Siać, a będzie plon

Siać, a będzie plon

Teksty Włodzimierza Wysockiego nuciło przed laty wielu Polaków. I choć nie brakowało spraw, które nas z Rosjanami dzieliły, to akurat Wysocki łączył. Fascynacja jego poezją przekraczała granice państw i poglądów politycznych. Przypomniały mi się tamte klimaty, gdy wśród wielu analiz po wizycie prezydenta Miedwiediewa przeczytałem także komentarz prof. Andrzeja de Lazariego, wybitnego znawcy Rosji, który przypomniał słowa Wysockiego:
Kto powiedział: „Nie wzejdzie tu plon
po co siać, przecież Ziemia umarła!”
To nieprawda! Zanurzcie w niej dłoń –
Ziemia śpi, chroniąc w łonie swym ziarna.
No i cóż do tego dodać? Żal, że to nie poeci mają wpływ na politykę, nie zaś zakompleksieni faceci, którzy nie cierpią nikogo poza sobą. I do których nie może dotrzeć nawet tak elementarna prawda, że to dyplomacja jest najtańszą formą uprawiania polityki. A ocieplanie stosunków dyplomatycznych, zwłaszcza z sąsiadami, jest najlepszym interesem, jaki sobie można wyobrazić. I dlatego serii spotkań na najwyższym szczeblu, które odbył prezydent Komorowski, nie można lekceważyć albo wręcz deprecjonować, jak to robią niektórzy adwersarze głowy państwa. Najbardziej zajadli w krytyce prezydenta są oczywiście ci, którzy nasze relacje z sąsiadami doprowadzili do stanu bliskiego zera. A wojenki z sąsiadami rekompensowali sobie wymianą duserów z dalekimi i egzotycznymi sojusznikami. Za ich rządów Polska miała pretensje do całego świata. Pouczała i nie kryła poczucia wyższości. Wymarzony sposób na to, by się skutecznie zmarginalizować. Czy świat przejmował się naszymi fobiami? Na pewno się dziwił. Tak jak dziwi widok kogoś, kto sam sobie strzela w stopę. Bronisław Komorowski, przejmując taką schedę, jaką zostawił mu tragicznie zmarły poprzednik, siłą rzeczy skazany jest na sukces. Pułap, z jakiego startuje, znajduje się tak nisko, że cokolwiek by zrobił, to już będzie postęp. Sam powrót do podstaw dyplomacji, do spotkań i rozmów – co samo w sobie jest we współczesnym świecie oczywistą oczywistością – będzie odebrany jako ważne wydarzenie.
Politycy wytyczają kierunki. Mogą więc przyśpieszać albo hamować jakieś procesy. Ale i tak najważniejsze są zawsze relacje między narodami. A tu wbrew pozorom nie ma rzeczy niemożliwych. Czy przed 40 laty ktoś uwierzyłby w to, co się stało we wzajemnych relacjach Polaków i Niemców? Od wielkiego, historycznego gestu kanclerza Willy’ego Brandta przeszliśmy niezwykłą drogę. Podobna czeka nas z Rosją. Jeśli chcemy pojednania i trwałej poprawy stosunków, szybciej musimy szukać punktów wspólnych, bo życzliwe gesty są lepsze od uprzedzeń. A realizm w stosunkach z państwami jest sensowniejszy od złudzeń. Może małymi, ale za to konsekwentnymi krokami obydwa państwa mogą budować normalne relacje sąsiedzkie. Przestrzeń, która ciągle jest wypełniona po brzegi historią, czeka na konkrety gospodarcze, na wymianę młodzieży czy na współpracę kulturalną. Umieliśmy to zrobić z Niemcami, tym bardziej możemy z Rosją.

Wydanie: 50/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy