Ucieczka w serce

Kuchnia polska

Ludzie mówią takim językiem, jakim myślą. A myślą coraz gorzej.
Właśnie ukazał się „Nowy słownik gwary uczniowskiej” opracowany przez zespół badaczy, którzy ponoć ankietowali 30 tys. uczniów. Odkrycia dokonane dzięki temu wysiłkowi są jednak dość mierne. Uczniowie posługują się gwarą, będącą mieszaniną klisz podsuwanych przez kulturę masową (np.” harry potter” jako dyrektor szkoły czy „matriksy” jako okulary), bieżącą politykę i propagandę (np. „ben laden” również jako dyrektor, a „wiesław” jako człowiek źle ubrany) oraz grypserę więzienno-kryminalną. Do tego dochodzi zwyczajny banał, jak „pogrzeb”, czyli praca klasowa, albo „dzień zagłady” jako wywiadówka. Nowe w obecnej gwarze uczniowskiej w porównaniu z dawniejszą są zwroty dotyczące zażywania narkotyków, których dawniej w szkołach nie było, a także seksu oralnego, o którym uczniowie wiedzieli co nieco, ale raczej nic. Czasami pojawia się blady odblask humoru uczniowskiego, jak np.”nie mieć genów”, czyli być ogólnie zniechęconym, albo „robić trzodę”, czyli zachowywać się niestosownie.
W sumie jest to język uczniów zakładających nauczycielowi kosz od śmieci na głowę i filmujących to kamerą wideo. A więc słownik tego języka nie przynosi niczego, o czym nie byłoby już wiadomo.
Czas pokaże, co wyrośnie z obecnych uczniów. Zatrzymajmy się natomiast przy słowniku ludzi dorosłych, także zresztą ilustrującym procesy, których można się domyślać. Tak więc z pewnym zdziwieniem przeczytałem tytuł „Nie polskie, nie srolskie, tylko człowiecze” zamieszczony na okładce „Dużego formatu”, tygodniowego dodatku do „Gazety Wyborczej”. Zaskoczenie moje było tym większe, że właśnie niedawno jeden z redaktorów tej gazety dziwował się nad wyrazem „zblatowany” użytym w tytule jednego z artykułów w „Trybunie”, twierdząc słusznie, że wyraz ten pochodzi z gwary przestępczej.
A skąd pochodzi wyraz „srolskie”?
Nie jestem zwolennikiem puryzmu językowego i bardzo już dawno, z okazji jakiegoś kongresu języka polskiego napisałem, że wszelkie dbanie o czystość języka jest pracą syzyfową, ponieważ ludzie mówią tak, jak myślą, i trzeba dbać o myślenie, a nie o język, w którym, co gorsza, wyrazy zmieniają z czasem swoje konotacje i na przykład wyraz „kobieta” był kiedyś zwrotem obscenicznym, a wyraz „dupa” oznaczał po prostu wszelką dziurę.
Tytułem „polskie-srolskie” „Duży format” zachęca do przeczytania obszernego wywiadu z panem Krzysztofem Majchrzakiem, aktorem, słusznie nagrodzonym za odegranie głównej roli w filmie „Pornografia”. Powiem nawet więcej: pan Majchrzak jest aktorem wybitnym i ta jedna rola oraz jedna nagroda nie oddają znakomitości jego warsztatu aktorskiego. Ma on kolosalną siłę ekspresji, a jego skupiony, ciemny styl gry przykuwa uwagę. Staramy się przeniknąć coś, co aktor ten chowa w środku, i mamy pewność, że nie jest to pustka.
Pewność tę utrwala wywiad w „Dużym formacie”, co jednak nie znaczy, że należy koniecznie zgadzać się z wnętrzem, czyli sposobem myślenia pana Majchrzaka.
W największym skrócie ów sposób myślenia sprowadza się do tego, że tytułem do przemawiania do innych ludzi, czyli widzów, jest serce. „Mniej serca, więcej serca, ale zawsze choćby śladowy pierwiastek serca. I to jest legitymacja do mówienia do ludzi”.
Brzmi to oczywiście szlachetnie, jednakże serce rozrasta się w myśleniu pana Majchrzaka tak potężnie, że eliminuje stopniowo wszystko inne. Obrzydzeniem napawają go więc patriotyczne i mesjanistyczne konstrukcje myślowe romantyzmu, nie obchodzi go „polskie-srolskie,” którym przepojony jest romantyzm i tradycja romantyczna, obchodzi go natomiast „człowiecze”.
Można się z tym w ostateczności zgodzić. Bieda z tym jednak, że owo „człowiecze” nie oznacza bynajmniej tolerancji czy zrozumienia dla wszelkich przejawów ludzkiego działania, lecz ma tylko jedną, niezbyt określoną postać. A więc na przykład „zabieram typom o duchowości Koterskiego (autora m.in. filmu „Dzień świra” – KTT) prawa mówienia do ludzi”, mówi pan Majchrzak, a to dlatego, że Koterski – nie w tym jednym filmie zresztą – stara się patrzeć na „człowiecze” zimnym i satyrycznym okiem, dając portret targających nami nerwic, frustracji, śmieszności i urojeń, całkowicie i z pewnością człowieczych.
Walcząc z romantyzmem, autor wywiadu odrzuca skomplikowane i zawiłe konstrukcje myślowe, których zgłębianiu pani Janion na przykład poświęciła całe niemal życie, walcząc zaś z Koterskim, potępia – za brak „serca” oczywiście – całą niemal tradycję prześmiewczą, chłodną, racjonalną, od Woltera pewnie, Diderota, Gogola i wielu innych, lepszych i gorszych. Obejmującą zresztą także Gombrowicza, który stworzył postać zagraną przez pana Majchrzaka tak świetnie.
Po co o tym wszystkim piszę? Ponieważ pan Majchrzak wcale nie jest odosobniony w sposobie myślenia. Przeciwnie, od dłuższego już czasu w naszym i nie tylko naszym życiu umysłowym i artystycznym krzewi się pogląd, że wszelkie próby racjonalizowania świata albo też poszukiwania wobec niego chłodnego dystansu, co na jedno wychodzi, są jałową grą mędrków, oświeceniową starocią niegodną współczesności albo co gorsza, „ugryzieniem Heglowskim”, kompletnie bezsilnym wobec chaosu świata i ludzkiej natury, z sercem włącznie. Niekiedy nazywa się to postmodernizmem, który w wydaniu popularnym jako narzędzia swoich egzorcyzmów używa także zwrotów spierdalaj, srolstwo, gnojek oraz wszelkich jobów, obficie rozsianych w cytowanym wywiadzie.
Nie obrażam się o to. Ludzie mówią tak, jak myślą. Słownictwo przydaje im poczucia siły i pewności, eliminuje dyskusję, likwiduje kontrargumenty. A także skrywa we wnętrzu krzepkich epitetów to, co nie daje się opowiedzieć językiem racjonalnym. „Bo tu chodzi o miłość. Artysta bez miłości nie ma prawa przemawiać do ludności miejscowej ani zagranicznej”, mówi Majchrzak.
Gdyby jednak porozmawiać o tym na serio, to tym, co nam doskwiera naprawdę, nie wydaje mi się niedosyt miłości, lecz niedosyt sensu. Świat staje się nieporównanie trudniejszy, niż był dotychczas, złożony z większej ilości czynników, szybszy, bardziej zwichrzony. Ucieczka w serce jest jednak ucieczką najłatwiejszą, bo całkowicie nieokreśloną, tak jak akceptacja chaosu jako reguły świata nie uśmierza samego chaosu, lecz go potęguje. Porządkować go może jedynie myśl racjonalna. A więc produkt silnie deficytowy nie tylko w wywiadach, ale także w życiu społecznym, w polityce, a obawiam się, że także w badaniach naukowych nad obecną kondycją naszego społeczeństwa.
Przysłuchiwałem się temu niedawno w Pałacu Prezydenckim. Ale to już temat na inne opowiadanie.

 

Wydanie: 46/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy