Kapitalizm bez hamulców

Kapitalizm bez hamulców

Realia 1989 r. i zawalenie się bloku wschodniego oznaczały powstanie w Europie Wschodniej rzeczywistości bezalternatywnej – nasz region skazany był na wdrażanie w polityce społeczno-ekonomicznej podpowiedzi Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wykonanie tego projektu miało jednak się odbywać bez żadnych znieczuleń socjalnych, w sposób bezwzględny i rabunkowy. Typowy dla relacji kolonialnych znanych z wcześniejszych wieków z Afryki czy z Ameryki Południowej. Refleksje na ten temat rozszerza prof. Andrzej Szahaj w dwóch ostatnich książkach wydanych przez lewicowy Instytut Wydawniczy „Książka i Prasa”.

Z punktu widzenia kapitału do zdobycia były nowe, duże rynki zbytu oraz nieograniczone zasoby taniej siły roboczej. W dodatku często była to całkiem nieźle wykształcona i gotowa do wielu poświęceń siła robocza. Dlatego kapitalizm, który próbowano zainstalować w Polsce, nie miał być wersją po obróbce, jakiej dokonało 200 lat walk społecznych, znaną z Europy Zachodniej początku lat 90. To miał być dziewiczy kapitalizm, nieograniczany żadnymi umowami społecznymi, nieonieśmielany krytyką ruchów społecznych czy związkowych. W grę nie wchodziła wersja kapitalizmu reńskiego z Niemiec czy z Francji, gdzie funkcjonowała wywalczona tradycja negocjacji ze związkami zawodowymi. Tym bardziej nie mogła to być wersja skandynawska – w Polsce mówiono w latach 90. i później, że na takie rozwiązanie nie stać społeczeństwa. To, co miało zapoczątkować przemiany systemowe na wschodzie Europy, miało być raczej wariantem kolonialnym, jaki występował w latach 80. XX w. w Ameryce Południowej, z jego prywatyzacjami i wielkimi nierównościami społecznymi.

Zdaniem Andrzeja Szahaja, ten kapitalizm miał być również pozbawiony zahamowań moralnych – wszystkie chwyty mogły być dozwolone. Chodziło o ukonstytuowanie się kapitalizmu jako systemu zorganizowanego oszustwa. Do tego nawiązuje tytuł książki – „Kapitalizm drobnego druku”. Czyli świat nieuczciwych umów, w których to, co najważniejsze, zapisane jest drobnym drukiem w nadziei, że klient okaże się łatwym łupem i nie przeczyta długiego dokumentu z wieloma przypisami jeszcze mniejszą czcionką. Nieważne, czy to umowa z pracodawcą, z firmą deweloperską, z funduszem inwestycyjnym czy kredytowa z bankiem. Możemy mieć pewność, że druga strona próbuje nas oszukać. Jak pisze autor, „kapitalizm w formie neoliberalnej ujawnił najgorsze swe cechy i wyzwolił w ludziach, którzy go realizowali, ciemne strony”. W ten sposób społeczna demoralizacja jednostek stała się warunkiem systemowym ekonomicznego trwania obecnego porządku.

Czy istnieje alternatywa dla tych trendów? Andrzej Szahaj nie jest radykałem w ujęciu zachodnioeuropejskim i nie opowiada się za jakąś wizją socjalizmu. Raczej próbuje pokazać, że mogą istnieć inne warianty kapitalizmu niż neoliberalny. I w drugiej książce, „Inny kapitalizm jest możliwy”, wskazuje przykład krajów skandynawskich – to wystarczy, żeby być radykałem w Polsce. Od początku przemian systemowych po 1989 r. w polskich warunkach przyjmowano bowiem bezdyskusyjnie, że jedynym możliwym wariantem ładu społeczno-ekonomicznego jest kopiowany z amerykańskich wzorów kapitalizm w duchu Friedmana i innych fundamentalistów rynkowych. W tym wariancie istnieje fetysz własności prywatnej. Inne formy: spółdzielcza, państwowa czy komunalna, są dyskredytowane albo tak jak w Polsce od początku lat 90. likwidowane z powodów ideologicznych, a nie ekonomicznych – przykładem tych działań może być likwidacja państwowych gospodarstw rolnych, które przestały istnieć na skutek decyzji politycznej, a nie wyników ekonomicznych. Obszary byłych pegeerów i ich byli pracownicy do tej pory, przeszło ćwierć wieku po zmianach systemowych, są ilustracją wykluczenia socjalnego. Mity, na których tworzono legitymizację społeczną neoliberalnego kapitalizmu w Polsce, już dawno legły w gruzach – pierwszy to ten o skapywaniu bogactwa z góry na dół, a drugi to opowieść o swobodnej ruchliwości społecznej i ekonomicznej, rzekomo gwarantowanej przez niczym nieograniczony rynek. Jak twierdzi Szahaj „bogactwo już od dawna utknęło na szczytach piramidy społecznej, a nawet wciąż go tam przybywa, sławna zaś maksyma legitymizująca ów typ kapitalizmu »od pucybuta do milionera« przybrała dziś faktycznie kształt »od pucybuta do pucybuta i od milionera do miliardera«”.

Większa rola w wariancie skandynawskim pomocy socjalnej i przeklętego w Polsce słowa redystrybucja pozwala rzeczywiście kreślić możliwe ramy dla społecznego kroku naprzód.

Obie książki Andrzeja Szahaja, będące zbiorem krytycznych refleksji o efektach transformacji systemowej w Polsce, ukazują, że jest dużo powodów niezadowolenia i rozczarowania obecną sytuacją społeczno-ekonomiczną. Niezadowolenie niekoniecznie jednak musi się przekładać na postępowe zmiany polityczne. Jak pokazuje historia oraz obecna mroczna teraźniejszość w Polsce, zmiany nie zawsze są postępowe – czasami frustracja powoduje reakcję autorytarną. I wtedy już nie tylko społeczna równość, ale także wolność jest zagrożona. Obecna fala nastrojów nacjonalistycznych w Europie Wschodniej tylko to potwierdza. A zamiana rządu neoliberałów na rząd prawicowych populistów, jak to się stało w Polsce w 2015 r., nie jest rozwiązaniem problemów, lecz jeszcze większym, dodatkowym superproblemem. Zmusza to jednak do aktywności umysłowej i szukania wyjścia z obecnej sytuacji.

Wydanie: 10/2016

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 2 kwietnia, 2016, 19:38

    „W dodatku często była to całkiem nieźle wykształcona i gotowa do wielu poświęceń siła robocza.” Wschodnioeuropejska sila robocza poziomem wyksztalcenia nie odbiegala (wowczas) od tej z drugiej strony „zelaznej kurtyny” i mowie to z cala odpowiedzialnoscia, jako ktos, kto od wielu lat wykonuje zawod inzyniera na tzw. Zachodzie i nigdy sie swoich kwalifikacji wstydzic nie musial. Powiedzmy sobie jasno – zachodnioeuropejski (nie mowiac o skandynawskim) socjalizm kosztuje i ktos go musi finansowac. Taka role przeznaczono wlasnie dla krajow z dawnego bloku wschodniego. Temu sluzylo narzucenie im brutalnego kapitalizmu, z ktorego zyski transferowane sa na zachod i sluza utrzymaniu tamtejszych systemow socjalnych. To jest typowy model uzaleznienia kolonialnego – w koncu praktycznie wszyscy „inwestorzy zagraniczni” w Polsce wywodza sie z krajow o duzym doswiadczeniu w kolonizacji. Oczywiscie niezbedna byla do tego aktywna wspolpraca lokalnych kacykow i szamanow, ktorzy zapewniali odpowiednia oprawe propagandowa i ideologiczna – tych bylo pod dostatkiem w kregach polskich neoliberalow. Do brutalnej eksploatacji kolonii na miejscu dochodzi jeszcze wysysanie z niej najlepiej wyksztalconych kadr, co powoduje jeszcze wieksze zacofanie i uzaleznienie. Po 26 latach radosnego rozwoju „demokracji i wolnego rynku” Polska zmierza prosta droga do feudalizmu – urodzenie sie w biedzie uniemozliwia zdobycie dobrego wyksztalcenia, a to automatycznie skazuje na biede kolejne pokolenia.
    Ogladalem kiedys serial dokumentalny o historii kapitalizmu. Jednym z przelomowych momentow byl oczywiscie upadek muru berlinskiego. Jeden z wystepujacych w dokumencie ekonomistow skomentowal to tak: „Dla wielkich korporacji byla to najwieksza okazja w historii – mogly przystapic do nieograniczonego rabowania Europy wschodniej”. Slowo „rabowanie” dobrze sobie zapamietalem.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy