Zawał górnictwa po Tusku

Zawał górnictwa po Tusku

Na wyrok po katastrofie w kopalni Halemba trzeba było czekać aż dziewięć lat. Dopiero za kilka dni Sąd Okręgowy w Gliwicach wypowie się w sprawie tragicznej śmierci 23 górników, których w 2006 r. zabił metan. Górnictwo ma najdłuższą listę tych, którzy zginęli, wykonując swoją pracę. Strach o życie synów i mężów jest na stałe wpisany w życie śląskich rodzin. Ilekroć słyszę ujadanie na nazywane przywilejami płace i emerytury górnicze, wiem, że robią to ludzie, którzy nigdy by za takie pieniądze w górnictwie nie pracowali.

Kolejnym rządom nic tak się nie udaje jak szczucie na tę branżę i przypominanie, że kiedyś górnicy w obronie miejsc pracy palili opony w Warszawie. Politycy PO najchętniej by ten sektor sprywatyzowali, a ich idolką jest premier Thatcher – wziąć jak ona za pysk robotników, którzy jeszcze jakoś się ostali w III RP, i pokazać, gdzie jest ich miejsce. Na szczęście są już za słabi, by to zrobić. Donald Tusk zostawił swojej następczyni wiele min, które w każdej chwili mogą wybuchnąć. Jedną z największych jest sytuacja w górnictwie. Za zapaść tej branży i kryzys, w jakim znalazła się Kompania Węglowa, odpowiedzialni są przede wszystkim Tusk oraz kolejni ministrowie skarbu i gospodarki. Rząd miał w ręku wszystkie potrzebne instrumenty kadrowe i finansowe, by w ciągu siedmiu lat przeprowadzić polskie górnictwo przez rafy. Niestety, przez te lata nie wyszedł poza ogólniki. Nie było strategicznego projektu. Nie było nawet sensownego, fachowego zespołu, który by taką strategię przygotował. Polityka kadrowa Tuska w sprawach górnictwa to kompletne dyletanctwo. Ilu wiceministrów w czasie jego rządów zajmowało się górnictwem? I który na tym się znał?

Czy ktoś odpowie za kolejne infantylne decyzje? Jedni łączyli kopalnie, a drudzy dzielili branżę na coraz dziwniejsze struktury. Ciągła reorganizacja. Dobrze było i jest tylko setkom spółek pasożytujących na górnictwie. Bałagan. Korupcja – nie górników przecież. I obietnice. Tych było multum. Premier Kopacz mogę współczuć. Ale bardziej obchodzi mnie los górników. Tych, którzy pracują pod ziemią, i nadzoru górniczego.

Na ich miejscu upubliczniłbym pełną listę osób, które przez siedem lat brały pieniądze za zarządzanie górnictwem. Ministrów, wiceministrów, dyrektorów, prezesów itd. I listę geszeftów, jakie są robione na górniczych plecach.

Wydanie: 3/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. JN
    JN 18 stycznia, 2015, 07:38

    Górnictwo to kolejna branża „w upadku”. Polska flota handlowa już praktycznie nie istnieje, stocznie też.Wiele pokoleń budowało „polską obecność na morzu” i zostało to zaprzepaszczone, może bezpowrotnie.Marzynarze na saksach pod „tanią” i często niebezpieczą banderą, stoczniowcy cęsto lumpenproletariatem Wybrzeża.
    Czekamy na dalsze sukcesy, czy budzimy się?

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Stanisław
      Stanisław 20 stycznia, 2015, 09:31

      Niech wezmą sie do roboty ,a nie czekaja jak w socjaliźmie,vże im państwo da.
      Może biedna kasjerka z supermarketu ma dodtową panów stoczniowców i górników? tego chcesz jako socjalista?

      Odpowiedz na ten komentarz
      • JN
        JN 21 stycznia, 2015, 11:13

        Jako „socjalista” uważam że kasjerka nie musi być biedna. W Szwecji, gdzie mieszkam od lat, kasjerki mają pensje skromne, ale pozwalające na godne życie. A to dzięki silnym Związkom Zawodowym. Czy do górników trzeba „dopłacać” nie wiem. Wiem natomiast że „dopłaca”się do żołnierzy, którzy w ramach amerykańskich misji pokojowych działajł w Afganistanie!

        Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy