Podłość

Podłość

Każdy, kto nie docenia bohaterstwa Prezydenta, który osobą własną rozpoznawał rozmieszczenie posterunków osetyjskich i rosyjskich wzdłuż linii rozejmowej w Gruzji, został zaliczony do prorosyjskiego lobby.
Marszałek Bronisław Komorowski, który gruziński wygłup skwitował słynnym bon motem „jaka wizyta, taki zamach”, naraził się na gniew tak wielki, że klub PiS złożył wniosek o odwołanie marszałka. Wniosek nie miał żadnych szans powodzenia, ale dał szansę na awanturę sejmową, w której Jarosław Kaczyński mógł żółcią oblać nie tylko marszałka Sejmu, zarzucając mu udział w prorosyjskim lobby (to standard, trzy czwarte Polaków, zdaje się, PiS do niego zaliczyło), ale nadto powiązania z tym lobby, a kto wie, czy nie z samą Rosją, za niejasnym pośrednictwem nieistniejących już WSI.
Ale marszałek Komorowski i tak nie był głównym obiektem ataku nienawiści, choć w tym punkcie obrad Sejmu miał być głównym bohaterem. Został nim wicemarszałek Niesiołowski.
Jarosław Kaczyński zarzucił mu, że w procesie Ruchu, w latach 70., w którym został skazany na siedem lat więzienia, przyznał się do winy i składał wyjaśnienia… Obiecał przy nadarzającej się okazji poczytać w Sejmie książkę, którą na temat Ruchu wydał IPN, zapewniając, że Niesiołowski będzie się musiał wtedy czerwienić ze wstydu.
Ten wątek Jarosław Kaczyński rozwijał jeszcze później w mediach, twierdząc, że w przeciwieństwie do Niesiołowskiego, w czasie okupacji nawet 13-letnie dziewczynki nie załamywały się w czasie tortur na gestapo.
To już naprawdę podłość i wyjątkowa bezczelność. Człowiek, który jak Jarosław Kaczyński o wprowadzeniu stanu wojennego dowiedział się po sumie, gdy zrozumiał wreszcie zagadkowe początkowo dla niego kazanie księdza, ma czelność wypominać postawę w procesie dwudziestokilkuletniemu wówczas Niesiołowskiemu, któremu mogła wtedy za próbę dywersji (udział w przygotowaniu podpalenia muzeum Lenina w Poroninie) grozić nawet kara śmierci, który po wyjściu z więzienia nie zaniechał działalności opozycyjnej, który został internowany w stanie wojennym!
Kto ma moralne prawo oceniać zeznania i postawę w procesie członków Rządu Narodowego w 1864 r.? Kto ma moralne prawo oceniać zachowania wileńskich akowców aresztowanych przez NKWD w 1944 r.?
Zaryzykuję twierdzenie, że najbardziej niebezpieczni dla ludzkości są ci, którzy są przekonani, że mają stuprocentową rację, że są „złożeni z samego dobra”, ci, którzy są przekonani, że Pan Bóg jest członkiem ich partii. Największe zbrodnie w dziejach ludzkości były dziełem fanatyków przekonanych, że mają rację absolutną. Strzeżcie się takich!
Nasze życie polityczne pełne jest chamstwa. Poziom debaty publicznej stoczył się niemal na poziom rynsztoka. Wydawałoby się, że do wszystkiego już przywykliśmy. Otóż wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie przekroczyło wszystko to, do czego zdawaliśmy się już z rezygnacją przyzwyczajać. Padł niechlubny rekord. Głupoty, podłości i chamstwa.
Platforma, której brak odwagi, energii, a może też przez fakt, że ma w swoich szeregach ludzi w gruncie rzeczy ideologicznie bliskich PiS, nie jest w stanie rozliczyć dwóch lat rządów Prawa i Sprawiedliwości. Komisje śledcze, zwłaszcza ta „od nacisków” zajmująca się głównie sobą, tego za Platformę nie zrobią. A Platforma po prostu nie ma odwagi nie tylko zrobić porządek w prokuraturze czy służbach, ale nawet przeciwstawić się obłędnej ideologii nazywanej myląco „polityką historyczną”. Nie ma siły położyć kresu dzieleniu społeczeństwa i wykańczaniu przeciwników politycznych za pomocą centralnej składnicy haków prawdziwych, domniemanych i urojonych, jaką jest IPN z całą armią zideologizowanych pseudohistoryków.
Na szczęście w III Rzeczypospolitej udało się na trwałe zbudować filary demokracji, wśród nich niezawisłe sądownictwo. le zorganizowane, czasem o nie najwyższym poziomie orzekania, ale przecież niezawisłe! Nie udało się PiS zawładnąć sądami, choć się starało, a nawet tu i ówdzie miało i na tym polu sukcesy.
Teraz te sądy wymierzają sprawiedliwość. Nierychliwie, ale zawsze.
Były minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie, niejaki Zbigniew Ziobro, musi przeprosić (w telewizji, a to trochę kosztuje) dr. Garlickiego za publicznie wypowiedziane słowa, że „nikt już przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”.
Ziobro jest zdumiony orzeczeniem sądu. Jego kamraci są oburzeni. Świadczy to tylko o tym, że nie rozumieją elementarnych reguł państwa prawa, że sprawując rządy, PiS było przekonane, że wygrało Polskę i będzie rządziło do końca świata, a zwycięzcom wszystko wolno, bo nie ma ich kto rozliczyć. Nie wolno.
Kolejna przykrość. W cieniu bezsensownej ekshumacji gen. Sikorskiego dokonała się inna, bardziej doniosła w skutkach swoista ekshumacja… Nie generała. Zdaje się kapitana. W dodatku kapitana SB, niejakiego Graczyka, który wedle ścisłych ustaleń uczonych z IPN nie żył od dość dawna. Ekshumowany z IPN-owskiej niepamięci oficer, esbek, który miał rzekomo zwerbować do współpracy Lecha Wałęsę, oświadczył publicznie i pod przysięgą, że po pierwsze żyje (w co IPN wciąż zdaje się wątpić), po drugie, że nigdy nie werbował, a więc tym bardziej nie zwerbował Lecha Wałęsy (w co IPN uwierzyć nie jest w stanie).
Tymczasem na jubileusz 25-lecia pokojowej Nagrody Nobla zjechali się do Lecha Wałęsy liczni możni tego świata, mając w nosie to, co wybadali niejaki Cenckiewicz z Gontarczykiem, a co powagą (?) swego naukowego autorytetu przypieczętował sam prezes Kurtyka (dający słowo honoru, że książka wspomnianych młodzieńców jest monografią naukową!).
Lech Wałęsa może mieć głęboko w d… cały IPN i jego pseudonaukowe i pseudośledcze ustalenia. I zdaje się ma. Może, w świetle oświadczeń Graczyka, wytoczyć IPN proces o naruszenie dóbr osobistych, zabronić kolportowania oszczerczej książki. Zapewne tego nie zrobi, bo może ich mieć we wspomnianym wyżej miejscu. Ale co ma zrobić przeciętny Kowalski, który znajdzie się na miejscu Wałęsy? Gdy podniosłem ten problem w poważnym gronie, usłyszałem: „przecież IPN nie będzie się zajmował byle Kowalskim”. Pewnie tak, chyba że Kowalski będzie na tyle bezczelny, że narazi się czymś PiS.
Platforma zapowiedziała, że po Nowym Roku zmieni ustawę o IPN. Nie bardzo w to wierzę, ale trzymam za słowo. Dość podłości. W Sejmie i w publicznym dyskursie.

Wydanie: 51/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy