NIE dla odpowiedzialności zbiorowej

NIE dla odpowiedzialności zbiorowej

Pokój w naszej części świata był czymś tak trwałym, że tylko niewielu bało się wojny. Był. Bo nagle skończyły się dobre czasy. Teraz pokój będzie na czele marzeń i życzeń, jakie będziemy sobie składać. Niewiele wiemy. Nie wiemy nawet, jak na ten kataklizm, który od wielu dni bombarduje nasze głowy, zareagują te pokolenia, dla których jest to doświadczenie kompletnie nowe. Wojna znana im była do tej pory tylko z gier komputerowych. A teraz zderzają się z realną śmiercią, zniszczeniami i poniewierką ludzi takich samych jak oni.

Z każdej rozmowy, jaką prowadzę, wyziera strach przed tym, co okropnego może jeszcze się stać. Gdyby jednym słowem opisać stan ducha większości ludzi, byłoby to słowo beznadzieja. Stan, który odbiera nawet chęć oglądania telewizji i słuchania informacji. Widzę, że coraz więcej osób izoluje się psychicznie od tego, co się dzieje. Ale też wielu angażuje się w najrozmaitsze formy pomagania uchodźcom. To dzięki nim i ich wysiłkom nie ma w Polsce kataklizmu organizacyjnego. I co najważniejsze – na człowieka w głębokim szoku i z uchodźczą traumą czeka człowiek szczerze zatroskany i pomocny. Te spotkania, taka reakcja są dla obu stron wprost bezcennym doświadczeniem. Z wieloma dobrymi konsekwencjami w przyszłości. Jeśli oczywiście Polakom pomocowcom wystarczy cierpliwości, a struktury państwowe ogarną się wreszcie logistycznie.

Wojna na terenie Ukrainy stawia nas w roli obserwatorów. Za oręż mamy słowa. A znajomość historii, polityki i meandrów współczesnego świata pozwala na głębsze analizy. Nasi czytelnicy, jak sądzę, nie oczekują od nas mnożenia epitetów i takich pomysłów jak zastępowanie pierogów ruskich pierogami ukraińskimi. A przede wszystkim nie aprobują dzikiej rusofobii, która ma dotknąć i ukarać każdego Rosjanina. I to najboleśniej, jak tylko się da. Bo jest Rosjaninem. Choć to władze jego państwa stały się agresorem. Nowa odmiana odpowiedzialności zbiorowej. Głupie to i bez większego sensu.

Wydanie: 11/2022

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy