Marcel – w setną rocznicę urodzin

Marcel – w setną rocznicę urodzin

W latach 1948-1949 tych dwoje tylko uchodzić mogło za najsławniejszych i najpopularniejszych we Francji. On – Marcel Cerdan, bokser – urodził się w Sidi-Bel-Abbès, w Algierii będącej wówczas departamentem Francji, 22 lipca 1916 r., siedem miesięcy po niej. Ona – Édith Piaf (w rzeczywistości Édith Giovanna Gassion), piosenkarka, dziecko paryskiego Belleville, z pochodzenia Kabylka – przeżyła go o lat 14.

Poznali się w Nowym Jorku 7 lipca 1946 r. On nudził się na przyjęciu wydanym przez działaczy po jego półsparingowym zwycięstwie i myślał, co by tu wykombinować nieoczekiwanego. Może też chciał zaimponować kolegom z branży. Zadzwonił więc do niej (prasa podawała, w którym hotelu mieszka). Ona nudziła się właśnie po próbach. O, bokser, coś nieoczekiwanego – powiedziała sobie i przyszła. Od tej chwili spotykali się dość regularnie. W styczniu 1948 r. jest wolna, zerwała właśnie z Jeanem-Louisem Jaubertem, inspiratorem Les Compagnons de la Chanson; zażyłość nagle, jak to u Édith, zmienia się w żywiołową miłość. Takie miłości napadają ją często i z reguły trwają niedługo. Piaf ma bowiem nieznośny, apodyktyczny charakter. Już to by wystarczyło. Dochodzą do tego jeszcze ciągotki pigmaliońskie. Partnerów musi koniecznie przerabiać i kształtować. Czasem nawet niby z korzyścią dla nich (Yves Montand, Charles Aznavour, Gilbert Bécaud, Georges Moustaki…). Nie chodzi jednak tylko o kwestie profesjonalne, ale także o ubieranie się, gusta, jedzenie, tryb życia. Nie do wytrzymania na dłuższą metę. Tym razem jest zupełnie inaczej.

Marcel Cerdan pochodzi z tzw. dołów społecznych, gdzie nie jest przyjęte uleganie kobiecym zachciankom. Muzyką zajmuje się o tyle, że lubi czasami posłuchać. Jest bokserem najdalszym od sal koncertowych, ich światka i gwaru. Zapraszający i zapraszani przez Édith na obiad lub kolację, prywatnie czy w restauracji, muszą jeść to samo co ona, czy kto lubi, czy nie lubi. I wszyscy pokornie się dostosowują. Tylko nie Marcel – on ma, tak przynajmniej twierdzi, swoje sportowe menu, które nieskrępowany wybiera sobie z karty. Nie znaczy to, żeby Édith nie spróbowała. Cerdan zaczytuje się, chichocząc, w najpopularniejszych komiksach, takich jak „Mickey”, „Tarzan”, „Felix”… Piaf postanawia go ogładzić i dać mu coś z górnej półki. Świetna biografka Édith Piaf Monique Lange (w Polsce zastępuje ją z wielkim powodzeniem Joanna Rawik) przytacza na ten temat taką anegdotę. Do domu zakochanych przychodzi autor licznych piosenek Piaf, m.in. „Akordeonisty”, Michel Emer. Zastaje Cerdana mocno naburmuszonego z „Immoralistą” Gide’a w ręce. – Dobrze, że jesteś, powiedz mi, czy ten Gide to przypadkiem nie pedał?

Tym razem Piaf ostatecznie zrezygnowała. 21 września 1948 r. Marcel Cerdan pokonuje przez poddanie w 12. rundzie, będące konsekwencją straszliwego lewego sierpowego w końcówce rundy 11., mistrza świata Tony’ego Zale’a (właściwie Antoniego Floriana Zaleskiego, Polaka z pochodzenia). Zale to nie byle kto. Właśnie on odebrał pas mistrzowski Rocky’emu Grazianowi, pierwowzorowi filmowego Rocky’ego – Sylvestra Stallone’a. Kategoria średnia ma podówczas wspaniałą obsadę. Challengerem Cerdana zostaje teraz nie gorszy od Zale’a czy Graziana Jake LaMotta, wsławiony m.in. zwycięstwem nad Sugar Rayem Robinsonem. 16 czerwca 1949 r. odbywa się homerycki pojedynek. Obaj atakują od pierwszej chwili, nie szczędząc sobie wymian ciosów, które wręcz przerażają widownię. W drugiej rundzie Cerdan, który pośliznął się bez ciosu, podpiera się tak nieszczęśliwie lewą ręką, że nadwyręża ją i od tej chwili może walczyć tylko prawą. Mimo to wytrzymuje jeszcze sześć rund. Przegrywa, ale dzięki swojej odwadze staje się jeszcze popularniejszy niż dotąd. W Paryżu witają go tłumy i Édith, bardziej zakochana niż kiedykolwiek.

Walka rewanżowa z LaMottą wyznaczona zostaje na 28 września, potem przełożona o półtora miesiąca ze względu na kontuzję Amerykanina. W nocy z 27 na 28 października samolot, którym Cerdan leci do Nowego Jorku, rozpada się nad Azorami. Ciało odnaleziono. Na uroczystościach żałobnych w Casablance rząd francuski reprezentuje gen. Alphonse Juin, który w 1942 r. poddał aliantom rodzinną Algierię boksera. Spoczywa Marcel na cmentarzu Południowym w Perpignan.

Z listu Cerdana do Piaf (podaję za archiwum „Le Monde”): „Édith, kochanie, ja już żyję tylko dla ciebie. Prawie nie śpię. Jedno mam tylko w głowie: ciebie, ciebie, ciebie. To staje się wręcz niebezpieczne, że tak kładę się z tobą i z tobą budzę. Kochać i być kochanym. To wspaniałe i tobie to zawdzięczam…”. Piaf po śmierci Cerdana nie podniosła się już nigdy. Popadła w pogłębiającą się z każdym dniem neurastenię, która wkrótce doprowadziła ją do zupełnej degrengolady. Wszystko, co pozostało po Cerdanie, a pozostało niewiele, stało się dla niej świętością. Poświęcone mu piosenki śpiewała za darmo, za wspomnienia o nim nie brała honorariów.

Dziwne to – piszę ten felieton w rocznicę jego urodzin, a wydaje mi się, że przyszedł na świat tak niedawno, dawno natomiast, jakże dawno umarł. Ale cóż, widać tak być musi, kiedy mowa o tych, którzy zostawili po sobie ślady wielkich sentymentów. Bo przecież to nie bokserska czupurność przeniosła go do panteonu serdecznej zbiorowej pamięci.

Wydanie: 30/2016

Kategorie: Felietony, Ludwik Stomma

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy