O klasie średniej

O klasie średniej

BEZ UPRZEDZEŃ 

Państwo, w którym istnieje liczna klasa średnia, znajduje się w lepszym położeniu niż inne, gdzie dominuje podział na biednych i bogatych. Jest to oczywistość, z której można wyciągnąć zupełnie opaczny wniosek. Przewodniczący Unii Wolności, Bronisław Geremek, doszedł do przekonania, że skoro klasa średnia jest tak bardzo pożądana, to należy ją stworzyć: “Rozwój warstwy średniej jest dobry dla całego kraju i powinien być narodowym celem i priorytetem”. Rozwijać coś, co się samo nie rozwija, niewątpliwie musi kosztować. Naród powinien więc poświęcić lub ograniczyć inne swoje dążenia i cele, jeżeli chce, aby klasa średnia mogła się szybciej rozwijać. Liberalne skrzydło obozu solidarnościowego od dawna taki pogląd głosi, przeważnie w publicystyce, ale również w Sejmie. Poseł Andrzej Wielowieyski argumentował podczas debaty sejmowej, że reprywatyzacja posłużyłaby do rozszerzenia klasy średniej. Reprywatyzacja, jak wiadomo, w części musiałaby polegać na redystrybucji, a więc komuś należałoby zabrać, aby wzmocnić klasę średnią. Redystrybucji dokonuje państwo przymusowo. Redystrybucja w kapitalizmie polega na odbieraniu części dóbr bogatym i przekazywaniu ich ubogim. Liberałowie krytykują redystrybucję, wskazując, że jej przymusowy charakter zamienia tych, którym się zabiera w niewolników tych, którym się daje.
Według liberalnego skrzydła postsolidarności, państwo powinno środkami redystrybucji odbierać biedniejszym i dawać bogatszym lub kreować bogatszych. Geremek nic nie mówi na temat, kto ma ponosić koszty osiągania tego “narodowego celu”; z jego ogólnikowego i emfatycznego referatu nie można wywnioskować, czy zdaje sobie sprawę, że ten cel musi kogoś kosztować. Przecież nie warstwę wyższą, ponieważ ta znajduje się za granicą i ma wystarczające środki, aby nie dać się polskiemu rządowi wykorzystać na rzecz polskiej warstwy średniej. Przewodniczący Unii Wolności prawdopodobnie sądzi, że rozwijać warstwę średnią można za pomocą sprzyjających jej ustaw. Jest to w takim sensie tylko słuszne, że jeżeli istniejące ustawy dyskryminują warstwę średnią, to należy je znieść.
Kto stawia przed narodem cel “rozwijania warstwy średniej”, powinien się zastanowić nad dokonanym w swoim czasie eksperymentem tworzenia klasy robotniczej. Istnienie takiej klasy społeczeństwu przemysłowemu było nie mniej potrzebne niż warstwa średnia. I gdyby sobie państwo nie stawiało celu stworzenia takiej klasy, powstałaby ona samorzutnie i w takiej liczebności, jaka byłaby gospodarce potrzebna. Uznana jednak za cel polityki, kosztowała bardzo drogo, a te koszty ponosili przez pewien czas chłopi, a przez cały czas ówczesna warstwa średnia i inne grupy społeczne.
Konstruowanie społeczeństwa, kreowanie takiej czy innej klasy nie może być celem liberalnej polityki. Jest to przeciwieństwo liberalizmu, najgorszy rodzaj interwencjonizmu. Warstwa średnia wykreowana nie będzie pełniła tej pozytywnej roli, jaką pełni w krajach, gdzie powstała samorzutnie.
O niebezpieczeństwach dla państwa, jakie niesie ze sobą dominacja podziału na bardzo biednych i bardzo bogatych oraz o korzyściach z istnienia licznej klasy średniej pisał już Arystoteles i w nieprzebranej ilości książek, jakie na ten temat opublikowali socjologowie i politolodzy, niewiele nowego można przeczytać. Klasa średnia, pisał starożytny Grek, jest czynnikiem stabilizacji państwa, ponieważ oddziela niejako od siebie nienawidzących się biedaków i bogaczy, zmniejsza znaczenie tego wiecznego antagonizmu. Gdzie stanu średniego zabraknie i ubodzy dzięki swej sile wezmą górę, następuje rozstrój, który może pociągnąć za sobą katastrofę. Istnieje związek między demokracją i klasą średnią: w tym ustroju jest ona najliczniejsza i ustrój ten ma w niej najpewniejsze oparcie. Bynajmniej ten związek nie jest uwarunkowany skłonnością klasy średniej do angażowania się w politykę, przeciwnie, ludzie tego stanu znajdują satysfakcję w prowadzeniu własnych interesów, od polityki zaś żądają głównie stabilnych praw. Stanowią poza tym środowisko najbardziej sprzyjające kulturze racjonalistycznej. “Ludzie z tej grupy najłatwiej dają się powodować rozumowi, podczas gdy człowiekowi (…) nadmiernie silnemu czy ze szczególnie znakomitego rodu lub nadmiernie bogatemu albo też przeciwnie, nadmiernie ubogiemu, nadmiernie słabemu czy wreszcie człowiekowi szczególnie pogardzanemu ciężko przychodzi iść za głosem rozumu”.

Wydanie: 20/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy