Covid wymiaru sprawiedliwości

Covid wymiaru sprawiedliwości

Cała opozycja i mniej więcej połowa Polaków ma pełną świadomość, że tzw. reforma sądowa realizowana przez PiS w żaden sposób nie poprawia wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Przeciwnie, brutalnie próbuje go podporządkować władzy wykonawczej, godząc w to, co należy do fundamentów państwa prawa, a więc niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Krótko mówiąc, PiS chce mieć nie dobry, sprawny wymiar sprawiedliwości, tylko sobie podporządkowany. I w dużej mierze swój cel osiągnęło. Buntuje się garstka sędziów, reszta niby im kibicuje, ale na wszelki wypadek postępuje tak, aby nie drażnić prawicowych mediów i swojego nadzorcy, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego zarazem. Odgadując jego życzenia, wydaje surowsze niż dotąd wyroki, akceptuje wszystkie wnioski prokuratorów o areszt, boi się areszt uchylić, oskarżonego uniewinnić. To wszystko skrupulatnie odnotowują statystyki kryminalne. Tak jak „spisane będą czyny i rozmowy”, spisane też będą wymierzane kary, orzekane areszty… Za parę lat po tych liczbach będzie można poznać, na ile sędziowie wykazali się konformizmem i lizusostwem wobec władzy, a na ile byli niezłomni.

Wiem, że to, co piszę, będzie niepopularne, lecz analizując dane statystycznych, tej „niezłomności” dopatrzeć się trudno. Nasz wymiar sprawiedliwości wymaga naprawy, nie tylko po pseudoreformach PiS. Gruntownej naprawy wymagał, jeszcze zanim PiS doszło do władzy! Ta reforma była konieczna już wcześniej. Nie potrafił jej zrobić żaden rząd przez cały okres III RP. Teraz będzie jeszcze trudniej. Można będzie jedną ustawą uczynić z pseudo-Trybunału Konstytucyjnego organ zasługujący na tę nazwę. Można będzie odesłać tam, skąd przyszli, nowych sędziów Sądu Najwyższego, rozpędzić Krajową Radę Sądownictwa. Ale naprostować przetrącone w czasach rządów PiS kręgosłupy sędziów i prokuratorów nie będzie łatwo. O ile to w ogóle będzie możliwe. I z tym trzeba się liczyć, planując prawdziwą reformę sądów.

Jeszcze poważniejszą przeszkodą dla głębokich reform będzie naturalna obawa przed byciem porównywanym do PiS. A środowisko sędziowskie oczywiście będzie reformie przeciwne. Historia nie zna chyba środowiska, które chciałoby być reformowane. Chyba w jakichś nadzwyczajnych momentach historii, które zdarzają się rzadko.

Czy opozycja o tym myśli? Czy ma jakiś plan prawdziwej reformy wymiaru sprawiedliwości? Nie słyszałem. Poza krytyką PiS (skądinąd jak najbardziej słuszną) żadnego pomysłu nie ujawnia. Nie ujawnia, bo najwidoczniej go nie ma.

Zanim PiS doszło do władzy, nasz wymiar sprawiedliwości trawiły dwie podstawowe choroby: niewydolność i niski poziom wymierzanej sprawiedliwości. Akurat tych dwóch chorób PiS nie próbowało nawet leczyć, dodało choroby nowe, swoisty covid wymiaru sprawiedliwości. Ten covid wraz ze zmianą władzy ustąpi, zostaną choroby towarzyszące, których nikt nie leczył, a na czas pisowskiego covidu zostały nawet zapomniane.

Niewydolność sądów przejawia się w przewlekłości postępowań. Zaradzić temu może dobre zarządzanie sądem. A to wymaga wzmocnienia władzy prezesów. I może nawet utrzymania albo wręcz zwiększenia nadzoru ze strony ministra sprawiedliwości, ale pod warunkiem, że nie będzie on równocześnie prokuratorem generalnym! To jednak nie wszystko. Dynamika pracy sądu zależy często, zwłaszcza w poważniejszych sprawach, od efektywności instytucji świadczących usługi opiniodawcze, wykonujących ekspertyzy. Cóż poradzi prezes (nawet wspierany przez ministra) lub przewodniczący składu sądzącego, gdy na opinię z instytucji (też państwowej, czasem nawet podległej ministrowi sprawiedliwości) trzeba czekać pół roku albo i znacznie dłużej? Usprawnienie pracy sądu to także usprawnienie pracy instytucji, które sąd lub prokuraturę wspierają ekspertyzami.

Gorzej z jakością wymierzanej sprawiedliwości. Co tu dużo mówić, jeśli o areszcie decyduje sąd na posiedzeniu, które trwa kilka minut. Codziennością polskich sądów jest nieraz kilkadziesiąt posiedzeń w sprawach aresztowych na jednej wokandzie u jednego sędziego. Mało tego, z zasady postanowienie o tymczasowym aresztowaniu lub jego przedłużeniu zostaje napisane jeszcze przed posiedzeniem. Czy tak samo nie dzieje się często z wyrokami? Czy ta cała szopka z mowami końcowymi oskarżyciela i obrońcy nie rozgrywa się w sytuacji, gdy wyrok już jest napisany i czeka tylko na odczytanie? Czy nie w takich okolicznościach decydują się losy ludzkie? Nie spotkałem sędziego, który z tego powodu czułby choć jakiś dyskomfort. Czy wymierzaniu kary zawsze towarzyszy refleksja, że ta kara ma jednak czemuś służyć? A jak jest ze zgodami sądu na stosowanie „kontroli operacyjnej”, a więc na założenie podsłuchu? Jak długo sąd zastanawia się, zanim wyda postanowienie zgodne z wnioskiem służb?

A jakże częsta jest bezgraniczna wiara sędziego w to, co powie biegły! Bierze się ona z tego, że sędzia nie potrafi krytycznie ocenić opinii. Brakuje mu wiedzy, a jeszcze częściej doświadczenia życiowego. W zdecydowanej większości sędziami są ludzie prosto po studiach i aplikacji, nie znają żadnej innej instytucji, nie mają pojęcia o życiu, o funkcjonowaniu społeczeństwa, gospodarki. Poznają życie dopiero zza stołu sędziowskiego, a to naprawdę nie jest ani jedyna, ani najlepsza perspektywa.

Czy rzeczywiście opozycja myśli o tym, jak naprawić wymiar sprawiedliwości po odsunięciu PiS od władzy? Czy ma na niego jakiś pomysł? Covid wymiaru sprawiedliwości minie. Choroby wcześniejsze i towarzyszące pozostaną, co więcej, nieleczone w czasie pisowskiego covidu jeszcze się rozwinęły.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 2/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy