Too early, Mr Duda!

Too early, Mr Duda!

15 grudnia, prawie półtora miesiąca po amerykańskich wyborach, Andrzej Duda pogratulował wygranej Joemu Bidenowi. W Polsce rozległo się westchnienie: „Nareszcie!”. Nie, proszę Państwa, nie nareszcie. Te gratulacje były grubo przedwczesne.

To jasne, że nie były one możliwe w listopadzie. Wprawdzie były wtedy możliwe dla świata, ale to trudno: nie świat, lecz Polska jest ojczyzną demokracji. Gdy zatem świat gratulował Bidenowi wygranej, dr Duda – jakże słusznie – pogratulował mu tylko udanej kampanii. A gdy Donald Trump zaczynał swą batalię sądową, szef gabinetu Dudy, Krzysztof Szczerski, ocenił – też jakże słusznie – że zaczyna się oto „druga tura” amerykańskich wyborów. Z równie słuszną prawniczą ścisłością precyzował sytuację sekretarz stanu Andrzej Dera: „Na tym etapie za wcześnie jest mówić o zwycięstwie. (…) Nie ma jeszcze oficjalnych wyników”. Co zatem się stało, że obecne wyniki uznano za oficjalne?

Przecież takich wyników wciąż brak! Wprawdzie Kolegium Elektorów oddało głosy, ale na czyją korzyść one były – tego nie stwierdzono. Czekamy na „trzecią turę”: na moment, gdy głosy elektorskie zostaną zliczone przez Kongres. A to stanie się 6 stycznia. Tego też dnia Kongres głosy te zatwierdzi… albo i nie zatwierdzi. Czy dr Duda chce wpływać na decyzję Kongresu?

Gdy jednak pytam, co się stało, że Duda pośpieszył z gratulacjami, odpowiedź nasuwa się sama: spowodował to niedawny szczyt Unii Europejskiej. PiS uległo dyktatowi Berlina, Polska straciła suwerenność. Jak głęboko ta suwerenność została sponiewierana, okazało się natychmiast – po dyktacie Berlina przyszedł dyktat Moskwy. Dopiero bowiem gdy gratulacje Bidenowi złożył Władimir Putin, Duda uznał, że już wolno: swoje gratulacje ogłosił 22 minuty później. Owszem, zademonstrował przy okazji trwające wciąż swe światowe znaczenie. Wszak dopiero po Dudzie wysłał gratulacje Jair Bolsonaro, prezydent Brazylii. On również nie był pewien wygranej Bidena, a jako urodzony demokrata chciał mieć w tej sprawie jasność. Polska, nawet bez suwerenności, to dla Brazylii latarnia morska.

Ale, tak czy inaczej, wszyscy gratulowali przedwcześnie! Zarówno listopadowe wybory, jak i grudniowe głosowanie elektorów – wszystko to są tylko fakty medialne. A takie fakty my w Polsce dobrze znamy. Dopiero co, latem tego roku, media będące własnością koncernu niemieckiego próbowały oddziałać na nasz wynik wyborczy. Jakże słusznie dr Duda wykazał wtedy czujność, jakże słusznym płonął oburzeniem. „Niemcy chcą nam wybierać prezydenta? To jest podłość!” – tak krzyczał. Toteż jeżeli wtedy udało się oddalić niebezpieczeństwo, czemu dziś ulegamy podszeptom mediów w USA?

Winna oczywiście jest Unia i zgniły kompromis z nią zawarty. Ale Polacy są dumnym narodem. Tak jak nie mogą znieść wtrącania się Unii, tak też się nie zgadzają, by Biden porównywał nas do Białorusinów. I nie tolerują twierdzenia, że nie ma w Polsce demokracji. No a wdzięczność? Słyszy się opinie o „niewdzięcznych Polakach”, a cóż się dziwić, skoro niewdzięczność okazał sam Duda. Przecież swymi niewczesnymi gratulacjami zdradził Trumpa! Czyżby zapomniał, ile mu zawdzięcza? Nie widział, że on wciąż walczy? Trump przecież także czeka na 6 stycznia.

Naturalnie po tym dniu nie trzeba się spodziewać zbyt wiele. Głosowanie Kolegium Elektorów zapowiadało się fascynująco, tymczasem nic w nim fascynującego nie było. A głosowanie w Kongresie? Owszem, budzi nadzieję. Przewodniczyć będzie wiceprezydent Mike Pence – to on ogłosi zliczenie i zatwierdzenie wyniku wyborów. Czy można sobie wyobrazić, by urzędujący wiceprezydent, zastępca Trumpa, ogłosił inny wynik niż kontynuacja kadencji jego szefa? Sekretarz stanu Mike Pompeo dawno już zapowiedział: nastąpi płynne przejście od pierwszej do drugiej kadencji Trumpa. Gdyby więc tak się stało (a tak się stanie! na pewno!), to co zrobi Duda ze swymi pośpiesznymi gratulacjami?

A gdyby jednak stało się odwrotnie? Gdyby wiceprezydent zdradził swego prezydenta? Tego, niestety, nie da się całkiem wykluczyć – demokracja amerykańska jest wciąż taka młodziutka! Ale nawet wtedy pozostałyby jeszcze dwa tygodnie. A w tym czasie wiele może się zdarzyć. Nawet na samej końcówce. No bo jeżeli 20 stycznia Trump nie opuści jednak Białego Domu? Jeżeli, w obliczu tylu wyborczych oszustw, przeniesie swą prezydenturę na wychodźstwo? Bo że wyjedzie z niewdzięcznej ojczyzny – to zapowiedział już dawno.

Dojrzały polityk (a kimże jest Duda, jak nie dojrzałym, wytrawnym i samodzielnym politykiem) dobrze wie, że nigdy nie trzeba się śpieszyć. Nie wolno ulegać opinii świata, nie wolno być miękiszonem, gorliwcem. Pas de zèle! (bez gorliwości!) – mawiał Charles Talleyrand. Po co więc była gorliwość 15 grudnia?

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 1/2021

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy