Na karuzeli dni

Na karuzeli dni

Piątek. Budzę się, żal mi snu, wstaję, ciągnę swoje ciało do łazienki, prysznic, wycieram się ręcznikiem, zakładanie skarpetek, to już nie takie proste, kawa, idę do komputera. I po chwili znowu piątek. Budzę się, żal mi snu, wstaję, ciągnę swoje ciało do łazienki, prysznic, wycieram się ręcznikiem, zakładanie skarpetek, to już nie takie proste, kawa, idę do komputera. Znowu piątek. Budzę się… Przyśpieszenie piątków narastało z miesiąca na miesiąc, potem z dnia na dzień. Na początku byłem pewien, że to złudzenie, które tylko mnie dręczy. Ale okazało się, że znajomi i nieznajomi czują to samo, nawet mój kioskarz, pani Jola w sklepie warzywnym, nasz listonosz, wszyscy mówią, że coś zdumiewającego dzieje się z czasem. Mawia się, że w pewnym wieku czas przyśpiesza, ale przecież narzekają na to już i młodzi. Jeśli czas porównać do taśmy z bagażami na lotnisku, to teraz ta taśma oszalała i pędzi na złamanie karku. A na niej śmigają nasze bagaże. Jedną z przyczyn jest zapewne monotonia życia na kwarantannie.

Moja znajoma miała udar, nagle tajfun w głowie, chciała coś powiedzieć, nie mogła; przyjechało pogotowie, cały czas trzymała telefon w dłoni. W karetce zrobiła zdjęcie – ale nie sobie, wiedziała, że kiepsko wygląda, a jest estetką, więc wnętrza karetki – i wysłała znajomym na wieczną rzeczy pamiątkę. Takie czasy. Kiedyś umierający trzymali krzyż, a teraz komórkę, życiodajne źródło łączności ze światem, ostatnią deskę ratunku. I narzędzie dawania świadectwa. Telefony i ich numery po zmarłych zdają się żyć jeszcze po ich śmierci, uparcie i wytrwale. I niemoralne zdaje się wyrzucenie ich ze swojej komórki, to jakby uśmiercanie powtórne. Pielęgnuję jeszcze numer Ryszarda Kapuścińskiego.

Jedna ładna myśl Mii Farrow: „Życie polega na przegrywaniu i robieniu tego w najbardziej wdzięczny sposób, jak to tylko możliwe, i na cieszeniu się wszystkim tym, co wydarza się pomiędzy”. Czy autorka tak ładnej myśli, matka dużej gromadki dzieci, w większości adoptowanych ze świata nędzy, może kłamać w sprawie Woody’ego Allena i molestowania przez niego córki? On tak twierdzi. Teraz to jej zaczynam wierzyć.

Coraz więcej znajomych choruje na covid. Ja po pierwszym szczepieniu nie mam obaw, że zaraza mnie powali, nie miałem też przedtem. Każdy ma swoją odmienną geografię lęków. Pandemia ujawnia także nieprzebrane pokłady irracjonalnego myślenia ludzi. Nie tylko w Polsce. Kolega z Toronto opisuje mi, jakie to fantastyczne bzdury Kanadyjczycy wymyślają na temat zarazy. Najczęściej kwestionuje się jej istnienie, ma być światowy spisek w tej sprawie. Nie powinno mnie to tak dziwić, skoro uważam, że religie to największe i nieprzebrane zasoby irracjonalności i myślenia magicznego. Wierzący muszą mi wybaczyć. Nie mam, jak to się mawia łaskawie, łaski wiary. Pisałem już o tym, ale tak dawno, że mogę się powtórzyć. Kiedy zacząłem wątpić, miałem lat 12, gdy rodzice posłali mnie na prywatne lekcje religii do księdza poety Jana Twardowskiego – przyjaźnił się z moimi rodzicami. Tylko ja i ksiądz, przy kościele Wizytek, gdzie mieszkał; była wiosna, kwitnący ogród. Co to za przywilej! – ktoś powie. Męczyliśmy się jednak obaj strasznie, bo żądałem pewnych dowodów na istnienie Pana Boga. W czasie tych moich korepetycji religijnych mama spotkała przypadkiem księdza na ulicy: „Jak Tomek, jak radzi sobie na lekcjach?”. Ksiądz zadumał się i powiedział: „Wrażliwy, inteligentny chłopiec, ale muszę pani powiedzieć, że to wielki antytalent religijny”. I tak mi zostało do dzisiaj.

Nie krytykowałem kiedyś rządu za walkę z pandemią, widząc, że wiele państw bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie radzi sobie niewiele lepiej. Teraz radzimy sobie znacznie gorzej, co widać gołym okiem. Element autorytarny PiS też w tym, że jak każda taka władza nie przyznaje się do błędów. Za to chętnie trąbi o swoich wielkich sukcesach. Morawiecki trzykrotnie już ogłaszał zwycięstwo nad zarazą. Jeśli coś jest nie tak, to wina potęgi natury lub Tuska i opozycji. Teraz jednak wszystko zaczyna się sypać. Oczywiście polegający tylko na mediach rządowych tego się nie dowiedzą, chyba że sami wylądują w karetce, krążącej godzinami w poszukiwaniu szpitala, który przyjmie chorego. Daleko jesteśmy od miesięcy, kiedy Polacy, nawet przeciwnicy PiS, ufali ministrowi Szumowskiemu. Sam przez chwilę myślałem, że jest uczciwy i kompetentny, co za naiwność. Nic, co związane z PiS, nie może być zarazem uczciwe i kompetentne.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 15/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy