Czy zmierzch cywilizacji?

Ostatnio nasiliły się mocno pesymistyczne opinie fachowców-biologów o dalszych losach naszej cywilizacji. Zdaniem współczesnej nauki, życie powstało na Ziemi przeszło trzy i pół miliarda lat temu. Przez półtora miliarda lat trwało wyłącznie w oceanach i dopiero około 600 mln lat temu wydobyło się na lądy, na których istnieje do dzisiaj. Trwająca 200 mln lat epoka gadów zakończyła się ich wielkim wymarciem 65 mln lat temu i dopiero wówczas rozpoczęło się do dzisiaj trwające panowanie ssaków. Przed około sześciu lub siedmiu milionami lat wyłoniły się z ssaków człekokształtne stworzenia, zwane hominidami, które dały początek człowiekowi. Człowiek zaś rozumny, czyli homo sapiens sapiens wyewoluował z przodków swoich przeszło 200 tys. lat temu, zaś jego pierwsze wzorce kulturowe, które dały początek pierwocinom cywilizacji, liczą sobie około 100 tys. lat.
Jak widać z powyższego zestawienia, panowanie gatunku gadów było mniej więcej sto razy dłuższe aniżeli rozkwit naszej cywilizacji. Cywilizacja ta rozwinęła się, jeśli mierzyć ją trwaniem w skali całego życia na Ziemi, nadzwyczaj gwałtownie i szybko. Narzędzia technologiczne, wynalezione i utworzone przez nasz gatunek, wywołały gwałtowne przyśpieszenie rozrodu oraz postępów ludzkiego panowania na całej planecie. Biologowie uważają jednak, że dominacja ta równa się właściwie zniszczeniu różnorodności biologicznej wszystkich współżyjących z nami gatunków.
Z ziemskich dziejów wynika, że raz powstała monokultura, ograniczająca się do potężnej supremacji jednego typu istot żywych, jest w swej istocie zagrożona, ponieważ tylko współistnienie ze znaczną rozmaitością zwierząt i roślin gwarantuje przetrwanie. Tym samym pesymistycznie nastrojeni naukowcy uważają gwałtowny wzrost liczby mieszkańców planety za wstęp do nadciągającej klęski biologicznej: zasoby naszego globu ulegają wyczerpaniu i nawet stabilizacja demograficzna na poziomie kilkunastu miliardów nie będzie mogła na dalszą metę zagwarantować harmonijnego współistnienia gatunku homo z całością ziemskiej przyrody ożywionej. Stąd też biorą się koncepcje zapowiadające wyjście człowieka w kosmos, a w szczególności emigrację na planetę wprawdzie pustynną, ale najbardziej ziemiopodobną, czyli na Marsa.
Koncepcje te jednak, do ostatnich lat wspierane nadzieją, że pustynny klimat marsjański, jako też niekorzystne warunki atmosferyczne będzie można z czasem upodobnić do ziemskich, załamują się w świetle najnowszych odkryć, zgodnie z którymi na Marsie nigdy nie panował ciepły klimat ani nie było na nim znaczniejszych ilości wody. Wygląda więc na to, że przyszłe pokolenia Ziemian oczekuje kryzys, który notabene niejednokrotnie stawał się ulubionym tematem czarnowidzów uprawiających literaturę science fiction. Te ponure perspektywy ziemskiej przyszłości nie zakłócają nam, żyjącym na początku XXI w., spokoju, ponieważ wszystko, co jest od nas bardziej odległe aniżeli następne stulecie, stanowi jedynie niewyraźne majaki, skryte za rojowiskiem kryzysów polityczno-ekonomicznych, które są naszym udziałem.

18 września 2003 r.

Wydanie: 39/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy