Precz z Jałtą!

Precz z Jałtą!

W swojej dyplomacji prezydent Aleksander Kwaśniewski za bardzo liczy na dobry skutek poklepywania po plecach. Opozycji – a nie ma już w Polsce niczego prócz opozycji – nie da się poklepać po plecach. Do 8 maja będzie ona wszystkimi swoimi telewizjami i gazetami wywierać presję na prezydenta aby – jeśli już pojedzie do Moskwy na wielkie święto zwycięzców drugiej wojny światowej – wyrządził gospodarzom jakiś afront.
Uchodzący za umiarkowanego przewodniczący Platformy Obywatelskiej, też umiarkowanej, Donald Tusk twierdzi, że obecność polskiego prezydenta na tych uroczystościach byłaby „wysoce niestosowna”. Drugi umiarkowany działacz tejże partii, poseł Komorowski, mówi, że byłaby to „wizyta dużego ryzyka”. Chciałby on „namówić prezydenta do zdecydowanej demonstracji niezgody na planowaną przez Rosjan manipulację historią. Rolą prezydenta Polski jest przypomnienie o stalinowskich zbrodniach, pakcie Ribbentrop-Mołotow. Mogłoby to być oświadczenie czy konferencja prasowa” („Gazeta Wyborcza”, 15 lutego). To są słowa umiarkowanych przedstawicieli umiarkowanej partii, a są jeszcze nieumiarkowane. Mieszkaniec tego kraju, słysząc takie wypowiedzi, niech się nie wstydzi uczucia strachu. Naprawdę jest się czego bać. Polska przechodzi stopniowo pod władzę politycznych ignorantów, ludzi niemających poczucia rzeczywistości, nieuznających form, w jakich przebiegają normalne stosunki między narodami w czasach pokoju, zasklepionych w mitach wyniesionych z dawnych czasów, szukających zwady tak samo za granicą, jak i w kraju.
Żeby stworzyć pozór, iż Polska nie będzie osamotniona, odmawiając udziału w uroczystościach 60. rocznicy zwycięstwa w jednej z największych wojen świata, powołują się na Litwę, Łotwę i Estonię. Na Litwie panuje taka sama paranoja jak w Polsce; im się tam wydaje, że żyją w czasach Giedymina i mogą stawiać Moskwie warunki, ale nie o to chodzi. W czasie wojny przyjąć paszport litewski znaczyło mniej więcej tyle, co zapisać się do folksdojczów. (Czesława Miłosza od czasu do czasu nękano, że taki paszport przyjął, co nie było prawdą). Litwini i w ogóle Bałtowie nie byli przez Niemców przeznaczeni do wyniszczenia jak Polacy i inni Słowianie. Radziecki terror w czasach stalinowskich był tam, o ile wiem, gorszy niż okupacja niemiecka. Dokładnie rozpatrując sytuację, obecność przedstawicieli tych państw na uroczystościach w Moskwie nie ma dostatecznego uzasadnienia i Rosjanie wyświadczają im łaskę, zapraszając. Polsce natomiast należy się tam honorowe miejsce. Nie dlatego, że ponieśliśmy w czasie wojny olbrzymie straty, bo to żaden tytuł do chwały być bitym, ale dlatego, że zadaliśmy hitlerowskim Niemcom straty na miarę naszych możliwości.
Gdy w zeszłym roku prezydent Putin wyraził się gdzieś, że „razem zwyciężyliśmy” w wojnie, w Polsce podniosły się protesty przeciwko „manipulacji historią”. Reakcja tak absurdalna, że nikt, kogo pytałem, nie potrafił mi jej objaśnić. Teraz Rosjanie wystawiają pomnik na cześć wspólnego zwycięstwa koalicji Rosji, Ameryki, Anglii i Francji. Wśród figur żołnierzy tych krajów nie będzie figury Polaka. I znowu źle! Znowu oburzenie albo dąsy. Rosjanie, choćby na uszach stawali, w gust Polaków nigdy nie utrafią.
Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych wytknęło Polakom, że popełniają wielki „grzech”, narzekając na Jałtę. Ludzie mający obycie polityczne przechodzą nad takimi oświadczeniami do porządku, zaś refleksyjni zastanawiają się, czy w tym nie ma jakiejś racji. Tymczasem Polska znowu bezmyślnie trzęsie się z oburzenia. Nie można liczyć nawet na kindersztubę ambasadora w Moskwie. Uznał za wskazane dywagować w mediach nad rzekomo teologicznym słowem „grzech”. W dzisiejszej gazecie czytam, że marszałek Sejmu, który od jakiegoś czasu sam nie wie, czego chce i do jakiej partii należy, zapowiedział zwołanie komisji spraw zagranicznych w sprawie grzechu. Jak mówi Jurek Owsiak: będzie się działo!
Nie zauważyłem, żeby wielu ludzi w Polsce czy choćby wielu historyków interesowało się konferencją jałtańską jako realnym faktem. Gniewy wybuchają, gdy ktoś z kraju, a zwłaszcza z zagranicy kwestionuje sens jaki w Polsce ma „Jałta” jako symbol. Symbolizuje ona mianowicie zdradzenie nas przez sojuszników zachodnich, oddanie nas we władanie Sowietom, zaprowadzenie komunizmu zamiast demokracji, oddzielenie nas żelazną kurtyną od Zachodu i odebranie nam ziem za Bugiem.
Trzeba zejść na poziom najbardziej banalnych banałów. Głównym tematem konferencji był podział Niemiec po wojnie. Prezydent Stanów Zjednoczonych i premier Wielkiej Brytanii nie musieli oddawać nas w radziecką strefę wpływów, ponieważ cała Polska była już zajęta przez Armię Czerwoną i niemal cały świat się radował, że posuwa się ona dalej w stronę Berlina. Obecność paromilionowej armii jakiegoś państwa to dużo więcej niż przyznanie temu państwu wpływów na zajętym terytorium. Jakich sił trzeba było, aby tę armię z Polski usunąć! Nie było takich sił na świecie. Tylko politycy takiego autoramentu jak ci, co teraz miotają się po polskiej „scenie politycznej”, spodziewali się trzeciej wojny światowej. Rooseveltowi zarzuca się naiwność, ponieważ rzekomo uwierzył w zapewnienia Stalina, że w Polsce będzie rząd demokratyczny. Dlaczego Roosevelt nie był naiwny, gdy chodziło o interesy amerykańskie? Demokracja w Polsce nic go nie obchodziła. Dlaczego miałaby go obchodzić? Chcąc postawić na właściwym miejscu w hierarchii ważności sprawę demokracji, posłużę się dla skrócenia wywodu taką oto parabolą. Wyobraźmy sobie, że w czasie wojny Polska ma króla wielkiego rozumem, mądrego, przewidującego, jednym słowem takiego, o jakim marzyły pokolenia Polaków. On bierze udział w konferencji jałtańskiej. Czy myślicie, że by się troszczył o rzecz tak trzeciorzędną jak demokracja? On by się twardo domagał korzystnego terytorium, dobrych granic, warunków wewnętrznej stabilności. I to, czego by się domagał ów mądry król, zostało w Jałcie Polsce dane. Ustrój raz jest taki, drugi raz owaki, tylko Amerykanie północni mogą uważać demokrację liberalną za ustrój jedynie słuszny, naturalny i wieczny, my w Europie wiemy, że po feudalizmie może przyjść kapitalizm, po nim komunizm, po komunizmie znowu kapitalizm, monarchia absolutna może być zastąpiona konstytucyjną, ta republiką demokratyczną albo dyktaturą i wszystkie te przemiany mogą mieć głębokie przyczyny, albo wynikać z nudy, ale zawsze niezależnie od formy rządu narody dbają przede wszystkim o terytorium i granice.
Polska klasa polityczna z taką zaciekłością krytykuje postanowienia Jałtańskie, jakby one ciągle w czymś Polsce przeszkadzały. Jeżeli przeszkadzają, to zmieńmy je – jesteśmy członkiem NATO, Unii Europejskiej, supermocarstwo jest naszym protektorem. Proszę bardzo, unieważniajcie z Jałty to, co jeszcze jest do unieważnienia. Ja będę stał z boku i się śmiał, choć śmiać się z wariatów nie wypada.

Wydanie: 8/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy