Pochwała anarchii

Żyjemy dziś w czasach głębokiego kryzysu rozumu. Nieszczęściem współczesnej Polski jest prymat nieokiełznanych emocji nad myśleniem racjonalnym. Jak kraj nasz długi i szeroki rozlega się wielki lament z powodu wszystkiego, co nas otacza w życiu publicznym. Kradną wszyscy, władza jest skorumpowana i nieudolna, sądy są przekupne i nierychliwe, lekarze przyjmują pacjentów po pijanemu, policjanci okradają ofiary wypadków itd., itp.
Żaden myślący człowiek nie traktuje poważnie tych prymitywnych uogólnień. Zbiorowa histeria zatacza jednak coraz szersze kręgi i zaczyna już ogarniać umysły ludzi uchodzących za intelektualistów. Niektórzy z nich głoszą na równi z prostaczkami nieodpowiedzialną propagandę totalnej klęski. Szczególnie wymownym przykładem tego zjawiska był artykuł redaktora naczelnego „Res Publiki Nowej”, Marcina Króla, opublikowany niedawno, w „Rzeczpospolitej” pt. „Czas obywatelskiego nieposłuszeństwa?” (dodatek „Plus-Minus” z 1-2 marca br.). Uważam ten tekst za jedną z najbardziej dyskusyjnych, by nie powiedzieć szkodliwych i bałamutnych publikacji w całym okresie istnienia Trzeciej Rzeczypospolitej.
Cóż takiego napisał wspomniany autor w tym artykule? Posłuchajmy następujących fragmentów: „(…) pozostaje nam tylko jedno – rozpoczęcie wielkiego ruchu obywatelskiego nieposłuszeństwa. Z całą odpowiedzialnością wzywam zatem do niepłacenia podatków, aż nie uzyskamy odpowiedzi, na co są przeznaczane. Zachęcam także do walki z prokuraturą i sądami, jeśli nie zaczną działać skuteczniej i szybciej, do walki z programami szkolnymi. Zachęcam do odmowy współpracy z państwem”.
Najbardziej bulwersujące jest ostatnie zdanie. Ludwik XIV mówił „Państwo to ja” (L’état c’est moi). Demokratyczne państwo jest wartością wspólną wszystkich obywateli. Państwo to my. Walcząc z nim, popełnimy zatem samobójstwo.
W sumie artykuł M. Króla jest jedną wielką pochwałą anarchii. Wiadomo, czym skończyłaby się zbiorowa akcja niepłacenia podatków, gremialne uchylanie się od sądów, niestawianie się w prokuraturach itd.
Zachęcanie do uchylania się od obowiązku podatkowego to nie pierwsza kuriozalna inicjatywa w naszej młodej demokracji. W 1996 r. ówczesny przewodniczący NSZZ „Solidarność” wystąpił z podobnym apelem, twierdząc, że pieniądze z podatków (i składek na ZUS) są przeznaczane na zabiegi aborcyjne.
Autor zdumiewającego artykułu skompromitował się, niestety, nieznajomością utrwalonych dawno w literaturze poglądów wyrażonych przez wielu teoretyków demokracji.
W konstytucyjnym porządku prawnym nieposłuszeństwo prawom jest z reguły zachowaniem anarchicznym. Dotyczy to każdego prawa, również takiego, które komuś się nie podoba, mimo że zostało uchwalone w demokratycznym trybie przez większość parlamentarną. Obywatelskie nieposłuszeństwo jest uzasadnione dopiero w takich sytuacjach, gdy obywatele nie mają innego sposobu obrony swych praw, w szczególności nie mogą dochodzić swych racji przed niezawisłymi sądami lub żądać zmiany niesprawiedliwych ustaw w demokratycznie wybranym parlamencie ani też nie mają do dyspozycji innych środków legalnej akcji przeciw złemu prawu, zwłaszcza takich jak skarga konstytucyjna. Obywatelskie nieposłuszeństwo ma być środkiem ostatecznym (ultima ratio), gdy legalne środki sprzeciwu okazują się zawodne (por. m.in. J. Rawls, „Teoria sprawiedliwości”, Warszawa 1994, s. 449 i n. A. Badeau, „On Civil Disobediance”, „Journal of Philosophie” 1961, vol. 58, H.D. Thoreau, „Obywatelskie nieposłuszeństwo”, Warszawa 1983).
Obywatele mogą korzystać z prawa do oporu wobec określonego pogwałcenia przez władze jakiegoś prawa obywatelskiego, a nie generalnie wobec wszelkiej działalności władzy, jak to proponuje nasz „demokrata”, zachęcając nas w istocie do rewolucji.
Jest zaiste nieuczciwością podburzanie narodu do totalnego nieposłuszeństwa wobec władzy bez uświadomienia ludziom, że sięgnięcie do tej formy zbiorowego protestu nie zwolni ich od poniesienia konsekwencji za pogwałcenie porządku (zob. cyt. wyżej literatura oraz E. Łętowska, „Po co ludziom konstytucja”, Warszawa 1994, s. 138).
Pojęcie „obywatelskiego nieposłuszeństwa” bywa nadużywane, stosowane w bardzo szerokim, nieścisłym znaczeniu, na określenie wszelkich objawów niezadowolenia obywateli: z obowiązującego bądź projektowanego dopiero prawa, z prowadzonej przez władze publiczne polityki itp. Krytykowany tutaj artykuł jest wprost szkolnym przykładem takiego właśnie nader uproszczonego rozumienia omawianego pojęcia.
Wydaje się, że autor uległ przesadnym, antykorupcyjnym nastrojom, które są chorobą dnia codziennego. Węszy korupcję wszędzie. Skorumpowana jest władza państwowa, gdy narzuca obywatelom dodatkowy podatek. Korupcją, jego zdaniem, jest umieszczanie przez polityków swoich ludzi w radach nadzorczych, bez względu na to, czy ktoś wziął za to łapówkę. Korupcyjne były ustawy ocenione przez Trybunał Konstytucyjny jako legislacyjnie wadliwe (np. ustawa o amnestii podatkowej i biopaliwach). Stwierdza, że tym, który odnosi korzyść o korupcyjnej genezie, nie musi być konkretny człowiek czy też grupa osób. Może nim być władza państwowa (np. gdy czerpie dochody z winiet). Rozwijając konsekwentnie myśl autora anarchisty, należałoby powołać w Sejmie kolejne komisje śledcze do zbadania wszystkich takich „afer”.
Artykuł redaktora „Res Publiki Nowej” jest rażąco nieobiektywny. Nie ma w nim ani jednej konstruktywnej propozycji. Obraz współczesnej Polski jest czarno-biały: władza wszystko robi źle, jest głupia, natomiast społeczeństwo (które ją wybrało) jest superinteligentne, rozsądne, wykształcone i „otrzaskane”. Czy można się dziwić, że zagraniczna prasa, do której takie oceny docierają, pisze o „przegniłym systemie” współczesnej Polski i że „nie ma wątpliwości” (sic!), iż producent filmowy Lew Rywin żądał łapówki w zamian za ustawę o mediach („The Economist”, cyt. za „GW” z 3.03.2003 r.).
Warto na zakończenie przypomnieć gorzkie słowa, które wypowiedział o Polakach przed z górą 200 laty hrabia Henryk Rzewuski, wybitny publicysta i polityk żyjący na przełomie XVIII i XIX w.: „Żywioł Polaków jest wieczna opozycja przeciw wszystkim, co stać będą przy sterze rządu. Gdzie indziej opozycja bywa środkiem do dopięcia czegoś, tu jest ona celem. Opiera się rządowi, byle się opierać. Na próżno w tej opozycji chciałbyś wynaleźć jakieś widoki polityczne” („List starosty wieluńskiego do hrabi Mycielskiego” [w:] „Listopad”, wyd. II, Lwów 1936). Jeszcze wcześniej pisał Adam Naruszewicz: „To prawda, że rząd był zawsze zły, lepsi ludzie” („Na obrazy Polaków starożytnych” [w:] „Księga cytatów” ułożona przez P. Hertza i W. Kopalińskiego, Warszawa 1975, s. 315).
Cytaty powyższe dedykuję mężowi stanu z „Res Publiki Nowej”.

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy