Przypadki proroków

WIECZORY Z PATARAFKĄ

Książka Johna Hogue’a “Ostatni papież” została napisana w pierwszych miesiącach 1998 roku. Wedle niej, Jan Paweł II umarł podczas sierpniowego zaćmienia słońca w 1999 r. – a jest to termin najdalszy. W tej chwili mamy już Jana Pawła III, jesteśmy w trzecim roku trzeciej wojny światowej, wywołanej przez sojusz Chińczyków z Arabami, Arafat także nie żyje, a całkowity koniec świata nastąpi za jakieś dziesięć lat. Tak wynika z proroctwa świętego Malachiasza wspartego Nostradamusem. Co prawda, wedle Nostradamusa, już jest po wszystkim, a w “Nieznanym świecie” astrolog, Leszek Weres, zawile tłumaczy, dlaczego właściwie na złość prorokom świat istnieje dalej.
Hogue nie jest półgłówkiem ani fanatykiem. Jego książka zawiera informacje o samym Malachiaszu i przegląd wszystkich papieży pod kątem jego proroctwa. Hogue zresztą uważa, że jest to XVI-wieczny falsyfikat (sam Malachiasz żył w XII wieku), ale o bardzo wysokim procencie prognoz trafnych i prawdziwych. Cóż, jestem wprawdzie zwolennikiem New Age, ale o proroctwach mam zdanie jak najgorsze. Wprawdzie współczesne badania dowiodły, że prekognicja istnieje naprawdę, ale odnosi się tylko do okruszyn czasu, a nie działa na skalę historyczną. Wszystkie znane nam prognozy są tak mętne, że można zazwyczaj podłożyć pod nie, co sobie tylko kto będzie życzył. Malachiasz, Nostradamus, Joachim de Fiore, Cayce, kod piramid czy kod Biblii, żeby nie wspomnieć o jeszcze dostojniejszych postaciach i dogmatach, dają się zastosować do tego, co minęło, całkiem dobrze i na wiele sposobów, ale w stosunku do przyszłości są bezsilne. Rok 2000 skompromitował proroków doszczętnie. Sam Hogue spróbował niedalekiej predykcji i także się skompromitował. Mimo to jego książka wcale nie jest głupia, bo na samym końcu autor proponuje zupełnie inną, o wiele głębszą wykładnię.
Autor jest, czy raczej był, katolikiem, ale jego książka jest nie bardzo życzliwa chrześcijaństwu, a nade wszystko Kościołowi katolickiemu. Wiadomo zresztą, że chrześcijaństwo zapożyczyło się u wielu kultów, co w moich oczach nie jest niczym ujemnym, ale normalnie bywa pilnie strzeżoną tajemnicą. Nawet słowa “jeśli nie będziecie spożywać ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Jego krwi, nie będziecie żyli. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne”, nie są Jezusowe, ale odnoszą się do Mitry, boga słońca, o wiele starszego od chrześcijaństwa. No i co z tego? Byłoby to pewnie gromem dla fundamentalisty, ale ja nim nie jestem.
Nie jest naturalnie i Hogue. Wielkie ideały i wartości są wspólne dla wszystkich ludzi, niezależnie od konkretnego wyznania. Hogue też serio nie wierzy w koniec świata, ale w koniec fundamentalistycznych religii z katolicyzmem na pierwszym miejscu. Ponieważ mniej więcej jednak wierzy w możliwość predykcji, więc przyznaje, że być może Jan Paweł II jest już trzecim od końca Watykanu papieżem. Według świętego Malachiasza ma być już tylko dwóch: przedostatni “De Gloria Olivae” i ostatni – “Petrus Romanus”. No i zaczyna spekulować, kto by to miał być, ale o wartości tych spekulacji pisałem już na początku felietonu.
Autor wierzy także w astrologię i nadchodzącą erę Wodnika uważa, w duchu Joachima de Fiore, za epokę wolności i prawdziwego, nie krępowanego żadnymi religiami dochodzenia do Boga. Brzmi to wszystko bardzo pięknie, a czytelnicy moich książek wiedzą, że ja także jestem pod tym względem optymistą. Z jednym wszakże do tego wszystkiego zastrzeżeniem. A mianowicie człowiek jako “animal sociale” zawsze będzie poszukiwał towarzystwa innych ludzi, zawsze będzie się łączył w grupy, więc zawsze też będzie potrzebował jakiegoś łącznika, kultu, który wszystkich członków grupy obejmie i połączy. Więc i jakaś religia czy ideologia musi się pojawić, nie ta, to inna, z obszernym polem do fałszów i nadużyć. Choćbyśmy się mieli sami oszukiwać, podobnie jak i śmiać z siebie samych. Gogol i Fredro mogą zaświadczyć. I wcale nie jestem pewien, czy to naprawdę źle.

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy