Seriale telewizyjne i Gowin show

Seriale telewizyjne i Gowin show

Redaktor Kraśko przejdzie do historii jako symbol upadku mediów publicznych w Polsce. Za jego panowania telewizyjne „Wiadomości” stały się producentem infantylnych, mdłych, odwołujących się tylko do emocji, niskich lotów oper mydlanych. Kilkudniowe seriale pt. „Korupcja atakuje”, „Dramatyczna walka na Ukrainie”, „Krwawy atak Ksawerego” nadawane są w odcinkach, aż do wyduszenia ostatnich kropli sensacji z danego przedstawienia. Te same zjawiska występują oczywiście w prywatnych stacjach telewizyjnych, ale od nich nie można wiele wymagać. Kierują się zyskiem i niczym więcej. A na sprzedaży śmieciowych informacji, jak wiadomo, najlepiej się zarabia.
Kiedy więc Ksawery odszedł na wschód, wraz z nim pojechali na Ukrainę polscy politycy. Tutaj już nikt nie chce ich słuchać i nie mają szans na wielotysięczne wiece, to skorzystali z okazji w Kijowie. I choć w Polsce nie potrafią rozwiązać żadnych problemów, pojechali wygłaszać kazania Ukraińcom. Nie wiem, czego miały dotyczyć te lekcje demokracji. Może były premier Buzek chciał zafundować im OFE, jak zrobił to Polakom ponad 10 lat temu? A prezes Kaczyński zamierzał pokazać, jak za pomocą CBA pozbywać się konkurencji politycznej? Na pewno obecni tam posłowie PO Jaros i Protasiewicz mogli poprowadzić szybki kurs organizowania w sposób demokratyczny zjazdów partyjnych.
Po serialu ukraińskim i ataku Ksawerego wszedł na ekrany telewizorów nowy thriller polityczny, czyli „Polska Razem”. W roli głównej znany aktor scen dramatycznych i teatru groteski Jarosław Gowin. Mimo że raczej nie miałby szans na angaż u Jana Klaty w Krakowie, zmontowana przez niego trupa może zagrać nie tylko wiele dramatów, ale też sporo horrorów. Żalek, Godson, Kowal i Migalski od wielu lat organizują różnego rodzaju spektakle w oparach kadzidła i święconej wody. Do tej pory odgrywali te swoje przedstawienia dla niszowej publiczności, teraz chcą wejść na scenę narodową.
Kiedy zobaczyłem migawki telewizyjne z aktu poczęcia tej nowej, rozmodlonej i neoliberalnej wspólnoty wyznawców rynku i rodziny z Gowinem na czele, deklamującym niczym pastor uduchowionym głosem swoje akty wiary, pomyślałem, że cofnęliśmy się do początku lat 80. w Stanach Zjednoczonych. Wtedy na amerykańską scenę polityczną wchodziła Moral Majority (Moralna Większość), bardzo wpływowa organizacja chrześcijańskiej prawicy, która była mocnym wsparciem w zdobyciu władzy przez Reagana i prawicowe skrzydło Partii Republikańskiej.
Moral Majority założona została w 1979 r. na południu USA przez Jerry’ego Falwella, pastora i konserwatywnego komentatora politycznego. Dzięki hojnym dotacjom biznesu szybko zdobyła wpływy w całym kraju. W sferze ideologicznej głosiła mniej więcej to co Gowin: zakaz prowadzenia w mediach polityki antyrodzinnej, obronę tradycyjnej wizji rodziny, zakaz aborcji również w przypadku gwałtu czy zagrożenia życia matki, powstrzymanie lewackiej ofensywy praw człowieka, wyrzucenie z przestrzeni publicznej organizacji mniejszości seksualnych, konieczność modlit­wy w szkołach. Natomiast w sferze gospodarczej Moral Majority – tak jak Gowin obecnie – wspierała fundamentalizm rynkowy spod znaku amerykańskich „neokonów” (neokonserwatystów). Mieszanka fundamentalizmu chrześcijańskiego i rynkowego to nic nowego w przypadku amerykańskiej prawicy. Jej polskie odpowiedniki też podobno mogą liczyć na przychylność biznesu, z OFE na czele. Jeśli fundusze ściągające obowiązkowe składki do OFE rzeczywiście mają zasilać gowinowców, to każdy obywatel powinien móc wycofać te środki już teraz.
Moral Majority rozpowszechniała swoją konserwatywno-prawicową propagandę poprzez listy, religijne stacje telewizyjne, masowe wiece i telefoniczne gorące linie. Przez całe lata 80. była wsparciem i ochroną dla różnych prawicowych oszołomów w kampaniach wyborczych.
Polityczna kanapa Gowina też może pełnić podobną funkcję – może się okazać szalupą ratunkową dla części PO oraz różnych prawicowych odpadów. Także lokalne środowiska prawicowe (np. we Wrocławiu kręgi związane z prezydentem Dutkiewiczem) pragnące zyskać ogólnokrajową reprezentację być może przy Gowinie będą chciały budować swoje wpływy polityczne. Zwłaszcza jeśli pójdzie za tym pomoc części dużego biznesu, sympatia medialnych sierot po POPiS-ie oraz być może wsparcie imperium medialnego Rydzyka. To ostatnie jest prawdopodobne, jeżeli nowa partyjka Gowina miałaby się stać partnerem dla koalicji z PiS. Wtedy Polacy, uwalniając się od PO, wpadliby w klatkę takiego bardziej prawicowego POPiS-u pod panowaniem dwóch Jarosławów. To oznaczałoby kolejne lata wariactwa politycznego i utrwalanie kulturowego skansenu. W krótkiej perspektywie byłoby tragiczne dla kraju, zdrowego rozsądku i lewicy. W dłuższej budowałoby jednak klimat do ostatecznej kompromitacji prawicowej konserwy i głębokich cięć politycznych.
Życzę jednak lepszych prezentów pod choinką niż Gowinowe zielone jabłuszko czy wiadomości telewizyjne autorstwa redaktora Kraśki.

Wydanie: 51-52/2013

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy