Legalizm czy anarchia?

Legalizm czy anarchia?

Bez uprzedzeń

Opozycji brakuje cierpliwości, aby przyzwoicie czekać na wybory w konstytucyjnym terminie. Działacze PO i PiS chcą obejmować stanowiska rządowe już, natychmiast. Każdy dzień w opozycji jest dniem straconym. Ojczyzna czeka na nasze zbawcze rządy, mamy prawo zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby skrócić kadencję Sejmu wybranego na cztery lata. Obiecywaliśmy wyprowadzić jesienią tłumy na ulice, ale zrobiło nam się trochę straszno, no i nie wiadomo, czy tłumy dałyby się wyprowadzić. Nic innego nam nie pozostało jak wywieranie presji na większość rządzącą, aby rozwiązała Sejm. Gdyby na nas wywierano taką presję, wyśmialibyśmy to, ale SLD jest partią takiego typu, że ze strachu przed naszym krzykiem, naszymi oskarżeniami, propagandą gazet i telewizorów będzie uciekać, gdzie pieprz rośnie, porzucając po drodze kolejne grupy swoich wyborców.
Wskutek demokratycznej zasady przemienności władzy działacze opozycyjni mają zagwarantowane objęcie posad rządowych po następnych wyborach. Jest to sytuacja komfortowa, ułatwia ona zachowanie fasonu, form przyzwoitości, spokojnych manier. Ułatwia, ale tylko tym, którzy wiedzą, że spokojne maniery są estetyczniejsze niż miotanie się i wyczynianie dzikich gestykulacji, takich jak żądanie od legalnie wybranego Sejmu, aby rozwiązał się przed upływem kadencji.
Powszechnie się sądzi, że słabością rządów demokratycznych jest krótka perspektywa czterech-pięciu lat, utrudniająca realizację ważnych długodystansowych celów. W krajach politycznie kulturalnych wyborcy wydłużają partiom okresy sprawowania władzy. Co nie znaczy, że w tych krajach nie istnieją czynniki zainteresowane czymś odwrotnym. Gazety pragną, aby co tydzień następowała zmiana rządu i co miesiąc rewolucja. Nic w nich nie wywołuje takiego rozgniewania jak spokój w polityce i perspektywa stabilnych rządów. Co tu stwierdzam, jest najwidoczniejsze w krajach najmniej politycznie cywilizowanych.
Zbyt krótki jak na potrzeby państwa, czteroletni okres rządzenia wydaje się wiecznością politykom opozycyjnym i dziennikarzom. Ich najsilniejszym sprzymierzeńcem jest ekonomiczny obskurantyzm, który woła: minął rok, a bezrobocie nie spadło, minęły dwa lata, a obiecany dobrobyt (którego nikt nie obiecywał) nie nastąpił. Głosem ekonomicznego obskurantyzmu przemawiają ekonomiczni eksperci Platformy Obywatelskiej, a najszybciej z nich posłanka Gilowska. Chciałbym ją jeszcze zobaczyć w roli ministra finansów. Niech żyje Rzeczpospolita Babińska!
Należy (lepiej późno niż wcale) przyznać zasługę Jerzemu Buzkowi, że nie uległ presji opozycji i pozostał przy władzy przez okres ustalony konstytucyjnie. Gdyby się kierował wyłącznie prywatnym i partyjnym interesem, może zabrakłoby mu determinacji, tymczasem okazał się również obrońcą legalizmu. Legalizm jest potężnym atutem, co ja mówię, największą siłą rządzących w czasie pokoju. Tej siły liderzy SLD nie doceniają i nie rozumieją jej podstaw. Czy słyszał kto polityka lewicowego, który odpowiadałby krytykom: postąpiłem tak, bo miałem do tego prawo, bo byłem przez prawo upoważniony albo zobowiązany. Oni prawie nigdy nie odwołują się do legalizmu.
Czy Leszek Miller będzie równie stanowczy w dotrzymaniu konstytucyjnych terminów jak Buzek?
Do światowego rezerwuaru wzorów politycznych Polska wniosła anarchistyczną prawicę. Rokita, Kaczyńscy – oni są bardzo malowniczy, ale czy nie wydaje się wam, że to urodzeni rokoszanie? Po pierwszej Rzeczypospolitej pozostała nam pamięć konserwatystów, którzy byli obrońcami anarchii, i reformatorów, światłych i postępowych, którzy chcieli umocnić władzę, scentralizować państwo, znieść liberum veto, czyli ograniczyć wolność. Ci pierwsi, przeciwnicy Konstytucji 3 Maja, byli ówczesną prawicą, drudzy, którzy konstytucję wprowadzili, ówczesną lewicą. Taka konfiguracja zdominowała inne podziały pod koniec istnienia niepodległej Rzeczypospolitej, ale jej zarysy są dostrzegalne już w XVI wieku. Konserwatyzm w Europie był monarchistyczny, w Polsce sprzeciwiał się umocnieniu władzy królewskiej. W epoce, do której sięgam, lewica w Europie jest republikańska, w Polsce republikańska jest konserwatywna prawica. Ważne postacie, które później spotkamy wśród targowiczan, cieszą się, że za oceanem obalona została władza króla angielskiego. Jeden z Rzewuskich, nie pamiętam już który, za dobrą uznaje wiadomość, że król Francji został ścięty; o jednego despotę mniej.
Gdyby przekonanie staropolskiej konserwatywnej prawicy, że najlepszym rządem jest bezrząd, było tylko świadomością, łatwo byłoby je zwalczyć. Ale ono było także podświadomością. Może trzeba sięgnąć jeszcze głębiej: czy nie stanowiło słabo wysublimowanego, biologicznego pędu do wolności, właściwego każdej istocie żywej? Polski anarchizm, zamiłowanie do bezrządu nie należy do zjawisk w ścisłym sensie politycznych. Utrzymuje się wskutek słabego uspołecznienia, jest apolityczny. Nie stanowi paradoksu ani zagadki to, że z anarchizmem idzie w parze skłonność do agresji. Taka już jest biologiczna wolność.

Wydanie: 51/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy