Nawróceni i przekonywani

Nawróceni i przekonywani

Jakby obok mnie, a nie przeze mnie przepłynęły te dni z papieżem Franciszkiem. Odpychało mnie pewnie to, że było tak dużo relacji w mediach. Zupełnie jakbyśmy byli państwem wyznaniowym. A przecież ten papież bardzo mi się podoba, bardziej niż Jan Paweł II, który był zbyt konserwatywny. Niektórzy liczą, że Polska nasiąknie mądrością, dobrocią i uśmiechem papieża, ale czy tak się stanie? Przecież to, co do Polaków mówił Jan Paweł II, też po nas spłynęło. I rozkwita teraz w Polsce to, co w nas najgorsze, a co ujawnia PiS. Ale z drugiej strony też to, co najlepsze – dlatego tak powszechnie buntujemy się przeciwko stanowi rzeczy. Ładnie napisał o pobycie u nas papieża Jarosław Mikołajewski w „Gazecie Wyborczej”: „Esencją tych dwóch światów była Jasna Góra: kontrast ludzkiego papieża i polityków o twarzach z tektury”. Nie mógł napisać, ale ja mogę, że milczenie papieża w Auschwitz było także pięknym znakiem jego bezradności. Ten obóz koncentracyjny jest potężnym argumentem na nieistnienie Boga, w każdym razie dobrego Boga. Nie da się tego pogodzić. Ale wiara religijna nie słucha logiki. Są też małe, niepokojące znaki. Niedawno syn bliskich mi ludzi, dominikanin, po wizycie u matki jechał rowerem przez las do kościoła. Niezwykły młody duchowny, wybitny ornitolog. Nadeszła burza i zabił go piorun. Co Bóg chciał przez to powiedzieć?

Jeśli inteligentni i uczciwi ludzie są po stronie twoich przeciwników politycznych, budzi to niepokój, nawet gdy pocieszamy się, mówiąc: zwariowali. W moim polu widzenia były trzy takie osoby: Jadwiga Staniszkis, Ryszard Bugaj i Ludwik Dorn (Staniszkis i Bugaja znam osobiście, tym bardziej mnie to dziwiło i bolało). Ale cała trójka już radykalnie zmieniła zdanie na temat PiS. Powinno to dać do myślenia zwolennikom tej partii, ale nie daje, bo wiara jest odporna na fakty. A nawet pisowski premier Kazimierz Marcinkiewicz mówi teraz o PiS i o prezesie okropne rzeczy. Niestety, niemal zawsze tam, gdzie zaczyna się polityka, kończy się uczciwość. Dlatego byli politycy nagle stają się sympatyczni i rozsądni, choćby Dorn i Marcinkiewicz.

Prof. Jadwiga Staniszkis, do niedawna idolka prawicy i samego prezesa Kaczyńskiego, dziś kreśli jego portret jako miernego polityka. I robi to na stronie internetowej związanej z Komitetem Obrony Demokracji. Profesor zaznacza, że PiS buduje świat oparty na fikcyjnej koncepcji Europy. Nie zmienia złego zdania na temat Platformy, ale mówi trafnie, że „w Platformie wszystko było znacznie lżejsze, ten oportunizm, korupcja, marnotrawstwo, i też uzależnianie i strach. W porównaniu z tą systematycznością i metodycznością, z jaką działa PiS (…). W PiS wyraźnie widoczne jest formowanie społeczeństwa poprzez wydobywanie gorszych cech, agresji”.

Też dlatego tak uparcie broniłem Platformy, widząc jej wady. A teraz nie mogę nie widzieć, jak niewystarczającym przewodniczącym PO jest Schetyna. Jest stanowczo za mały na wielkość wyzwań, jakie stoją przed tą partią.

Kaszubska wieś nad morzem. Witają nas bociany stojące na baczność w gniazdach. Gospodarze zapraszają na ognisko, na picie i jedzenie. Jest co najmniej 15 osób. Różni ludzie z całej Polski. Gospodarz, Kaszub, niezwykle wymowny, opowiada z wielką swadą. Swoją nienawiść do PiS potrafi mądrze uzasadnić. Wszyscy obecni myślą tak samo. I wielkie są emocje. Uderza siła negatywnych uczuć do tego, co się dzieje, pasja niezgody. I wspólne poczucie, że oni przygnębiają nam wolność. A to przecież dopiero początek zatruwania Polski. Ogromny jest ładunek i potencjał niezgody, ale też perfidia drużyny prezesa, więc będzie w Polsce gorąco i parszywie.

A wieś tu sielska i anielska, przez okno właśnie widzę, jak pastuszek na quadzie z kijkiem w ręce goni stado koni w tumanach kurzu. To dudnienie biegnących koni jest głębokie, jakby sięgało w głąb stuleci, bo towarzyszyło ludzkości od wieków. Ale tej wsi grozi współczesna technika. W pobliskim lesie ma powstać elektrownia atomowa. Tym lasem chodzimy na prawie pustą plażę lub jeździmy powozami konnymi. W tym roku zdumiały mnie wśród drzew plastikowe niebieskie rury wbite w ziemię z przylepionymi plakatami „Nie dla atomu”. Dopiero potem dowiedziałem się, że rury są pozostałością odwiertów, które zrobiono tu w wielu miejscach, badając, czy podłoże nadaje się pod wielką budowę. A napisami, które przylepili przeciwnicy elektrowni, pokryta jest wieś. Nawet niektóre parawany kuracjuszy mają wydrukowane takie napisy. Jestem gorącym zwolennikiem elektrowni atomowych i nie boję się ich, ale jest jakiś smutek w tym, co się stanie z tą wsią i jej okolicą, kiedy zacznie się wielka budowa. Ale przekonuje się mieszkańców, są dla nich wykłady, nawet darmowe wyjazdy za granicę, by obejrzeli, jak takie elektrownie wyglądają gdzie indziej. Czyli na tym niskim szczeblu działa demokracja. Gdy na górze jest ona zamrażana.

Wydanie: 32/2016

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy