Poznaję cię, ziemio ojczysta…

Poznaję cię, ziemio ojczysta…

Opowiadano kiedyś taki dowcip. Kiedy w Rosji zaszły zmiany związane z pierestrojką, pewien emigrant rosyjski odważył się po latach odwiedzić ojczyznę. Prosto z lotniska pojechał taksówką na plac Czerwony. Spojrzał na Kreml, na kolorowe kopuły cerkwi, postawił walizy, wzruszony ukląkł między nimi, ucałował ziemię, szepcząc: „Całuję cię, ziemio ojczysta”. W tym czasie żuliki ukradły mu walizki, więc podnosząc się z klęczek i widząc brak bagażu, dodał tylko melancholijnie: „I poznaję!”.

Nie wyjechałem na długą emigrację, nie było mnie w kraju zaledwie trzy tygodnie. Nie oglądałem polskiej telewizji, nie czytałem gazet ani wiadomości z Polski w internecie. Krótko mówiąc, przez te trzy tygodnie żyłem w innej rzeczywistości. Wróciłem i od razu usłyszałem przedwyborczy jazgot polityków i dziennikarzy. Jazgot nienawiści, gowinowsko-terlikowskiej obłudy i zwykłej ludzkiej głupoty. Tak, na pewno jestem już w domu. Jedno, co może się zmieniło, to to, że wojna z Putinem i odbijanie Rosji Krymu jakoś przestały być zadaniami pierwszoplanowymi. Kryzys ukraiński stoczył się na plan dalszy. Główną sprawą, którą zajmują się politycy i media, a na której partie polityczne chcą zbić przedwyborczy kapitał, jest problem uchodźców.

W tej ogólnopolskiej dyskusji (o ile to można jeszcze nazwać dyskusją) niepokoją najbardziej dwie sprawy. Pierwsza to ujawnione przy tej okazji ksenofobia, brak tolerancji i elementarnej ludzkiej solidarności. Druga – w tym jazgocie zupełnie nie słychać głosu lewicy, która – jak sądziłem – genetycznie predestynowana jest do obrony słabszych. Mam zasadniczą wątpliwość: czy lewica nieupominająca się o słabych i wymagających pomocy jest jeszcze lewicą? Dziś tymi słabszymi są uchodźcy z Syrii i innych krajów regionu, ogarniętych wojną, prześladowaniami, okrucieństwami, jakich Europa, nie licząc Bałkanów, nie zaznała od końca II wojny światowej. Krajów, które w ostatnich latach zostały zdestabilizowane nie bez naszego udziału. Naszego, to znaczy państw Zachodu.

Wyłażą na wierzch najobrzydliwsze nasze narodowe cechy. Roztrząsanie, czy uchodźcy są naprawdę uchodźcami, czy może tylko emigrantami zarobkowymi, czy można ich przyjąć bez zagrożenia dla naszej chrześcijańskiej cywilizacji, jest bardziej głupie czy bardziej obrzydliwe? Sam nie wiem – bo obydwie te cechy tkwią w nim z całą pewnością. Nie mówię już o Wielkiej Emigracji w XIX w., ale weźmy choćby okres stanu wojennego, gdy w Polsce naprawdę nikomu nie groziło poderżnięcie gardła, gdy Zachód przyjmował tysiące naszych, nie roztrząsając wcale, czy są uchodźcami w rozumieniu prawa międzynarodowego, czy tylko emigrantami zarobkowymi. Przekonanie, że ryzyko utonięcia w wodach Morza Śródziemnego razem z małymi dziećmi jest podejmowane wyłącznie w celu zdobycia niemieckiego socjalu, a nie ratowania życia, jest dość osobliwym przeświadczeniem. Ale my to co innego, powiedzą zapewne „prawdziwi patrioci”, my jako emigranci i uciekinierzy z PRL nieśliśmy Zachodowi wyłącznie wartości chrześcijańskie, a nadto wrodzone nam cechy tolerancji i solidarności. Zapewne tak zresztą było, nieśliśmy tak skutecznie, że wynieśliśmy je z Polski, gdzie zostały dewocja i fanatyzm, a postaw chrześcijańskich, tolerancji czy solidarności coraz trudniej się dopatrzyć. O tym, jak przez wieki osiedlali się u nas Żydzi, Ormianie, Karaimi, muzułmańscy Tatarzy, już nawet nie wspominam, choć wszyscy oni wespół z Rusinami, Litwinami, a nawet Niemcami z Prus Królewskich współtworzyli to „duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska”. Dziś nasi ultrapatrioci boją się, że kilka tysięcy muzułmanów zdominuje kulturowo 38-milionowy naród. Coś mi się wydaje, że ci ultrapatrioci podświadomie nie wierzą w wielkość kultury i siłę swojego narodu. To im zacytuję już po raz drugi Jana Pawła II: „Nie lękajcie się!”. Dedykuję im też odpowiedni fragment Kazania na Górze (to z Ewangelii, przypomnę, gdyby mimo swojej dewocji zapomnieli, z czego to cytat): „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Sprawa druga to niezrozumienie przez polityków tego, że osłabianie Unii Europejskiej nie służy interesom Polski. Awanturowanie się z Unią o kwoty uchodźców, kontestowanie jej polityki osłabia Unię w momencie, w którym powinna być szczególnie solidarna. Demonstrowanie na forum UE narodowego egoizmu być może jest przydatne w kampanii wyborczej wewnątrz kraju i tu może być demagogicznie wykorzystane jako rzekoma demonstracja siły, samodzielności w polityce zagranicznej i stanowczości, jako przedkładanie narodowego interesu (dość swoiście i krótkowzrocznie pojętego) nad interes Unii. Faktycznie rozbija to solidarność Unii, jest zachętą dla innych, mniejszych państw, by postępowały podobnie. W efekcie osłabia to Unię, a przecież jej siła jest gwarantem naszego bezpieczeństwa, także cywilizacyjnego. Rozbijanie Unii od środka jest w istocie działaniem samobójczym. Ale jeśli jest podlane odpowiednim, demagogicznym sosem, gawiedzi może się spodobać. „Nie będzie nam tu Unia nic narzucać!”. Jednak politycy powinni być bardziej odpowiedzialni i odrobinę od gawiedzi mądrzejsi. Albo nie są, albo przedkładają interes partyjny i wynik wyborów ponad interes państwa. Jedno i drugie jest równie złe i prowadzi do tego samego. Szlag mnie trafia. Tak, już na pewno jestem w kraju.

Wydanie: 40/2015

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Komentarze

  1. Stanisław
    Stanisław 12 października, 2015, 18:53

    Jakże miło przeczytać artykuł pełen oczywistości o nas samych, gratuluję oglądu i jakże pięknie podanej analizy, a wszystko to jakby podsłuchując Norwida który stwierdził że Polak w Polaku to Gigant , a człowiek w Polaku to karzeł… Pozdrawiam serdecznie życząc zdrowia i energii w budzeniu i budowaniu świadomości karłów /np. Zawisza i inni/

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Stanisław N.
    Stanisław N. 13 października, 2015, 12:51

    Popieram ten sposób widzenia naszych zachowań. W czasie, gdy Pan wojażował pisałem o tym na moim blogu http://www.stanislawnoworyta.blog.bielsko.pl/. Pozdrawiam

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy