Zakłamana historia powstania*

Zakłamana historia powstania*

Karmieni kłamstwami i frazesami młodzi Polacy mają kiedyś powtórzyć to, co zrobili ich rówieśnicy w powstaniu warszawskim. Dziś młodych próbuje się wychowywać tak, by jak powstańcy ginęli za cynicznych polityków i marnych wojskowych. Wodzowie już są. Widzimy, jak bredzą w mediach. Brakuje im tylko wojska. Nie tego w mundurach. Bo tam pamięć o tym, co prawica potrafi zrobić, gdy zdobywa władzę, jeszcze długo będzie żywa. Prawicowi fanatycy buszują wśród uczniów i studentów. Do nich kierują załganą historię powstania. Symbolem tej polityki jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Fotoplastikon pokazujący wycieczkom, jak to z pieśnią na ustach małolaty szły z visami na tygrysy. Czyli z pistolecikiem na czołgi. Ze śpiewem na ustach, listem powstańczej poczty do ukochanej i pokazem teatrzyku. To też oczywiście było. Na dalekim marginesie. Ale że ładnie się nadaje do budowania mitu prawie zwycięskiego powstania, zwiedzający dostają właśnie to.

A gdzieś w oddali jest prawdziwy obraz powstania. Obraz potwornej klęski. Głupoty i bezmyślności, ale też cynizmu i wyrachowania politycznego tych, którzy zadecydowali o wyprowadzeniu na rzeź bardzo słabo uzbrojonych i kompletnie nieprzygotowanych do walki młodych ludzi. Walki z frontowymi oddziałami niemieckimi i renegatami z krajów podbitych. Decyzja o wybuchu powstania była wyrokiem śmierci dla ludności cywilnej miasta. Szacuje się, że między 120 a 140 tys. ludzi, w tym kobiet i dzieci, zamordowano w ciągu dwóch miesięcy 1944 r. Tysiące kobiet zgwałcono. Po Warszawie zostało morze ruin.

Co o tym wie wycieczka, która trafia do muzeum kierowanego od początku przez Jana Ołdakowskiego? Z jakim obrazem powstania idzie przez życie młody człowiek, który wierzy nauczycielom i w to, co mu wkładają do głowy w muzeach? Kiedy zaczniecie mówić im prawdę? O strachu, bo przecież każdy wtedy potwornie się bał. O rozpaczy, gdy po kilku dniach było wiadomo, że nie będzie przejęcia miasta po uciekających Niemcach. O powszechnym głodzie. I bardzo często wrogiej postawie cywilów, którzy cierpieli nie za swoje grzechy. I nie chcieli umierać, mimo że – jak mówią politycy prawicy – są wartości cenniejsze niż życie. A umierali, i to masowo. Z wymordowanych cywilów mniej niż połowę, bo tylko 60 tys., znamy z imienia i nazwiska. A reszta? Anonimowe ofiary polityków i wojskowych, którym prawica zafundowała ulice, place i mosty. Nie patrząc na to, że tylko na Woli zebrano 12 ton ludzkich prochów. To, co wówczas stało się w Warszawie, nie mieści się w ludzkiej wyobraźni. I zasługuje na wyjątkową lekcję. I wieczną żałobę. Może jeszcze się tego doczekamy.

* Tytuł serii książek wydanych przez PRZEGLĄD

Wydanie: 32/2020

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. ondraszeek
    ondraszeek 6 sierpnia, 2020, 16:33

    Ale ta narracja skutecznie „zryła berety” młodzieży warszawskiej, odwrócenie tego procesu będzie żmudne i skomplikowane.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Oskar Maria Bramski
    Oskar Maria Bramski 7 sierpnia, 2020, 16:02

    Jerzy Domński – proponuję najpierw zapoznać się ze wspomnieniami bezpośredniego uczestnika Powstania Warszawskiego – prof. Witolda Kieżunia, a potem dopiero komentować wypisując bzdury!

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Mad Marx
      Mad Marx 15 sierpnia, 2020, 12:01

      Wspomnień bezpośrednich uczestników Powstania jest dużo i nie zmieni to faktów:
      bez mała 200 000 ludzi zginęło w imię ambicji polityków
      Postawa Rządu Emigracyjnego wobec ZSRR była sprzeczna z polską racją stanu i gdyby nie nieprzejednana postawa Mikołajczyka w Moskwie w sprawie rekonstrukcji rządu i przyjęcia , zgodnie z sugestiami zachodnich aliantów granicy na Lini Curzona , to były szanse na udzielenie przez Rosjan wsparcia powstańcom a może nawet na wspólny rząd PKWN i Londyńczyków.
      Już w trakcie wizyty Mikołajczyka Stalin polecił dowództwu armii opracowanie planu wyzwolenia Warszawy (było już wiadomo, że nie uda się wziąć stolicy z marszu, na co liczyło i dowództwo AK, i Rosjanie)
      Czy próba zamanifestowania rzekomej siły i prawdziwej determinacji polskiego podziemia warta była tej gehenny?

      P.S. Śmieszy mnie nazywanie Powstania „największą akcją zbrojną podziemia w Europie” Jakby partyzancci Josifa Tity nie oswobodzili znacznych teren ów Jugosławii, jakby nie było de Gaule’a i francuskiego Resistance, które wspólnie z aliantami wyzwalało (rzeczywiście) Francję a nawet samodzielnie wyzwoliło kilka departamentów . Ale rozumiem poniekąd, że komunistów do zbrojnego podziemia dziś się nie zalicza.

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Ryszard
      Ryszard 16 sierpnia, 2020, 11:01

      Skąd ta nieugięta wiara Oskarze ? Marysiu ? w racje prof. Witolda Kieżunia , wszak to samo mówiliby ci, którzy Powstanie wywołali i razem wzięci z profesorem nie mają monopolu na prawdę . Czy więc inne racje należy nazywać bzdurami ?

      Odpowiedz na ten komentarz
  3. marek zol
    marek zol 8 sierpnia, 2020, 15:07

    dobrze napisane! nie byłem w Muzeum ale właśnie spodziewałem się upudrowania tematu i nie pomyliłem się. marna to satysfakcja. istotnie prawicowy pogląd można opisać następująco: 3 lata IV RP przyniosło 98 ofiar, myślę iż wystarczy to za komentarz

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy