Golusieńkie media publiczne

Golusieńkie media publiczne

Nie ma darmowych obiadów. W kapitalizmie nie ma miejsca na sentymenty. Od kiedy zabrakło Kuronia, nie ma darmowych zupek. Są za to zakusy, by nawet uczniom zabrać szklankę mleka. Zabieranie to ulubiony sposób liberałów na rozwiązywanie problemów. Zabieranie albo prywatyzowanie wszystkiego, co się tylko da albo na czym można doraźnie zarobić. A od czasu kryzysu specjalizacją liberałów stało się branie publicznych pieniędzy na ratowanie prywatnych bankrutów. Klęska tej polityki i takich metod każe bardzo ostrożnie podchodzić do wszystkich propozycji liberałów. Zwłaszcza gdy dotyczą one tak delikatnych obszarów jak media publiczne. Tu nie ma pola na doktrynerskie eksperymenty polityków z dawnego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Szczególnie że już nie pierwszy raz media mają z nimi wielki kłopot.
Premier nie miał szczęśliwej ręki do mediów już wtedy, gdy na początku lat 90. był członkiem Komisji Likwidacyjnej RSW, której nieudolne, bezmyślne i upolitycznione działania doprowadziły do ruiny wiele bardzo wartościowych tytułów. A na ich miejsce weszły głównie niemieckie, nastawione wyłącznie na zysk pisemka niskiego lotu. Teraz, już jako premier, narzucił Platformie Obywatelskiej rozwiązania, które zamykają możliwość utrzymania Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Najpierw pogrzebano abonament – główne, oprócz wpływów z reklam, źródło finansowania tych mediów. Abonament, który pełni przecież nie tylko funkcję finansową, bo równocześnie daje każdemu płacącemu miesięcznie 17 zł poczucie bardzo cząstkowego, ale jednak osobistego udziału w tych mediach. Płacąc abonament, możemy w większym stopniu identyfikować się z tymi mediami i ich programami. Możemy więc i więcej od nich wymagać. Wiadomo, że nikt nie lubi płacić podatków i jak tylko PO ogłosiła likwidację abonamentu, mogło się to wielu ludziom spodobać. Zwłaszcza gdy uwierzyli, że ciężar utrzymania mediów publicznych weźmie na siebie rząd, który z budżetu przeznaczy na nie kwotę nie mniejszą niż wpływy z abonamentu. Guzik z tego wyszło.
Zanosi się na to, że nie będzie pieniędzy z abonamentu, a z budżetu wpłynie tyle, co łaskawie rząd zechce dać. A chce dać jak najmniej, bo w nosie ma budowę silnych mediów publicznych. Celem PO jest bowiem zmarginalizowanie TVP i Polskiego Radia. Tak by na końcu tego procesu powiedzieć, że szkoda budżetowych pieniędzy na słabe media. I że trzeba je zlikwidować. A najlepiej sprywatyzować. Czy uda się ten bezczelny plan zrealizować? I to w sytuacji, gdy nawet w Platformie wielu polityków wstydzi się tego, co robi premier? Wszystkie inne partie i znaczące środowiska społeczne są za takim wsparciem mediów publicznych, by faktycznie mogły one zrealizować swoją misję i służyć społeczeństwu. Choć oczywiście rozmaicie tę misyjność rozumieją.
Najważniejsze jednak dla mediów publicznych jest to, że ciągle stoją za nimi widzowie i słuchacze. Lepiej widać od polityków Platformy rozumiejący, że niezwykle trudno będzie bez tego instrumentu budować społeczeństwo obywatelskie. Że w takim kraju jak nasz, który ma duże problemy z upowszechnieniem wartościowej kultury i dostępnością do edukacji, pomóc w tym mogą tylko media publiczne.
A skoro nie można liczyć na to, że te oczywiste prawdy pojmie władza, to potrzebne są inne działania, które pomogą Platformie Obywatelskiej zrozumieć, że nie ma społecznej zgody na zmarnowanie wartości, którą zbudowały pokolenia naprawdę myślące kategoriami interesu państwa. Zatrzymanie PO jest działaniem w interesie publicznym. To, że król jest nagi, nie musi przecież oznaczać, że golusieńkie będą też media publiczne.

Wydanie: 26/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy