Barbarzyńcy

Barbarzyńcy

W czwartkowej „Rzeczpospolitej” aż dwa teksty potwierdzające tezę, że w kulturze prawnej cofnęliśmy się o dobre 200 lat. Najpierw niejaki Bartosz Marczuk obwieszcza tytułem felietonu, że „zbrodniarze powinni tkwić za kratami”. Niby to prawda. Ale pan Marczuk swoją odkrywczą tytułową tezę rozwija. Sens jego wywodu jest taki, że zbrodniarze powinni siedzieć w kryminałach jeszcze po odbyciu kary, ergo, bez względu na wyrok, nawet po jego odbyciu, pozostawać za kratami do śmierci. Pretekstem do tego wywodu jest to, że w chwili ogłoszenia przez Polskę w 1988 r. moratorium na wykonywanie kary śmierci tym, którzy zostali skazani na tę nieludzką karę, zamienioną ją na 25 lat pozbawienia wolności. Marczuk całą mocą swego intelektu grzmi: „Bezmyślność naszego państwa, które zapomniało skazać ich na dożywocie, zamieniając im karę śmierci na 25 lat więzienia – nie może narażać na niebezpieczeństwo jego obywateli”. Pan Marczuk nie wie zapewne, że kodeks karny obowiązujący w 1988 r. nie miał w katalogu kar dożywocia, i domaga się od państwa, aby skazywało na kary, których w kodeksie nie ma. Pan Marczuk nie zna fundamentalnej zasady cywilizowanego prawa karnego, która po łacinie brzmi: Nulla poena sine lege, co po polsku znaczy, że nie można skazywać na karę, której nie ma w kodeksie. Kara dożywotniego więzienia została przywrócona dopiero w kodeksie z 1997 r. (który nie zna z kolei kary śmierci). Jak widać, publicyście „Rzepy” podobałoby się państwo skazujące na kary nieznane kodeksowi karnemu. Mnie nie. Panu Marczukowi wolno bredzić, korzysta więc z tego prawa w całej rozciągłości. Zresztą szkodliwość jego bredzenia nie jest zbyt wielka, zważywszy na notowaną ostatnio poczytność „Rzeczpospolitej”. Mało kto jego wywody przeczyta.
Gorzej z bredzeniem posłanki Ligii Krajewskiej z PO, która jest przewodniczącą nadzwyczajnej komisji sejmowej. Projekt ustawy, aby dalej trzymać w zamknięciu i leczyć (?) tych, którzy skorzystali z moratorium, odbyli 25 lat pozbawienia wolności i po odbyciu kary mają wyjść na wolność, co jest zasadą, a nie ewenementem, za niekonstytucyjny uznali nawet eksperci Biura Analiz Sejmowych. Projekt nie tylko niekonstytucyjny, ale wręcz łamiący reguły i zasady cywilizowanego prawa karnego w kilku punktach. Po pierwsze, nie wolno nikogo po odbyciu przez niego całości prawomocnie orzeczonej kary nadal pozbawiać wolności. Po drugie, prawo nie może działać wstecz – to łamanie kolejnej zasady, Lex retro non agit. Po trzecie, nie wolno nikogo pozbawiać wolności profilaktycznie, karać za coś, czego nie zrobił, ale jedynie może zrobić. W cywilizowanym świecie nie wolno nikogo profilaktycznie wsadzać do więzienia. Opowiadanie, że po odbyciu kary ci nieszczęśnicy nie będą zamykani w więzieniu, tylko trzymani w zamkniętych ośrodkach leczniczych o rygorze więzienia, jest obłudne. Jeśli ci ludzie są chorzy, dlaczego dotąd, przez 25 lat, nie byli leczeni, tylko trzymani w zwykłym kryminale, a mają być leczeni dopiero teraz? Chorych przez 25 lat, wbrew prawu trzymano w zwykłych kryminałach? Posłanka przewodnicząca komisji mówi „Rzepie”: „Musimy się zastanowić, co jest ważniejsze: dobro przestępcy czy jego potencjalnej ofiary”.
Pani posłanka Ligia Krajewska, ponoć magister od resocjalizacji, nie wie, co mówi. Czasem posłowie tak mają. Ale ujawniona przez nią filozofia jest groźna. To filozofia partii rządzącej! Przede wszystkim nie chodzi tu o dobro przestępców, w każdym razie nie tylko o ich dobro. Przestrzeganie reguł państwa prawa, niedopuszczenie do zamykania ludzi w kryminale w celach profilaktycznych i inne zasady cywilizowanego prawa karnego strzegą powszechnego dobra. Dobra i bezpieczeństwa wszystkich obywateli, w tym posłanki Ligii Krajewskiej, jej bliskich i towarzyszy partyjnych. Każdy ma prawo być pewnym, że jeśli nie popełnił przestępstwa, nie trafi do kryminału. Ma prawo być pewnym, że nie wyląduje w więzieniu tylko dlatego, że ktoś uznał, że wprawdzie niczego złego jeszcze nie zrobił, ale może zrobić w przyszłości. Lepiej więc dla bezpieczeństwa jego ewentualnych przyszłych ofiar profilaktycznie go zamknąć. Choćby w psychuszce. To taki radziecki wynalazek. Jak widać, bardzo przydatny.
Na miejscu Platformy byłbym ostrożniejszy. Precedens, o który z takim zapałem walczy (a wspiera ją, co zrozumiałe, PiS), może wkrótce być wykorzystany przeciw niej. Po dojściu do władzy PiS, opierając się na tym precedensie, może pozamykać profilaktycznie liderów Platformy, by nigdy już nie mogli po ewentualnym powrocie do władzy dopuścić się narodowej zdrady, by nie mogli doprowadzić kraju do nieszczęścia. Jakiś PiS-owski odpowiednik posłanki Ligii Krajewskiej, uzasadniając projekt ustawy pozwalającej na profilaktyczne pozamykanie platformesów, będzie argumentował tak jak ona: „Musimy się zastanowić, co jest ważniejsze: dobro tych zdrajców czy dobro narodu i Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”. Jasne, że dobro narodu i Najjaśniejszej! Platformersi, do pudła! Profilaktycznie.
Środowisko prawnicze to widzi i co? W prywatnych rozmowach wszyscy są przeciw, niektórzy nawet są oburzeni. Ale tak prywatnie albo w wąskim gronie. Publicznie, a nie daj Boże zbiorowo, głosu wolą nie zabierać. Zresztą niebawem się okaże, że ten barbarzyński i głupi projekt ustawy ma wsparcie jakichś utytułowanych ekspertów. Zapamiętajcie ich nazwiska! I pamiętajcie: ja byłem przeciw!

Wydanie: 43/2013

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy