Kurczuk potrząsnął sędziami

Kurczuk potrząsnął sędziami

Oceny funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości dawno przekroczyły stan alarmowy. Od dobrych paru lat coraz częściej i coraz dobitniej mówiono i pisano o głębokim kryzysie, zapaści i stanie przedzawałowym, w jakim znalazła się rodzima Temida. Ilu oceniających, tyleż recept na uzdrowienie sytuacji. A jest nad czym pracować, bo jak wynika z badań (CBOS) przeprowadzonych w czerwcu tego roku, aż 55% Polaków źle oceniało pracę sądów i podobnie wielu (52%) pracę prokuratury. Tylko co czwarty Polak wystawia im dobrą ocenę.
Na taki stan rzeczy nie może oczywiście być zgody! Oczekiwanie na program zmian, a zwłaszcza na konkretne decyzje legislacyjne, kadrowe i organizacyjne jest tak silne, że doszło nawet do swoistego konsensusu między partiami politycznymi. Swoistego, bo dotyczącego tylko oceny sytuacji i potrzeby szybkich i głębokich zmian. Gdy przechodzimy do konkretów, przybywa różnic. Najmodniejsze są próby transplantacji na naszym gruncie rozwiązań amerykańskich, jak np. instytucji sędziego pokoju. Paradoksalnie najbardziej krytycznie do nowych propozycji rządu Millera i min. Kurczuka odnieśli się bracia Kaczyńscy i ich ugrupowanie Prawo i Sprawiedliwość. Wierzyli, widać, w to, że na sprawy bezpieczeństwa mają copyright i że ten obszar jest im przypisany na stałe.
Z punktu widzenia społeczeństwa, nie ten jest dobrym politykiem, kto mówi, że jest źle, a ten, kto umie z tego wyciągnąć wnioski i potrafi zmieniać sytuację. Nie ma już w Polsce pogody dla polityków gadaczy i narzekaczy. Umordowani mitręgą rozwiązywania codziennych problemów ludzie żądają czynów. Żądają, a nie proszą. Wiedzą, że władza łaski im nie robi. Nowy minister sprawiedliwości – prokurator generalny Grzegorz Kurczuk zdaje się to dobrze rozumieć. Decyzja ministra o pociągnięciu do odpowiedzialności dyscyplinarnej 11 sędziów sądów warszawskich jest bezprecedensowa, ale dokładnie taka, jaką wcześniej powinni podjąć jego poprzednicy. Także bardzo aktywny medialnie Lech Kaczyński. Przecież o przedawnianiu się bardzo poważnych spraw, ginięciu akt, bałaganie organizacyjnym i problemach z etyką sędziowską było głośno.
Wówczas zabrakło determinacji i może jeszcze czegoś. Sprawowanie funkcji ministra to czas, w którym ujawniają się faktyczne możliwości i umiejętności polityka. Same chęci i konferencje prasowe nie wystarczą. Za długo czekaliśmy na jakieś konkrety. Zmarnowaliśmy sporo czasu. Kurczuk zaczął bardzo konkretnie, idzie w dobrą stronę. Rzecz w tym, czy jest to początek długiego, szybkiego marszu, czy też próba sprintu? Problemy są zbyt wielkie, by je rozwiązać paroma uderzeniowymi akcjami.

Wydanie: 36/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy