Stwarzanie diabła

Stwarzanie diabła

Miewam dobre pomysły i bywam uparty, by je ucieleśnić. Wymyśliłem, że popatrzę na próg starego i nowego roku z góry. Strażnik biurowca dał się uwieść i pozwolił mi wjechać z żoną na ostatnie piętro pustego, ciemnego gmachu. Otworzyła się panorama miasta, pulsował światłami Stadion Narodowy, lśniły wieloma kolorami mosty nad Wisłą.
I zaczęło się. Oszalałe ze strachu ptaki zdawały się frunąć prosto na nas, na panoramiczną szybę i szklany dach.
Fajerwerki wybuchały tak gwałtownie, jakby to był koniec lub początek świata. Ten największy w Polsce pokaz sztucznych ogni odbył się w asyście dziesiątków tysięcy ogni prywatnych. Nie mogłem wtedy nie pomyśleć o powstaniu warszawskim. To nie ten brzeg wtedy płonął, ale płynęła ta sama Wisła. Na Powiślu budynek klasztoru sióstr urszulanek, gdzie w czasie okupacji mieszkała moja mama, potem był tam szpital powstańczy, w którym pracowała. Chłopak, w którym się zakochała, wrócił z akcji ze śmiertelną raną brzucha, zemdlała, więc przeniesiono ją do pracy w kuchni.
Nie potrafię uwolnić się od przeszłości. Polska potrafi? Młoda już tak, niestety i na szczęście.
Gdy ma się trochę więcej lat, kurczy się przyszłość, przeszłość zaś spopiela się. Ocaleją tylko scenki, grudki słów i emocji nietknięte przez ogień.
Nie mam magicznego stosunku do liczb, ale w roku 2014 nie podoba mi się czternastka na końcu. Jest w niej coś twardego, jakby czerstwego. Trzynastka zdawała się miękka, otwierała, a czwórka zamyka. Co zamyka? Nie mam pojęcia i nie staram się mieć. Okropne w przyszłości, ale też błogosławione jest i cudowne, że ona zawsze będzie dla nas niewiadomą. I nas zaskoczy. Dlatego największe głupstwa mówią ci, którzy próbują przewidzieć, co będzie.
W roku, który minął, rósł papież Franciszek, sympatyczny, energiczny reformator, który luzuje Kościołowi gorset. Niestety, na jego tle blednie Jan Paweł II, lubimy mówić „nasz”. Widać teraz lepiej, że przy wszystkich niezwykłych zaletach był zbyt konserwatywny, co Kościołowi zaszkodziło. Sam rozumny, nie przydał polskiemu Kościołowi rozumu. Intelektualizm Jana Pawła II trafił na polski kamień polny.
Wiem, że Kościół nie może być otwarcie liberalny, teraz odstaje jednak za bardzo od zmieniającego się świata, kostnieje i odrzuca ludzi, szczególnie ten nasz polski. Przez wieki dźwigał powinności narodowe, dlatego trzeba było uprościć przekaz wiary. I nie wiedzieć kiedy Matka Boska stała się Polką. W stanie wojennym miałem wiele spotkań w podziemiach kościołów i przy ołtarzach, nie było żadnych konfliktów, ten sam był wróg, którego tak samo demonizowaliśmy.
Kościołowi zawsze potrzebny był diabeł, by mógł toczyć walkę ze złem i wyjaśniać ludziom, czemu dobry Bóg stworzył świat, gdzie jest tyle cierpienia. Nie przeszkodziło to Kościołowi, nawet pomogło, spalić milion kobiet na stosach. Palono przecież diabła.
W ostatnich dekadach wiara w diabła podupadła, badania sprzed kilkunastu lat pokazały, że w Polsce najbardziej podupadła w województwie łódzkim. Nie wiem, jak jest teraz. Ale widzę, że z braku diabła stwarza się go. W ramach bezradności wobec nowych czasów nasz Kościół popełnia kolejne błędy, czasami kuriozalne. Ochrona kapłanów pedofilów była kulminacją tego zjawiska.
Teraz gender jest kreowany na nowego diabła. Brzmi ten gender rzeczywiście tajemniczo i obco. Diabeł to był zawsze cudzoziemiec. Zwykły człowiek nie ma pojęcia, co to takiego ten gender, strach nawet sprawdzać, zresztą po co. A wystarczyłoby wpisać hasło w Google, by wiele się wyjaśniło. To jednak nie wszystko, trzeba jeszcze zrozumieć, że Kościół lubi metafory i symbole, gender symbolizuje nowoczesność.
Stało się to pojęcie symbolem zmian dotyczących płci, wyjścia kobiet spod skorupy patriarchatu i znakiem swobody seksualnej. Tak, nic nie jest bezkarne, płacimy za różne formy wolności, a skutki uboczne wielu zmian są poważne i nie do przewidzenia. To, co się dzieje, jest wielką rewolucją obyczajową i kulturową.
To prawda, tradycyjna rodzina przeżywa dramatyczny kryzys, dawne formy się rozpadły, a małżeństwo dzisiaj trudno utrzymać. Nowe reguły dopiero się kształtują i na pewno będą odmienne od dawnych. Żadna cywilizacja nie przetrwała jednak bez norm i form, na ich stworzenie mamy nie tak dużo czasu. Zgadzam się, że sytuacja jest niepokojąca. Lekarstwem nie będzie jednak nawoływanie do powrotu do starych form. I tak duch czasu na to nie pozwoli. A nowe czasy to też niestety upadek zaufania, bardzo się temu przysłużył terroryzm. Czy on również nie jest dzieckiem czasu?
Od kilkudziesięciu lat gram w tenisa na tych samych kortach. O ileż ten klub lepiej teraz wygląda, jak światowo. Tuż przed nowym rokiem wyszło nowe zarządzenie: należy płacić przed grą. Prastarzy klienci też.
To drobnostka, kropelka. Jednak podobnych kropel widzę wokół bez liku, w nich faluje morze współczesne. Nic nie jest za darmo, zmiany na lepsze też kosztują, czasami wiele.

Wydanie: 2/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy