Wirus jest dobry na wszystko

Wirus jest dobry na wszystko

Niechże już przyjdzie ten koronawirus i tu śmiertelnie pozamiata, żniwo niech zbierze, niech nie zostawi wątpliwości, że gorszy jest nie tylko od grypy (co niestety prawdą nie jest), ale w ogóle od wszystkiego, co nas dopada ostatecznie, a czym zająć się władza nie chce, nie umie, nie lubi. Z wirusami żyjemy od lat za pan brat i pani siostra. Niektórzy oczywiście nie żyją, bo umarli. Bo niekiedy taki wirus dołoży swoje do pieca (ale nie do tego pieca, gdzie na zdrowaśki się wkładało onegdaj), do innych chorób i starości na przykład – i koniec, przychodzi kryska na Matyska, jako i na nas przyjdzie. Ale taka grypa, przed którą nie lubimy się zabezpieczać (co będzie potomek husarii i wyklętych bał się kaszelku i kichania) i szczepić, choćby zabijała realnie, co rok i rok w rok, już nam się przejadła, znudziła, już się zadomowiła. Ani tumani, ani przestrasza, chociaż zabija. Coś nowego musi być. Wirus w koronie, nowy, z daleka, nieznany, obcy, nagły i niespodziewany. No i jest! Prawie jest… Kiedy piszę te zawirusowane jadem słowa, podobno jedna łodzianka została namierzona i położona. Ale w Chinach i Azji tysiące, we Włoszech szkoły zamykają, ludziska w domach siedzą i nie wychodzą. I co tam fakty, że mniej groźny niż grypa i te ostatnie, co się przez świat przebiegły, że 80% zawirusowanych przechodzi to tak lekko, że z trudem zauważa, że cokolwiek im się przydarzyło, że innych daje się wyleczyć. Że umierają niemal sami staruszkowie, którzy cierpią na inne przypadłości i choroby. Najważniejsze, że same legendy o pojawieniu się, zbliżaniu, nadchodzeniu (pan wirus już się zbliża, już puka do mych drzwi) wszystkim pozwalają się wykazać. Władza powie, że kontroluje wszystko, choć nie panuje nad niczym. Zapewni o procedurach, które nie istnieją. Rozdzieli zadania, choć nie ma komu. Były marszałek Senatu, lekarz Karczewski, pokaże, jak prawidłowo myje się ręce, bo profesor medycyny, a obecny marszałek Senatu, pokazał źle. No i najważniejsze: kiedy nadchodzi nowy wirus (a będą przybywać, oj będą, ostatnio na rozmarzającej Antarktydzie wykryto kilkadziesiąt nieznanych ludzkości od tysięcy lat wirusów), nie trzeba się zajmować rzeczywistymi, prawdziwymi chorobami, które zabijają najczęściej i najwięcej mają ofiar na koncie. Onkologia? Trzeba zapomnieć. Propaganda publicznych mediów za zabrane pieniądze na onkologię opowie, jak dobrze walczy rząd, ten rząd, z koronawirusem, z którym nie walczy. Ginący na drogach, na pasach – dajcie spokój, ten koronawirus to dopiero zabójca skośnooki. Statystyki samobójstw dzieci i młodzieży? Jedne z najwyższych w Europie – nie ma co się mazgaić, inwestować w psychiatrię dziecięcą czy choć utrzymać ją na powierzchni. Koronawirus to dopiero zagadnienie! Generalnie nadejście takiego mitycznego mordercy pozwala zawiesić wszelkie formy działania na tych frontach, gdzie naprawdę kostucha ostre żniwa urządza. Raki, choroby serca, śmierć od zanieczyszczonego powietrza, choroby społeczne i cywilizacyjne jak alkoholizm i inne uzależnienia – cicho sza, teraz mamy wirusa. Wojskowy Instytut Higieny i Epidemiologii właśnie stracił swoich szefów, genialnie wpasowały się ich dymisje w czas nadejścia nowego wirusa. Nie mogę się doczekać, kiedy do walki z koronawirusem stanie prezydent-kandydat na prezydenta. Jak przemówi, jak się zatrzęsie, jak potoczy groźnym spojrzeniem i da mu w swoim wiecowym stylu do wiwatu. „Andrzej Duda nie boi się wirusa, nie boi się, kiedy idzie i kiedy leży, kiedy leci i kiedy jedzie, kiedy mówi i kiedy milczy. Cały czas się nie boi. I wzywa dumnych Polaków, żeby dali odpór wirusowi, modlitwą i ofiarnością, staropolską” – nie wiem, jaki to musiałby być wirus, żeby się nie ugiął po takim dictum. Andrzej „antywirus” Duda obieca nam wszystko, jak to ma w zwyczaju, w zwyczaju nie ma tylko bycia prezydentem. Pochwali zaraz Mateusza premiera, a premier w masce pojedzie do szpitala, gdzie są zwykli, nudni chorzy na swoje przestarzałe, śmiertelne choróbska. I zapewni nas, że panuje nad wszystkim, a zapanuje jeszcze lepiej, jak nikt nigdzie na świecie nie zapanował. I że Polska przegoniła Chiny, bo jest lepsza. I ma byłego marszałka, co wie, jak myć ręce, żeby je umyć, chociaż zapomniał wpisać do papierów, że jako marszałek tak mył ręce, że zarobił w swoich szpitalach dodatkowe kilkaset tysięcy złotych ponad pensję senatora. Cały rząd myje ręce. Żeby je umyć. Tak to się skończy. Chorzy – pomarzcie o tym, żeby mieć

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 10/2020, 2020

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz