Ekshumacje

Ekshumacje

W Polsce ciągle się dokonuje ekshumacji jakichś zwłok. Czegoś takiego nie spotkacie w całej Europie na wschód od Hiszpanii. Ekshumacji szczątków domagają się niektóre rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Na ten temat nic więcej nie powiem, nie moja sprawa. Zarządzona przez katowicki IPN ekshumacja szczątków generała Klimeckiego i innych ofiar katastrofy gibraltarskiej to sprawa innego rodzaju, nie rodzinna. Naukowcom z instytutu medycyny sądowej daje okazję weryfikowania ich metod badawczych, dla innych ludzi, niewyzbytych naleciałości cywilizacyjnych, jest to po prostu profanacja zwłok. Niczym innym też nie było „badanie” i strojenie w mundur szczątków generała Sikorskiego. Naruszenie elementarnych zasad przyzwoitości, że nie powołam się na bardziej wysublimowane normy, zostało przykryte wystawnym religijnym ceremoniałem. Krakowskie czynniki kościelne wzięły na swoje sumienie aferę, do jakiej ze wszystkich swoich sił powinny były nie dopuścić. Teraz się to powtarza i wchodzi w zwyczaj. Publiczna strefa psychiczna przepełnia się odorem nie do wytrzymania. W tej prawie nieoddychalnej atmosferze odbywa się „dociekanie” przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Zostawmy na boku to, co wnoszą do tego „dociekania” wariaci bez cudzysłowu. Całkiem normalni harcerze z Głowna szukali pod Smoleńskiem szczątków ludzkich. Motocykliści znaleźli szczątki i przywieźli je. Arcybiskup Nycz, obecnie kardynał, wyrzekł z głębi duszy: „Dziękujemy Bogu za dobro, jakie wyniknęło z katastrofy pod Smoleńskiem”. Jakież to dobro? Powódź nonsensów, kłamstw, przenajgłupszych domysłów, jaka zalewa bez przerwy wszystkie stacje telewizyjne i wiele gazet. „Rosjanie nie chcą zrobić takiej drobnej rzeczy jak przykrycie wraku” – wielki temat polskich mediów, a gdy przykryli, ta sama gwiazda TVN: „Przykryli wrak na pokaz”. Czynniki sejmowe i rządowe, popędzane przez dziennikarzy, ze swej strony popędzają śledztwo: prędzej, prędzej! Po co śledztwo i po co prędzej, skoro rząd już wie, że „przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem leżą po polskiej i po rosyjskiej stronie”. Po polskiej, ponieważ pilot postanowił lądować wbrew ostrzeżeniom, i po rosyjskiej, ponieważ Rosjanie nie zabronili Polakom lądować.
Media w polskiej suwerennej demokracji działają na wariackich papierach i nie wiadomo, czy wypada prostować bałamuctwa, jakie głoszą. Zawsze znajdzie się ktoś rozsądny, kto poprawi pojedynczy błąd, skoryguje wyjątkowe głupstwo, gdy jednak brednie występują z siłą nawałnicy albo z regularnością kalendarza, szanujący się ludzie nie zabierają głosu. Kto rozsądny chciał sobie zaprzątać głowę „dzieckiem od Żydów, kłutym szpileczkami” albo mitem, iż Żydzi ukrzyżowali Chrystusa! A jednak pojawiały się sytuacje, gdy dno stawało się wierzchem, a najprymitywniejsze i najbardziej irracjonalne wyobrażenia popychały do czynów takiej samej natury. Jeżeli mimo wszystko nie bardzo się boję skutków polskiego, skonsolidowanego w mediach i partiach pewnego siebie bezrozumu, to dlatego, że jego oddziaływanie społeczne jest częściowo ograniczone, zrównoważone rolą pieniądza. Nie szkolnictwo czy klasa edukacyjna, nie kultura i z pewnością nie Kościół chronią przed rozpasanym bezrozumem, lecz stosunki rynkowe, racjonalność, jaka się w nich zachowuje, i owa „sprawiedliwość wyrównawcza”, która jest ich moralnością.
Sprawa Katynia jako „mitu założycielskiego III RP” częściowo wyrosła z tej atmosfery, a częściowo została cynicznie wykreowana na „polską Golgotę”, aby posługiwać się nią jako narzędziem nacisku w stosunkach z Rosją. Ten „mit założycielski” stał się niby-rzeczywistością autonomiczną; już nie wiadomo, czy rząd się nim posługuje dlatego, że chce, czy uważa, że musi ze względu na przeciwników wewnętrznych i tak zwaną opinię publiczną, czyli telewizję i gazety. Minister Radosław Sikorski mówi: „O tym, że [sprawa Katynia] jest już wyłącznie częścią historii, będzie można powiedzieć wtedy, gdy usatysfakcjonowane zostaną Rodziny Katyńskie. Dla nas jest to test szczerości co do chęci pojednania w prawdzie. (…) Myślę, że sprawę Katynia w sensie prawnym zamykałaby ugoda [władz rosyjskich] z Rodzinami Katyńskimi” („Gazeta Wyborcza”, 6.12.2010). Minister spraw zagranicznych uzależnia stosunki z innym państwem od usatysfakcjonowania, czyli od woli grupy osób prywatnych. Oświadczenie przedstawicielki tych osób, że ich organizacja nie żąda odszkodowań finansowych, nie jest jedynym źródłem wiedzy na ten temat. Wiadomo, że wielu potomków ofiar od takich żądań nie odstąpi. Domaganie się rekompensat pieniężnych za zamordowanych jest doskonale zgodne z dominującą mentalnością. Jednakże gdyby nawet rząd rosyjski zgodził się na odszkodowania pieniężne, Katyń nie stanie się już tylko częścią historii. Przeciwnie: konflikt przejdzie w najostrzejszą fazę, ponieważ nic tak nie roznamiętnia ludzi jak dzielenie pieniędzy. Podział nie będzie równy, roszczenia wysuwają dzieci, wnuki, prawnuki. Media będą podsycać spór i pobudzać apetyty, głosząc, skądinąd słusznie, że nawet największe sumy pieniędzy nie wyrównają męczeńskiej śmierci. Telewizja już pyta, kto jest za, a kto przeciw.
Polacy w tonie przechwałki powtarzają, że są narodem specjalnie wyczulonym na kwestie historyczne i w przeciwieństwie do sąsiadów z niesamowitym pietyzmem czczą swoich męczenników, poległych, zamordowanych. Jest to jedno z kłamstw, którymi komplementują sami siebie. Gdyby to była prawda – jak wytłumaczyć obojętność wobec ofiar ukraińskich organizacji faszystowskich? Mało powiedzieć obojętność, bo obojętna jest tylko lewica; prawica dokonała retrospektywnego pojednania się z UPA na gruncie antysowietyzmu i rusofobii. Pisałem już o tym parokrotnie, ale ponieważ tamci swoje fałszywe poglądy głoszą zewsząd i cały czas, to mnie wolno powtórzyć swoje raz na jakiś czas.

Wydanie: 50/2010

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy