Tabloidowa zaraza

Tabloidowa zaraza

Z boku wygląda to tak, jakby w ostatnich latach najbardziej przybyło w Polsce chamów i skandalistów. A język obelg i epitetów wywalczył sobie prawo do publicznej obecności na równi z literacką polszczyzną. Czy faktycznie coś takiego porobiło się z Polakami, że im większy cham i matoł, tym bardziej przyciąga ich uwagę? Jaka jest skala tego zjawiska, które tak się w przestrzeni publicznej rozpanoszyło, że sprawia wrażenie dominującej większości? Tak na szczęście nie jest, choć powodu do spokoju i lekceważenia problemu już nie ma. Zwłaszcza gdy obserwuje się zdobywanie przez tę swoistą subkulturę kolejnych przyczółków. To, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się absolutnie niedopuszczalne, staje się faktem i zaraża kolejne obszary. Równanie do najgłupszych jest przecież o wiele łatwiejsze niż próby doganiania najsprawniejszych intelektualnie. Gołym okiem widać brak odporności Polaków na tę tabloidową zarazę. A ci, którzy powinni z tym walczyć bądź z urzędu – jak publiczne media – bądź z powołania – jak świat kultury, mają, wstyd powiedzieć, wielkie, choć niechlubne zasługi w promocji takich postaw. Wystarczy spojrzeć na skład stałych gości najpopularniejszych programów publicystycznych w telewizji publicznej i stacjach komercyjnych, by złapać się za głowę. A później gospodynie i gospodarze tych programów stają na czele walki ze słowną agresją i mową nienawiści. Wielkie by oddali krajowi przysługi, gdyby zaczęli odnowę obyczajów od siebie i od własnych programów. Apel jest oczywiście adresowany na Berdyczów, bo i tak będzie się liczyła oglądalność, czyli liczba pyskówek i epitetów. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która miała nad tym jakoś panować przynajmniej w obszarze mediów publicznych, abdykowała. Skoro nie można liczyć nawet na takie instytucje, pozostaje liczyć na siebie. Ten balon prędzej czy później pęknie. Warto dołożyć do tego choć szpilkę.

Wydanie: 50/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy