Na kulturowym froncie walki

Na kulturowym froncie walki

Minister Rostowski postraszył w Parlamencie Europejskim widmem wojny w Europie. Nie miał na myśli tylko tej wojny, która rozgrywa się każdego dnia bez kamer telewizyjnych i fleszy reporterów między biednymi a bogatymi, szefami a ich podwładnymi, ale mówił – budząc konsternację i strach – o groźbie konfliktu zbrojnego między narodami. Być może uznał za Clausewitzem, że wojna jest tylko innym sposobem uprawiania polityki.
W tym samym czasie w Polsce front walki miał wyraźnie charakter kulturowy. Najpierw weteran kilkunastu partii prawicowych, obecnie poseł PiS Michał Ujazdowski, zaatakował organizatorów Europejskiego Kongresu Kultury (EKK) za to, że oddali imprezę ludziom o skrajnie lewicowych poglądach. Nie wiem, czy miał na myśli siedzącego w pierwszym rzędzie podczas otwarcia kongresu Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Pendereckiego, czy może niedawnego kolegę Rafała Dutkiewicza, z którym jakiś czas temu tworzył ugrupowanie, o którym już nikt nie pamięta, Polska XXI. W każdym razie Ujazdowskiemu najwyraźniej zabrakło na otwarciu EKK księży, biskupów i święconej wody. Poza tym rozpoczęcie debaty o kulturze wykładem prof. Zygmunta Baumana, który mówił o zaniku państw narodowych i coraz powszechniejszej w Europie mozaice diaspor kulturowych rozsadzających dawne klatki narodowych terytoriów, można nazwać – jak napisał w oświadczeniu Ujazdowski – „jednostronnym lewicowym spektaklem”. Krótko mówiąc, zamiast kolejnej narodowej szopki mieliśmy we Wrocławiu zalew postmodernistycznej i antyprawicowej kultury.
Obrońcy wartości polskich i religijnych nie próżnowali w minionym tygodniu. Zaraz po Ujazdowskim odezwali się biskupi oburzeni pojawieniem się w telewizji prawdziwego diabła. Symbolem zła i wcieleniem szatana okazał się tym razem Adam Darski, znany powszechnie jako Nergal. „Telewizja publiczna nie powinna w imię złej mody popierać antywartości”, napisał do prezesa Zarządu TVP SA Juliusza Brauna przewodniczący Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego, bp Wiesław Mering. Zdaniem biskupa, „zatrudnienie wyznawcy satanizmu, bluźniercy, człowieka bez podstawowej kultury w TV publicznej bije wszelkie granice przyzwoitości”. Gdybym nie znał prowincjonalnej mentalności polskich księży, myślałbym, że to jakaś świetna akcja promocyjna wymyślona przez speców od telewizyjnego marketingu. Ale jak się okazuje, współcześni inkwizytorzy i znawcy wszystkich grzechów nie mają poczucia humoru ani zrozumienia dla black metalu.

W liście udostępnionym PAP przez biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski bp Mering odniósł się do obecności Adama Darskiego w telewizji publicznej. „TVP publiczna powinna służyć budowaniu pokoju społecznego – decyzja dotycząca Nergala na pewno temu nie sprzyja!”, twierdzi biskup. Rozumiem, że prawdziwy pokój społeczny zapanuje wówczas, gdy wszyscy będą myśleli zgodnie z komunikatami z ambony, a Nergal razem z Dodą będą w kółko śpiewać „Barkę” na przemian z „Boże, coś Polskę”. Szkoda, że wielbiciele kulturowej cenzury zapominają, że telewizja publiczna ma służyć m.in. środowiskom mniejszościowym, propagowaniu poglądów niekomercyjnych i stanowisk, które mają problem z przebiciem się w debacie publicznej. To oczywiście założenia, których nikt w Polsce nie przestrzega. Przy poszanowaniu demokracji coś w końcu się należy także ateistom, satanistom i postmodernistom… Ale relacje Kościoła i demokracji to wciąż bardzo niebezpieczne związki. Szczególnie w obecnej Polsce. Protestując przeciwko szerzącym się „siłom zła”, funkcjonariusze Pana Boga nie wspominają, że w imię spokoju społecznego też mogliby zrezygnować z odrobiny czasu antenowego poświęconego na programy katolickie finansowane z publicznego abonamentu. Chyba że uznają siebie za zanikającą mniejszość, która wymaga szczególnej ochrony w mediach publicznych.

Jeśli chodzi o cenzurę i przekaz w mediach publicznych, to wątek ten został wywołany także w czasie interesującego spotkania we Wrocławiu przedstawicieli połączonych komisji kultury Parlamentu Europejskiego, Sejmu i Senatu RP oraz Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Dla Doris Pack, przewodniczącej komisji kultury w europarlamencie, która reprezentuje niemiecką chadecję, bardziej interesujące niż wywody senatora Andrzejewskiego z PiS na temat publikacji o papieżu Polaku były refleksje na temat współczesnej cenzury ze strony rynku i dominacji komercyjnej papki. To, co jest oczywiste w Europie Zachodniej – opinia, że niekomercyjna kultura jest dobrem publicznym, bez którego nie można prowadzić niezależnej debaty demokratycznej – u nas wciąż wymaga przypominania. Sytuacja w Polsce jest trudniejsza, gdyż obrońcy niezależnej kultury muszą walczyć na kilku frontach – zmagać się z zalewem coraz prymitywniejszej popkulturki, blokować konserwatywnych cenzorów i obrońców jedynie słusznej prawdy, a także domagać się od państwa środków na utrzymanie publicznych instytucji kultury. Rynek i prywatna sfera rozrywki nie dają bowiem możliwości swobodnej twórczości – tam liczy się przede wszystkim zysk. A na stawianiu trudnych pytań – jak wiadomo – się nie zarabia.
Z tego powodu potrzeba obrony publicznej kultury stała się jednym z głównych powodów powstania „Dolnośląskiego Dodatku Kulturalnego” do polskiej edycji miesięcznika „Le Monde Diplomatique”. Jako ojciec chrzestny przedsięwzięcia liczę na żywy odbiór i twórczy ferment. Jeśli nie biskup, to może przynajmniej jakiś zwykły proboszcz zaprotestuje i nagłośni nową inicjatywę?

Wydanie: 38/2011

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy