Dziwny to był rok…

Dziwny to był rok…

Rok 2022 za nami. „Był to dziwny rok”, chciałoby się powtórzyć za Sienkiewiczem (oczywiście Henrykiem, nie Bartłomiejem). Obfitował w „rozmaite znaki na niebie i ziemi”, które „zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Było ich bez liku i nawet gdyby ktoś chciał je spisać, brakłoby mu wołowej skóry. A to Rosja napadła na Ukrainę, a to w Polsce Zjednoczona Prawica okazała się mniej zjednoczona, niż się zdawało, ale żrąc się wewnętrznie, trwa i niszczy Polskę, a to Glapiński ponowił kadencję w Narodowym Banku Polskim, a to nowelizując i barbaryzując Kodeks karny, cofnęliśmy się do czasów przed oświeceniem, a to inflacja zaczęła się rozpędzać, a to Jacek Kurski przestał być szefem TVP i został wysłany do Banku Światowego. Gdyby tylko było to w zasięgu Kaczyńskiego, pewnie uczyniliby z ministrem Glińskim Zenka Martyniuka dyrektorem Metropolitan Opera. Na wsadzeniu Kurskiego do Banku Światowego możliwości obsadzania przez PiS stanowisk w Ameryce jednak się wyczerpały. A szkoda, bo Zenek Martyniuk tak pasuje do Metropolitan Opera jak Kurski do Banku Światowego. Ziobro dalej dewastuje wymiar sprawiedliwości, Przyłębska dalej gotuje pyszne zupki i trwa w Trybunale Konstytucyjnym. I jeszcze falstart komendanta głównego policji, który, nie mogąc się doczekać nocy sylwestrowej, wypalił na wiwat z granatnika w swoim gabinecie.

Czy mało to owych znaków na niebie i ziemi, co zwiastują klęski i nadzwyczajne wydarzenia? Mało. Bo czyż nie podobnie jak w Sienkiewiczowskim opisie „nareszcie zima nastała tak lekka, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. (…) Lody nie popętały wcale wód (…). Padały częste deszcze. Step rozmókł i zmienił się w wielką kałużę, (…) zielona ruń okryła stepy i rozłogi już w połowie grudnia. Roje po pasiekach zaczęły się burzyć i huczeć, bydło ryczało po zagrodach. Gdy więc tak porządek przyrodzenia zdawał się być wcale odwróconym, wszyscy (…), oczekując niezwykłych zdarzeń, zwracali niespokojny umysł szczególniej ku Dzikim polom, od których łatwiej niźli skądinąd mogło ukazać się niebezpieczeństwo”. Zaiste, czy i dziś nie od ukrainnych Dzikich Pól łatwiej niż skądinąd może ukazać się niebezpieczeństwo?

Tymczasem, zgodnie ze wskazaniem polityki historycznej, „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”, a że jest karnawał, to hulaj dusza bez kontusza. PiS za pomocą TVP osieroconej przez bankiera Kurskiego zorganizowało narodowi po raz kolejny igrzyska w postaci „Sylwestra Marzeń” w Zakopanem. Na Równi Krupowej, która na skutek zimy lekkiej rozmiękła i zamieniła się w wielką kałużę jak step u Sienkiewicza, odbyło się kolejne hałaśliwe widowisko. Zenek Martyniuk, nie objąwszy stanowiska w Metropolitan Opera (jak PiS będzie jeszcze rządzić, to na stare lata Zenek zostanie dyrektorem Filharmonii Narodowej, w której minister Gliński dotował będzie koncerty prawdziwie polskiego disco polo, by ostatecznie wyprzeć wynaturzoną muzykę zagraniczną), póki co koncertował pod Giewontem. Czego tam nie było!

Złote rydwany ciągnięte przez misie z Krupówek (w baranich futrach), Zenki i Sławomiry, kicz i tandeta. Jarmarczne widowisko za miliony, podniesione do rangi „Sylwestra Marzeń”. Igrzyska zamiast drożejącego chleba. Brakowało tylko prezydenta, który raz jeszcze mógłby publicznie powalczyć z ostrym cieniem mgły, a przy okazji usłyszałby ze sceny, że LGBT to ludzie, nie ideologia, jak mu się wydawało. Tłum (podobno 65 tys. ludzi) taplający się w błocie rozmiękłej Równi Krupowej dopełniał obrazu, nabierającego wymiaru symbolicznego.

Organizatorzy i ich polityczni nadzorcy nie wykazali się jednak rewolucyjną czujnością i nie odczytali w porę znaków ani przestróg. A przecież najpierw Mel C ze Spice Girls odmówiła udziału w show TVP, wyraźnie uzasadniając odmowę. Stwierdziła, że nie chce uczestniczyć w imprezie organizowanej przez tubę propagandową, szczującą na środowiska LGBT. Zaprosili więc Black Eyed Peas, którzy nie dość, że wystąpili z tęczowymi opaskami, to jeszcze ze sceny upomnieli się o wolność i równe traktowanie wszystkich, w tym mniejszości seksualnych, a nawet prześmiewczo odcięli się od rządzącej w Polsce partii, tłumacząc, że Peas to nie PiS. Jeśli „Sylwester Marzeń” miał być sukcesem pisowskiej propagandy, to chyba nie wyszło. No i wbrew egzorcyzmom abp. Jędraszewskiego „tęczowa zaraza” chyba nadal się szerzy.

Tak to dziwnie się zakończył rok 2022. Rzeczywiście dziwny to był rok!

Wydanie: 2/2023

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy