TVP jak tabloid

TVP jak tabloid

Do listy zawodów, na które człowiek musi mieć baczenie, doszli lekarze. Do tej pory trudno było do nich się dostać, a od przypadku dr. Dariusza Zadrożnego trudno się z nimi rozstać. Nawet po śmierci. Bo nie wiadomo, co i komu opowiedzą o naszych chorobach. Za sprawą lekarza, który zajmował się aktorką Anną Przybylską, dowiedzieliśmy się o sprawach, które powinny zostać w pamięci najbliższych. Wiem, że zachowanie lekarza z Gdańska jest, jak dotąd, wybrykiem, który najostrzej krytykują sami lekarze. Nic jednak nie usprawiedliwia tego, co plótł do mediów. No właśnie – media. Lekarz nie mówił przecież do siebie, tylko odpowiadał na pytania dziennikarza. Takiego, który koniecznie sam chciał zaistnieć i mieć newsa. No i dostał. O wyciu z bólu pacjentki. Jeśli robi to tabloid, który najpierw nabijał sobie sprzedaż, nasyłając na Przybylską i jej dzieci paparazzich, a teraz dzień w dzień opłakuje ją rzewnymi łzami, to diagnoza jest oczywista. Szmal nade wszystko. I to się nie zmieni, bo ten produkt ma konkretnego właściciela, który patrzy wyłącznie na słupki wpływów. Zespół redakcyjny ma więc jeden cel – zarobić dla właściciela jak najwięcej kasy. A jeśli nie potrafi? A jeśli ma wątpliwości, choćby etyczne? To parę złotych odprawy i fru. Na miejsce zwolnionych przyjdą jeszcze bardziej bezwzględni. Media, i to na całym świecie, nie potrafią sobie z tym tabloidowym potworkiem poradzić.
Ale tylko u nas możliwe jest to, że na tak niskim poziomie działa telewizja publiczna. Ta, dla której o abonament, czyli bezpieczeństwo finansowe niezbędne do robienia dobrych, porządnych programów, walczymy na tych łamach od lat. Równie konsekwentnie, co bez skutku.
Niestety, TVP daje coraz mniej powodów, by walczyć o jej interesy. Jeśli Piotr Kraśko, jeden z zarządzających TVP, może w prowadzonym przez siebie programie wyciskać z lekarza Przybylskiej intymne szczegóły, to dowodzi, że kompletnie pomylił miejsca pracy. Takiej telewizji, jaką mamy dziś, nie wolno dawać pieniędzy podatnika. Bo jest publiczna tylko z nazwy. Przykro o tym ciągle pisać, a jeszcze bardziej przykro patrzeć na to, co kolejna partia zrobiła z TVP. Wyeksportowanie kilkuset pracowników do firmy zewnętrznej jest niechlubnym rekordem i w Unii Europejskiej przypadkiem kuriozalnym. Kraśko, wyduszający z wyraźnie podenerwowanego i nienawykłego do wywiadów lekarza szczegóły opieki medycznej, jest dokładnie taki jak tabloidowe hieny. A jeśli czymś się od nich różni, to tylko tym, że ma drogi garnitur i wszystko inne dobrane przez stylistów. Aktorzy czasem potrzebują suflerów – może kierownictwo TVP potrzebuje kogoś, kto mówiłby, co jest nieprzyzwoite? Oczywiście przed emisją.

Wydanie: 43/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy