Strzelaj lub emigruj

Strzelaj lub emigruj

Były premier Tusk dementował ostatnio doniesienia prasowe o tym, że uczy się angielskiego na Malcie za pieniądze europejskich podatników. Trudno powiedzieć, jak było naprawdę. Szkoda byłoby jednak, gdyby Donald Tusk rzeczywiście nie uczestniczył w kursie na Malcie. Mógłby nieco rozszerzyć swoje słownictwo. A przy okazji zobaczyć, jak radzą sobie na wyspie rodacy, którzy masowo wyjeżdżając z kraju, również tutaj próbują ułożyć sobie życie.
Iwona pracuje w zakładzie fryzjerskim – jej funkcjonowanie między Rzeszowem i Krakowem skazywało ją na wieczną wegetację za nędzne grosze w niepodległej i demokratycznej ojczyźnie. Teraz strzyże turystów oraz miejscowych razem z dziewczynami z Węgier, Serbii i Pakistanu.
Szymon pracujący w branży nieruchomości siedzi na wyspie już sześć lat. Wcześniej cztery lata mieszkał i pracował w Londynie. Próbował wrócić do kraju, ale po rocznym pobycie stwierdził, że już nie jest w stanie znosić atmosfery i warunków panujących w Polsce. Zbyt mocno przesiąkł zachodnimi standardami życia i traktowania ludzi.
Izabella od niecałego roku mieszka na Malcie z włoskim narzeczonym. Woli być przewodniczką wycieczek, niż mieszkać w Białymstoku i nie mieć szans na godne zarobki.
Można tak wymieniać bez końca – dziewczynę prowadzącą bistro z włoską kawą w Sliemie, pielęgniarki i lekarzy pracujących w lokalnych szpitalach, osoby zatrudnione w sektorze turystycznym. Tutaj wszyscy ich chwalą jako dobrych pracowników. Tylko we własnym kraju byli traktowani przez niepodległe państwo jak tępi chłopi pańszczyźniani, których można wyzyskiwać w biały dzień.
Właściwie Polacy wszędzie na świecie potrafią się odnaleźć i zyskać uznanie w nowych miejscach. Po obozie przetrwania, jaki funduje im ojczyzna, wydaje się, że wszędzie łatwiej. I nie tylko o zarobki – choć są one istotne – tutaj chodzi. Ważny jest również szacunek dla pracownika, luźna atmosfera na co dzień pozbawiona agresji i zawiści czy bardziej ludzkie stosunki społeczne. Polskie państwo traktuje swoich obywateli jak potencjalnych przestępców – kontrole, wzajemna nieufność, otwarta wrogość instytucji państwowych wobec wszelkich spontanicznych zachowań społecznych, arogancja i bezkarność prokuratury, dziesiątki służb szukających na siłę haków na każdą nieszablonową osobę. To polska codzienność. Trudno się dziwić, że w takich warunkach niełatwo odetchnąć pełną piersią i tworzyć innowacyjne projekty przekraczające horyzonty polskiej rzeczywistości. Donald Tusk, który współtworzył ten system, dobrze wiedział, że po dojściu PiS do władzy poznałby na własnej skórze logikę jego działania. Do końca życia chodziłby po sądach i tłumaczył się, że nie jest wielbłądem. Dlatego wykorzystał okazję, aby udać się w przyjemniejsze miejsce.
Wyjazd kilku milionów Polaków nie tylko poprawia ich osobisty byt, ale też skutecznie rozładowuje na poziomie systemowym potencjalne napięcia społeczne. Obniża również radykalnie poziom bezrobocia w Polsce. Gdyby panująca nam niepodległa RP nieco uszczelniła teraz granice, zafundowałaby sobie szybszy pogrzeb niż PRL. Emigracja ekonomiczna okazuje się najskuteczniejszym wentylem bezpieczeństwa obecnego systemu.
Tylko dlaczego Polacy muszą wyjeżdżać z kraju, aby móc żyć w miarę normalnie? Z jakiego powodu najaktywniejsi obywatele muszą uciekać przed mechanizmami, które tworzy obecna elita władzy w kółko odmieniająca przez przypadki takie slogany jak niepodległość, zwycięstwo obozu solidarnościowego, odzyskanie demokracji? Może w kolejnym swoim kazaniu odpowie na te pytania prezydent Komorowski, zamiast zachęcać do walki na Ukrainie?
Ostatnio Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) opublikowała raport na temat jakości życia w 34 krajach członkowskich. Uwzględnia on kilka sfer życia. Polska wypada fatalnie pod względem zarobków obywateli (29. miejsce na 34 kraje), ochrony środowiska (30. pozycja), zaangażowania społecznego (31. miejsce), dostępności mieszkań (31. miejsce), służby zdrowia (29. miejsce) czy możliwości zdobycia pracy (28. miejsce).
Również Komisja Europejska w ostatnim czasie wytknęła Polsce, że „opiera swoją gospodarkę wyłącznie na niskich kosztach pracy i dostarczaniu tanich komponentów do zachodnich technologii”. Tania siła robocza i eksport prostych, nieprzetworzonych produktów – to wszystko, co mamy do zaoferowania we współczesnym świecie. Jeśli Rosja nie weźmie polskich jabłek, to pozostaną może kapusta i buraki. Tych w Polsce nie brakuje.
To smutne, że przy nieudolności i nędzy elit polskiej polityki oraz biznesu wciąż aktualny jest refren piosenki Pidżamy Porno: „Strzelaj lub emigruj”. Zbyt wielkiego wyboru nie ma: albo wyjazd, albo walka o radykalną zmianę polityki i atmosfery w Polsce. Wszyscy jednak wyjechać nie mogą ani nie chcą. Głupio byłoby też bez walki pozostawić ten kraj nieudacznikom i cynikom, niemającym żadnej wizji ani predyspozycji do tego, aby decydować o losie milionów ludzi.

Wydanie: 43/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy