Chodziło nie tylko o molestowanie, ujawniono sprzedawanie przez Kościół dzieci do Stanów do adopcji, a nawet mordowanie ich. Wierni przeżyli szok i zaczęli odwracać się od Kościoła. Można przerywać ciążę. Geje i lesbijki mogą zawierać małżeństwa i adoptować dzieci. Chodzą ulicami, trzymając się za ręce i przytulając się do siebie i nikogo to nie dziwi. Jaka jest szansa, że pójdziemy tą samą drogą? Wydaje się, że spora. Może tylko trochę więcej czasu to zajmie.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 13/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy