Sierpniowe refleksje

Sierpniowe refleksje

System zaczyna gnić od środka, kiedy już sami jego funkcjonariusze i beneficjenci przestają wierzyć w oficjalną ideologię. Na naszych oczach dawni wyznawcy „niewidzialnej ręki rynku” zaczynają jak premier Tusk mówić o tym, że trzeba być trochę socjaldemokratą. Minister finansów Rostowski nie z powodu nagłego nawrócenia na socjaldemokratyczne koncepcje ani tym bardziej nie z troski o obywateli proponuje zdemontować barbarzyński system OFE. Robi to z powodów zupełnie pragmatycznych – OFE rozsadzają budżet państwa i przyczyniają się do klęski politycznej obecnej władzy. I choć dobro ludzi, los przyszłych emerytów nie jest motywem działania ministra finansów, to dobrze, że zdrowy rozsądek oraz instynkt przetrwania zastępują dogmatyczną ideologię. Inna sprawa, że nie należało decyzją AWS i Unii Wolności (ojców obecnych PO i PiS) oddawać emerytur ani losów ludzi w ręce prywatnych funduszy, które od początku myślały tylko o swoich zyskach. Wtedy nie byłoby obecnych problemów.
15 sierpnia wieczorem tzw. telewizja publiczna nadała wyjątkowo kiczowaty film „1920 Bitwa Warszawska”. Natasza Urbańska rozwalająca z karabinu maszynowego czerwone hordy ciągnące na Warszawę nie rozpaliła raczej patriotycznych uczuć widzów, już bardziej zniechęciła do nachalnej propagandy historyczno-narodowej. Tego dnia można było jednak usłyszeć dwie dobre wiadomości. Pierwsza to zapowiedź redukcji wydatków Polski na zbrojenia i wojsko. I znowu nie z powodu nagłego oświecenia władzy, która mogła stwierdzić w końcu, że nauka, opieka zdrowotna czy edukacja są ważniejsze dla społeczeństwa niż wydatki na armię, lecz z banalnej przyczyny – konieczności cięcia wydatków w budżecie państwa z powodu kryzysu panującego systemu ekonomicznego. Druga dobra wiadomość to komunikat prezydenta Komorowskiego z okazji święta wojska, że „zdecydowanie odchodzimy od nadgorliwie ogłoszonej w 2007 r. polityki ekspedycyjnej. Koniec łatwego wysyłania żołnierzy polskich na antypody świata”. Lepiej późno niż wcale. Tyle że bezsensowne misje w Iraku i w Afganistanie odbywały się również przy aplauzie PO. Co na to premier Tusk? Nic, stał milcząco, tak jak ostatnio ma w zwyczaju. Może jednak wreszcie elity władzy w Polsce zrozumieją, że dzisiejsze bitwy nie polegają na wymachiwaniu szabelką czy wysyłaniu w świat wojskowego złomu, ale toczą się na polu nowych technologii, inwestowania w myśl naukową i budowania pozycji w świecie wiedzy.
Minął 15 sierpnia, a zbliżają się kolejne rocznice sierpniowe. Obchody strajków gdańskich i powstania fundamentów „Solidarności” rozgrywać się będą w tym roku w wyjątkowo kiepskich nastrojach społecznych. Bezrobocie wysokie, pensje niskie, frustracja coraz większa. Ciekawe były wypowiedzi na forum internetowym „Gazety Wyborczej” pod rocznicowym reportażem na temat zawiązania MKS w 1980 r. Rodacy jakoś sceptycznie podchodzą do sensu zmiany systemu.
„Mnie jedna sprawa ciekawi – jak by w obecnych realiach wyglądały takie sierpniowe zajścia. Stocznia zamknięta. Kolesie na śmieciówkach do protestów nieskorzy i protestować przeciwko komu? Żeby były protesty robotnicze, muszą być gdzieś ci robotnicy. Za komunistów robotnik to był pan. A teraz jest tylko kosztem i w każdej chwili można jego miejsce pracy wytransferować do tańszych krajów, jak to się stało ze stoczniowcami. Trzeba było nie dopisywać tych politycznych postulatów”, stwierdza jeden z internautów. No właśnie, gdzie ci robotnicy i krytyczna inteligencja popierająca ich postulaty? Jedni zostali „menagerami ds. sprzedaży w hipermarketach”, a drudzy zamienili się w klasę średnią, która przejmuje się już nie losami świata, ale spłatą kolejnej raty kredytu.
„Szary człowiek” pisze: „Ci obalacze ustroju mieli bardzo słabe rozpoznanie, jak żyją ludzie pracy na Zachodzie. A wcale tam nie było aż takiego dobrobytu, jak im się wydawało, że świat za żelazną kurtyną jest taki wspaniały i kolorowy. Za dużo zachodnich filmów oglądali, w których akcja przeważnie się toczyła we wnętrzach, w których mieszkała wyższa klasa społeczna. A zwykłego młodzieńca w Polsce było wtedy stać, aby 70 razy w roku pójść do kina i obejrzeć bez reklam film sprowadzony z Zachodu”. Swoją wypowiedź kończy: „Ostatnie
20 lat należy uznać za zmarnowane, Polska została zmarginalizowana prawie w każdej dziedzinie, od sportu poczynając, poprzez przemysł, na nauce kończąc”.
Nawet jeśli te wypowiedzi są przesadzone, to oddają nastroje sporej części społeczeństwa, które już nie chce słuchać w mediach rocznicowych przemówień o tym, że mamy wolność i demokrację. Bo w realnym świecie przy pierwszej próbie założenia związków zawodowych w prywatnej firmie zazwyczaj przestaje się być pracownikiem. Presja ekonomii, fałsz oficjalnych komunikatów, demokracja ograniczona do rytuałów wyborczych, wygodne miernoty na kierowniczych stanowiskach, policja bijąca jak za starych czasów, bezkarna prokuratura i obojętność obecnego ładu na ludzkie sprawy każą podważać nie tylko polityczne, ale i moralne fundamenty „realnego kapitalizmu” w wersji made in Poland.

Wydanie: 35/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy