Pogadają, uchwalą i nic

Ustawa medialną zwana, forsowana przez posłów Platformy, znakomicie pokazuje charakter tej formacji. To reakcja na ustawy PiS sprzed dwóch lat. Kiedy posłowie tej partii z pomocą kupionych LPR-owców i Samoobrony błyskawicznie obalili skład poprzedniej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i powołali nowy. Bierny, mierny, ale wierny. Rada wybrała rady nadzorcze publicznej telewizji i radia. PiS wzięło swoje, ale musiało oddać też coś koalicjantom. Dostała miejsca w radach i zarządach Samoobrona, dostali też rycerze Romana Giertycha. Dostał też kolejny koalicjant. Ten z drugiego siedzenia – Kościół katolicki. Wszak niedawno w wywiadzie dla „Newsweeka” ekspremier Jarosław Kaczyński przyznał, że wiceprezes TVP SA to kandydat biskupów, a nie jego.
Obalając poprzednie władze mediów publicznych, PiS nie było obłudne. Nie kryło, że zamierza odzyskać media. Nie dorabiało do tego maskującej ideologii. Cel był jasny. Wybrano zaufanego człowieka do realizacji, posła Pawła Kowala. Ten po wykonaniu brudnej roboty mógł potem realizować swoje zainteresowania i pasje jako wiceminister spraw zagranicznych. Dziś opozycyjne PiS nadal ma wpływy w mediach. Dzięki temu publiczny kanał TVP INFO bywa ciekawszy niż wazeliniarski wobec rządu TVN 24.
Platformersi zabrali się do odwojowania mediów po swojemu. Wysmażyli projekt, który oprócz zmiany kierownictw telewizji i radia rynek medialny reformuje troszeczkę. Niepełnie, przyczynkarsko, no i tak, żeby oddać media jeszcze bardziej pod kontrolę rządu. I ta chęć upieczenia dwóch kotletów na jednej patelni zgubiła Platformę. Wystawiła się ona na powszechną krytykę, prezentując projekt niepełny. Projekt, który wzmacnia kontrolę rządu nad mediami. No i wzbudziła podejrzenia, że na tej nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji skończą się prace nad ładem medialnym w Polsce. Co prawda, rząd obiecuje, że za pół roku prześle do Sejmu projekt fundamentalnej ustawy, regulującej media publiczne, ale w poprzedniej kadencji minister Sellin co pół roku takie obietnice składał. I choć żarliwy katolik, fałszywe świadectwo regularnie dawał.
W Polsce nadal nie ma fundamentalnej ustawy o zakazie koncentracji w mediach. Nadal nasz medialny rynek jest nieograniczony dla zagranicznych, bogatych koncernów medialnych. Mogą one kupować, co chcą i decydować w konsekwencji o kształcie debat publicznych. I mieć wpływ na kształt koalicji rządzących.
Nadal nie ma koncepcji finansowania mediów publicznych. Nie ma jej koalicja, nie ma też opozycja. Ostatnio słyszałem z ust liderów LiD obronę abonamentu radiowo-telewizyjnego, choć to podatek archaiczny i nieskuteczny. Po co upierać się przy nim, skoro PO chce go zlikwidować?
Media publiczne są w naszym kraju największymi instytucjami kulturalno-oświatowymi. Trzeba je wspierać. Uczynić z nich finansowaną z budżetu państwa instytucję kultury i edukacji. Nowoczesne, elektroniczne, medialne ministerstwo kultury. Stare, to w obecnym kształcie, można zlikwidować.

PS Zapraszam do czytania i komentowania mojego bloga na Wirtualnej Polsce: www.gadzinowski.bloog.pl.

Wydanie: 10/2008

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy