Czy korzystnie jest być ofiarą?

Czy korzystnie jest być ofiarą?

W wielkonakładowym tygodniku, gdzie przeważnie nie ma nic do czytania, wpadło mi w oko zdanie: „Status ofiary we współczesnej dyplomacji Unii Europejskiej to znaczący awans”. Mętny kontekst pełen oklepanych pojęć, nie objaśnił mi tego zdania. Najprawdopodobniej jego sens jest następujący: status ofiary ma ten, kto został skrzywdzony, a w Unii Europejskiej należeć do skrzywdzonych jest korzystnie. Chodziło tam nie o jednostki, lecz o narody i państwa, ale tę ogólną prawdę można zilustrować przypadkami indywidualnymi. Mieć status ofiary jest korzystne w taki sposób, jak dla żebraka korzystnie jest nie mieć całej nogi i wystawiać na widok pozostały po niej kikut, co wzrusza przechodniów i skłania do dania większej jałmużny. Bardzo możliwe, że status ofiary to znaczący awans, stanowczo jednak odradzałbym Polsce ubieganie się o awanse za pomocą wyrabiania sobie statusu ofiary. Świat tylko tu i ówdzie i tylko przez krótki moment może odstąpić od normy. Przeważnie jest normalny i awansowanym ofiarom z reguły gorzej się powodzi, niż tym co wcale nie są ofiarami. Czasami żebrak tylko udaje niewidomego, żeby więcej użebrać, ale i takiemu nie ma czego zazdrościć.

*

„Nasz wschodni sąsiad – pisze profesor Andrzej Nowak, znakomity historyk i redaktor ciekawego czasopisma „Arcana” – czujnie strzeże swojej interpretacji historii. Jakie w niej jest miejsce dla Polski? Na pewno nie jest to miejsce ofiary…”. Różnię się z Andrzejem Nowakiem, ale nie wiem, czy jest to różnica poglądów, czy czegoś bardziej elementarnego niż poglądy. Odczuwam w ten sposób: lepiej, żeby Polska nie była ofiarą, niż żeby była. Skoro już miała to nieszczęście, że była, lepiej to ukryć, niż wystawiać na widok publiczny w celu wzruszenia Europy. Andrzej Nowak się nie przejęzyczył i ja też nie i nie toczę tu sporu o słowa. Zwraca on uwagę na niewątpliwy fakt, że narody prowadzą „politykę historyczną” (co powinno budzić sprzeciw profesjonalnego historyka) i układają swoją przeszłość w mity służące im w rywalizacji z innymi narodami. Daje m.in. przykład Francji, niedobrze wybrany, ale można dać inne o takiej samej wymowie. Przy okazji obchodów 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii „okazało się – pisze Nowak sarkastycznie – że Amerykanie nie odegrali w tej sprawie istotnej roli, a Francja i Niemcy ramię w ramię wyzwoliły się same”. Polacy na miejscu Francuzów powiedzieliby, że alianci wylądowali parę lat za późno, kiedy wojna i tak już się kończyła. Istotą „polityki historycznej” Francuzów (a także wielu innych narodów) jest wysuwanie na pierwszy plan wydarzeń mogących świadczyć o sukcesach i wielkości. Podczas dziewiętnastowiecznych rewolucji (nie wliczam wielkiej z 1789 r.) w samym tylko Paryżu zginęło więcej ludzi niż we wszystkich polskich dziewiętnastowiecznych powstaniach, a mimo to w kulturze francuskiej nie ma śladu cierpiętnictwa, tak charakterystycznego dla Polski.
Andrzej Nowak uważa, że tragedie, jakie w XX wieku dotknęły Polaków, zwłaszcza Katyń, należy wprowadzić do świadomości międzynarodowej, w czym nie ma nic złego, dopóki nie naśladuje się religii Holocaustu. Historia Żydów i Polaków, tragedie jednych i drugich były tak bardzo różne, że naśladowanie religii Holocaustu musi dać efekt przedrzeźniania, nie mówiąc już o aspekcie mistyfikacyjnym takiej imitacji. Prof. Nowak cytuje Miłosza: „Czyżby pamięć o jednej z wielkich zbrodni XX wieku była jedynie wewnętrzną sprawą Polaków, a naprawdę przejmowała tylko rodzinę najbardziej wiarygodnego świadka? (…) Jak długo wszystko, co mówią Polacy, ma być niewiarygodne, ponieważ rzekomo skażone ich chorobliwym etnocentryzmem? (…) To odsłania coś bardzo głębokiego i poważnego, z czym trzeba się uporać teraz, kiedy Polska podobno należy do Europy”. Niestety, ta wypowiedź wyraża tylko opcję, jest głosem oddanym za… a poza tym retoryczna i wieloznaczna. Co znaczy „uporać się”? Wszystko, co Polacy powinni byli w myśl etyki i wymagań sumienia zrobić w sprawie Katynia – zrobili. To co planują, będzie już tylko „polityką historyczną”, która z prawdziwą ma to wspólne, że też jest w pewnym stopniu manipulatorska i cyniczna. Poruszyć Europę sprawą Katynia będzie trudno, ponieważ wszystkie narody mają swoje Katynie, czego Polacy nie chcą przyjąć do wiadomości. Okres komunistyczny, zwłaszcza pierwsze dziesięciolecie powojenne Miłosz interpretował w kategoriach heglowskiej dialektyki i sympatyzował z tymi w kraju, którzy myśleli podobnie. Potem postąpił tak, jakby heglizm został wymyślony tylko dla objaśniania tamtego dziesięciolecia i niczego więcej. Gdy powstała „Solidarność”, napisał, że teraz „kluczowe miejsce zajmuje Katyń i Powstanie Warszawskie, tudzież całkowita rehabilitacja nieprzejednanych na emigracji. Zegar cofnął się do roku 1944”. Nie mógł mieć zarazem racji jako heglista w roku 1945 i nowo nawrócony, nieprzejednany czterdzieści lat później. I nie wiadomo, czy te słowa są wyznaniem jego własnego poglądu, czy gorzką i smutną krytyką.

 

Wydanie: 12/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy