Referendum i referendum

Referendum i referendum

Niewiele brakowało, a nie poszedłbym na referendum przez zagapienie się. W ostatniej chwili przypomniałem sobie o nim i nie poszedłem świadomie. Referenbum – tak nazwał to głosowanie mój pięcioletni synek i świetnie to pasuje do tego, co się wydarzyło. Żal mi Bronisława Komorowskiego – niefortunna, paniczna decyzja o referendum i obecna klęska tego aktu nakłada się na jego porażkę wyborczą i zdaje się, że przegrał znacznie bardziej, bo jest do niego żal, już nawet o całokształt sytuacji z prawicą dyszącą nam w kark.

Mecze piłkarskie z udziałem polskiej reprezentacji. Moja labilność w stosunku do polskiej drużyny jest również labilnością w moim stosunku do Polski. Inteligent polski już tradycyjnie ma bardzo chwiejny stosunek do swojej ojczyzny, w czym ona odpłaca mu z nawiązką.

U sąsiadów urodziny kolegi mojego syna. Gospodyni ostrzega, że babcia ma 90 lat i oszalała, ogląda tylko Telewizję Republika i czyta ich pisma. I rzeczywiście, siedzę obok babci, która zajęła zaszczytne miejsce przy stole, a babcia wydaje się doskonale zmanipulowana, ale nawet gniewać się na nią nie mogę. Jak na swój wiek jest w genialnej formie. I ma wyjaśniony świat od a do zet. Jest tylko dramat, gdyż nikt z rodziny nie podziela jej poglądów, ale też nikt nie chce jej sprawić przykrości. To wielka sztuka mieć 90 lat i być w tak genialnej formie, więc toczy się gra z babcią. Babcia mówi mi: „A wie pan, że w Telewizji Republika widziałam Pietrzaka, ale to było śmieszne”. Ja na to: „Żałuję, że ja nie widziałem, Pietrzak tak stracił poczucie humoru, że mnie też śmieszy. A wkrótce oglądać go będziemy w telewizji publicznej”. „W pierwszym programie”, mówi z entuzjazmem babcia. Myślę, że to jednak nie jest takie śmieszne, teraz publiczne media są w dużej mierze w rękach PO i PSL, więc przy zmianie władzy pójdą w ręce prawicy. Raz już tak się zdarzyło, a ja mogłem to obserwować w Programie I Polskiego Radia. Jezus Maria! Ciekawe, kiedy nasze media publiczne będą w rękach publicznych, a nie partyjnych.

Jak ktoś trafnie powiedział, to, co się dzieje z uchodźcami, to „exodus od dawna zapowiadany, ze świata bez nadziei do świata nadziei”. W tej właśnie dziedzinie mało kto doznał równie wiele dobrego od innych, co Polacy od początku XIX w. do dzisiaj. I jak teraz się zachowujemy? Różnie. Też dlatego, że nasza pamięć jest nastawiona bardziej na doznane krzywdy niż na gesty innych wobec nas. W obecnej niechęci do obcych jest też ukryty lęk przed islamem, który rozumiem, bo ja też nie mam sympatii do tej religii, choćby z powodu złego traktowania kobiet, a kulturę życia codziennego Arabów, tak inną niż nasza, przyjmuję z rezerwą. I to jest mocne uczucie. Źle, kiedy sądy są krańcowe. Słychać u nas z jednej strony: „Wynoście się”, z drugiej: „Witajcie”. Pośrodku jak zwykle mało widać i słychać, ale właśnie ten środek jest największy. Wierzę, że tam jednak nadal mieszka żywa polska gościnność i odruch niesienia pomocy. Wielka teraz bieda dla polityków, jak grać uchodźcami, żeby nie stracić wyborców. Prawica jest skazana na rezerwę wobec obcych, a liberałowie są skazani na gościnność. Polityczna gra uchodźcami to wyjątkowo wielka obrzydliwość. W tym wszystkim zatraca się myślenie o prawdziwych dramatach ludzi, którzy uciekają z obszaru wojny, ryzykując życie swoje i swoich dzieci. Polska ma nadal wiele odruchów kraju biednego, jeszcze się nie nauczyliśmy, że tak naprawdę jesteśmy już średnio zamożni, że to już nie jest biedny kraj.

W Och-Teatrze premiera sztuki Terrence’a McNally’ego „Maria Callas. Master Class” w reżyserii Andrzeja Domalika. Jak się trochę pożyje, to wszystko się kojarzy. Andrzej był drugim reżyserem filmu dla dzieci „Nasze podwórko”, kręconego według mojego scenariusza. W tym filmie grał znany teraz i ceniony polityk PO Rafał Trzaskowski, a miał wtedy siedem lat. Koniec lat 70., świetnie go z tamtego czasu pamiętam. W filmie grał też Maciej Rayzacher. Wszedł na plan i zaraz go zdjęto z obsady filmu, ponieważ działał w opozycji. Kierowniczka planu płakała z tego powodu. Takie były czasy. A teraz świetny spektakl w Och-Teatrze i wybitna rola Jandy, również dlatego, że grała też siebie, przecież widywałem ją kiedyś w czasie prób. Podobnie nieznośna i kapryśna. I wspaniała.

Pomagam Antosiowi odrabiać polski, ma opisać wakacje, obaj się męczymy. Nagle kręci głową i mówi: „Coś mi się wydaje, tata, że ty to nie jesteś taki pisarz…”.

Wydanie: 38/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy