Witajcie w psychuszce!

Witajcie w psychuszce!

Najpierw przypomnienie faktów. W 1989 r. Polska ze względu na wymagania Rady Europy ogłosiła moratorium na wykonywanie kary śmierci. W chwili ogłoszenia moratorium pewna część skazanych oczekiwała na wykonanie tej nieludzkiej kary. Ponieważ już nie można było ich powiesić, niemożliwą do wykonania karę zastąpiono najsurowszą, jaką przewidywał ówczesny kodeks karny – 25 lat pozbawienia wolności. Kodeks, który obowiązywał wtedy w Polsce, nie przewidywał bowiem kary dożywotniego pozbawienia wolności. Zgodnie z zasadą nulla poena sine lege (nie ma kary bez ustawy) nie można było zrobić nic innego. Chyba żeby znowelizować kodeks karny, ale to nie jest takie proste, wymaga czasu, a w szczególności uzgodnienia różnych argumentów i różnych koncepcji kary. Kodeks karny z 1969 r. zastąpiono nowym dopiero w 1997 r. (wszedł w życie w roku 1998).
Ktoś biegły w rachunkach wyliczył przed paru miesiącami, że niebawem minie 25 lat od moratorium i niedoszli wisielcy będą wychodzić na wolność po odbyciu kary.
Niby to rzecz normalna, przecież każdy zbrodniarz po odbyciu kary wychodzi na wolność. Ale tym razem kilku dziennikarzom i politykom normalne się to nie wydało. Zrobił się rwetes: jak to możliwe, żeby zbrodniarze wychodzili z więzienia?! Odezwał się ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, który nie miał wprawdzie pojęcia ani o istocie kary, ani o rygorach prawa karnego w cywilizowanym świecie, ani o standardzie ochrony praw człowieka, za to znakomicie wyczuwał, co w karierze politycznej może mu się przydać. Zabrał więc pełen troski głos w obronie… potencjalnych ofiar tych zbrodniarzy, którzy po odbyciu kary i wyjściu na wolność mogą znów kogoś zamordować.
Maszyna poszła w ruch. Ponieważ żaden polityk nie chce, by wyborcy posądzili go o to, że nie dba o ich życie, zaczęto debatować nad tym, co by tu zrobić, aby owi niedoszli wisielcy po odsiedzeniu 25 lat nie wyszli na wolność. Efektem tej debaty są obecne prace Sejmu nad projektem ustawy, która pozwoli zamknąć ponownie, tym razem profilaktycznie, tych, których właśnie trzeba wypuścić.
Robi się jakiegoś prawniczego łamańca. Tych, którzy wyjdą, można będzie natychmiast zamknąć, tyle że już nie do więzienia, ale do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, i poddać leczeniu. Ma to się odbyć, dla zmylenia przeciwnika, nie na podstawie kolejnego wyroku sądu karnego, aby nikt nie mówił, że sąd dwa razy karze za to samo, tylko na podstawie orzeczenia sądu cywilnego, który ma ustalić, czy wypuszczany jest potencjalnie niebezpieczny! Jeśli sąd cywilny ustali, że być może jest, uznany za niebezpiecznego delikwent trafi nie do więzienia, ale do wspomnianego zakładu zamkniętego, nie będzie więc karany, ale przeciwnie – otoczony troską państwa i poddany przymusowemu leczeniu. Doprawdy, nie wiem, co lepsze: siedzieć w normalnym kryminale czy w zamkniętym psychiatryku? Jakkolwiek byśmy to nazwali, będzie to pozbawienie wolności.
Powstaje nowa jakość: pozbawionym wolności można zostać nie po popełnieniu przestępstwa, ale przed prawdopodobnym (jak bardzo? wedle jakich kryteriów wyliczonym?) jego popełnieniem. To bardzo, bardzo niebezpieczny precedens.
Prawdopodobieństwo popełnienia w przyszłości przestępstwa będzie badał i ustalał sąd cywilny, z przestępczością i kryminologią raczej mało mający dotąd do czynienia.
Demagogicznie wmawia się społeczeństwu, że ci ponownie pozbawieni wolności teraz zostaną poddani przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Znaczyłoby to, że dotychczas przez 25 lat trzymano w kryminałach ludzi chorych. Jeśli byli chorzy psychicznie, nie wolno ich było trzymać w kryminale, tylko należało poddać tzw. detencji i leczyć w zamkniętych zakładach psychiatrycznych. Jeśli są zdrowi i mogli siedzieć w normalnym kryminale, to na co będą teraz leczeni? Przez kogo?
Większość zabójców ma zaburzoną osobowość, znaczny ich procent ma osobowość dysocjalną (dawniej powiedziano by psychopatyczną). Ale psychopatia to stała cecha osobowości, tego nie da się wyleczyć! Zresztą takie zaburzenie osobowości występuje u ok. 7% naszej populacji. Jeśli uważnie śledzić zachowania polityków, to bez trudu można poznać, że w tej populacji owa przypadłość jest znacznie częstsza.
Politycy, a za nimi niezbyt mądrzy dziennikarze straszą społeczeństwo, że niebawem zaleje nas fala wypuszczonych z kryminałów „pedofilów i seryjnych morderców”. Ludzie się boją, a politycy koją ich strach: „My ich nie wypuścimy. My troszczymy się o wasze bezpieczeństwo!”. Licytacja tej demagogii, ta kolejna próba administrowania sztucznie wywołanym strachem jest oburzająca.
To, że politycy bredzą, że po raz kolejny jedni nie wiedzą, co mówią, drudzy – przeciwnie – wiedzą, co mówią i po co, oszukując społeczeństwo, już mnie ani nie zaskakuje, ani nawet nie oburza. Tak ostatnio działa polityka i taki jest poziom mediów.
Rekordem głupoty było pytanie przez znanego dziennikarza telewizyjnego sąsiadów jednego z tych, którzy mają wyjść na wolność, czy się boją. Większość z nich nawet o nim nie wiedziała, 25 lat to jednak całe pokolenie. Teraz wiedzą i będą się bać. Jak go przyjmą? Może profilaktycznym linczem, jak swego czasu we Włodowie?
Przerażające jest co innego. Milczenie środowisk prawniczych. Co więcej, wielu poważnych – mogłoby się wydawać – prawników dwoi się i troi, by dostarczyć politykom argumentów racjonalizujących te niemądre, niehumanitarne i na przyszłość niebezpieczne działania.
Minister sprawiedliwości mówi, że kosztem praw tych wypuszczonych zapewni się bezpieczeństwo wszystkim pozostałym. Świetny pomysł, choć nienowy. „Jednostka zerem, jednostka bzdurą”, pisał Majakowski w poemacie dedykowanym Leninowi.
Znacznie większym problemem niż potencjalne zagrożenie ze strony tych, którzy jako ludzie młodzi poszli do kryminału, a teraz z niego wyjdą po 25 latach, jest ich adaptacja do zmienionego przez ten czas otoczenia. Wychodząc z kryminału po 25 latach, człowiek jest inny. Może lepszy, może gorszy, ale na pewno nie taki sam. Trafia w społeczną próżnię: najczęściej nie ma już rodziny, nie ma znajomych, przyjaciół, nie ma domu, do którego może wrócić, pracy, która pozwoli mu się utrzymać. I świat jest już inny. 25 lat to ćwierć wieku! Jak mają w nim się odnaleźć?
Z tych głównie przyczyn ludzie po wyjściu z kryminału po odbyciu długiej kary pozbawienia wolności wracają do przestępstwa. Wracają, bo na dobrą sprawę nie mają innego wyjścia.
Zamiast obmyślać, jak tu ponownie – tym razem profilaktycznie – zamknąć opuszczających kryminały, może by pomyśleć, jak im zorganizować pomoc postpenitencjarną? Jak im pomóc odnaleźć się w zmienionym świecie, do którego trafią teraz nieprzygotowani i bezradni?
Jak słyszę, obiekcje podobne do moich ma jedynie Ruch Palikota. Najprawdziwsza zorganizowana lewica nie widzi w tym nic złego. Pogratulować. Jak tak dalej pójdzie, wszyscy spotkamy się zamknięci profilaktycznie w jakiejś psychuszce, a aktualny minister sprawiedliwości będzie zapewniał naród, że właśnie w ten sposób uniemożliwił nam popełnienie przestępstwa np. „kłamstwa smoleńskiego”.

Wydanie: 31/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. sugadaddy
    sugadaddy 25 sierpnia, 2013, 11:50

    Podobnie jest z dopuszczaniem tortur – jeśli można torturować podejrzanego o zamachy taliba, to czemu nie torturować podejrzanego o seryjne morderstwa? A z czasem podejrzanych en masse?
    Ot logika, której, niestety ulegają, wydawałoby się raczej światłe i logiczne umysły.
    sugadaddy

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy