Skąd domniemany kryzys lewicy?

Znowu piszę nieco wcześniej niż zazwyczaj, ale przyczyna zawsze ta sama. Spodziewany, lecz niedokładnie określony w czasie pobyt w szpitalu, przeto staram się mojej redakcji nie narażać na zdenerwowanie niewiadomym terminem dostarczenia kolejnego tekstu.
W rozmowach osobistych i telefonicznych, w listach, w spotkaniach na ulicy powtarza się często to samo pytanie. Co właściwie się stało, że olśniewający sukces wyborczy lewicy zamienia się dość szybko w porażkę? Pytanie warte rozważnej odpowiedzi.
Zacznę od stwierdzenia, iż jedną z ważniejszych przyczyn kłopotów lewicy objawiających się spadkiem notowań w sondażach opinii publicznej jest zmasowany i nieustający od chwili wyborów atak wszelkiej maści prawicy na rząd Millera. Prowadzą te napaści nie tylko partie polityczne sejmowe i marginalne. Prawie wszystkie media tłuką od rana do nocy każdego dnia nieustające oskarżenia lewicy o złe rządzenie. To samo czynią prawicowi politycy niepomni tego, że przeważającą część obecnych kłopotów lewicowych rządów sami przygotowali wyjątkowo nieudolnym, a także nieuczciwym sprawowaniem władzy przez te lata, gdy byli u steru. Zostawili po sobie ruinę, do której cynicznie nie chcą się przyznać, zwalając wszystkie swoje grzechy na nieudolności lewicy.
To nie jest tylko odruch samoobronny. Przyczyna jest – jak sądzę – poważniejszej natury. Oto ludziom prawicy nie mieści się w głowach zjawisko niedające się łatwo zrozumieć, jeśli nie dostrzega się totalnej katastrofy życiowej, jaką odzyskanie niepodległości przyniosło milionom Polaków.
Przeciętny obywatel polski nie może zrozumieć, jak to się stało, że trwający przez kilkadziesiąt lat przeogromny wysiłek większości społeczeństwa został w Niepodległej prawie całkowicie zmarnowany. Po ogromnych zakładach pracy zostały ruiny i wielomilionowa rzesza bezrobotnych. W setkach tysięcy rodzin panuje skowycząca bieda. Usłużni populistyczni politycy podsuwają łatwe do uwierzenia argumenty: „Pozostający u władzy politycy wszystko rozkradli bądź za grosze sprzedali obcym”. Elity polityczne oraz inne nie rozumieją i nie są w stanie pojąć stopnia rozgoryczenia biednej części społeczeństwa tym, co się stało z socjalistycznym dziedzictwem PRL-u.
Wygrywa na tym co pewien czas lewica, gdyż skrzywdzeni i poniżeni łączą z jej dojściem do władzy nadzieję na powrót do tego, co dawał socjalizm, czyli do pracy, darmowych studiów dla dzieci, mieszkań, wczasów, sanatoriów i jakich takich w porównaniu z obecnymi emerytur oraz rent. Głosują przeto na lewicę i doznają zawodu, którego przyczyną są nie tylko grzechy w rządzeniu krajem prawicy wszelkich odmian, ale i własny dorobek lewicowej nieudolności.
Źródłem tego kuriozalnego dorobku nieudolności jest, w moim przekonaniu, przeogromna pazerność na stanowiska i posady lewicowych członków partii. To zresztą jest choroba wszystkich środowisk politycznych w Polsce i nie tylko u nas. W USA powyborcze czystki polityczne sięgają sprzątaczy ulic, bo trzeba dać pracę swoim sprzątaczom.
Rodzi się w skali masowej zjawisko powierzania prawie wszystkich funkcji kierowania krajem członkom własnej partii bez względu na posiadane przez nich kwalifikacje.
Żadna prawie partia nie ma tego odruchu, aby wybrać do sprawowania władzy najlepszych speców od poszczególnych dziedzin życia. Zawsze wybiera się swoich, by im zapłacić za poparcie. Ci swoi rządzą, jak popadnie, przeważnie źle, a wielu z nich na dodatek kradnie albo umacza się w podejrzanych przez prawo aferach.
Dochodzi do tego groźny dla władzy lewicy element obecny dawniej w prawie całym społeczeństwie: zjawisko nieudolności działania i rządów przemocy za czasów tak zwanej komuny. Wszystkie te grzechy trapiące teraz nasze społeczeństwo były uprawiane przecież jawnie i powszechnie w czasach podległości Układowi Warszawskiemu. Łatwo więc można przywoływać przeszłość przeciw teraźniejszości, by takim skrótem myślowym podsumować te zjawiska.
Czy lewica musiała wpaść w te wszystkie tarapaty, jakie powyżej opisałem? Czy nie potrafiła dostrzec i przemyśleć zagrożeń i pułapek zastawionych przez ową przeszłość? Czy musiała tak bardzo zapomnieć o koniecznym dla wszelkich lewicowych formacji przywiązaniu do tego, co nazywamy lewicową wrażliwością?
Jestem przekonany o tym, że swoboda manewru czy swobodne wybieranie lewicowej drogi postępowania były bardzo ograniczone. Dla rządu Leszka Millera zasadniczym celem stało się nie dotrzymywanie wierności lewicowym ideałom i zasadom, lecz wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej.
Osiągnięcie tych celów, jakie były najważniejsze, by uznać postępowanie rządu za zgodne z lewicowym etosem, wymagało – nazwijmy to ogólnie – nieco rewolucyjnego zdyscyplinowania mediów, Narodowego Banku Polskiego opętanego do absurdów przez ideologię liberalną i wielu innych dziedzin życia, ale każda taka próba wywoływała serię donosów prawicy politycznej do zachodnich demokracji, skąd na adres premiera nadchodziły natychmiast groźne upomnienia i pogróżki wstrzymania procesów akcesyjnych. Na polską scenę polityczną wróciła nie po raz pierwszy neotargowica, czyli zdrada interesów własnej ojczyzny przez polityków prawicy.
Przedstawiony opis zdarzeń związanych z kłopotami rządzącej lewicy wymagałby rozwinięcia w tęgim tomie politologicznych wywodów. Naszkicowałem tylko pobieżne fragmenty sprawy. Wolno przypuszczać, że udane wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej przyniesie rządowi Leszka Millera chwałę trudną do odebrania i zapewne poprawi jego notowania w sondażach opinii, jeśli społeczeństwo dostrzeże w miarę szybko dobre skutki tego historycznego zdarzenia. I jeszcze jedna uwaga. Kłopot z rządami lewicy byłby mniejszy, a utrata władzy przez lewicę mniej straszna dla kraju, gdyby na doszczętnie rozbitej scenie politycznej nie panowała taka przeraźliwa pustka moralna oraz intelektualna po stronie prawicy.

24 maja 2003 r.

Wydanie: 23/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy